Niemedyczne forum zdrowia
25-06-2017, 15:50 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Czwarty tom "Zdrowia na własne życzenie" --> kliknij
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Początek drogi do zdrowia - moja historia  (Przeczytany 1934 razy)
Rinchen_Khandro
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 41
MO: 16.07.2015
Wiadomości: 3

"Co mnie nie zabije to mnie wzmocni"

« : 27-02-2016, 22:47 »

Nie udzielam się dotychczas aktywnie na forum, jestem jednak pilną jego czytelniczką, ciągle się uczę i dużo jeszcze przede mną. Dodam, że jest to forum prawdziwą kopalnią wiedzy i wsparciem w trudnych chwilach.
Postanowiłam podzielić się z Państwem moją historią – od pacjentyzmu do świadomości siebie i swojej odpowiedzialności za zdrowie.
Starałam się pisać krótko, jeżeli bym chciała opisać w pełni tzw. leczenie, obawiam się, że nie starczyłoby kilkunastu stron.

Wystarczy powiedzieć, że byłam zawsze tzw. chorowitym dzieckiem.
Dzieciństwo to bezustanne infekcje, od dzieciństwa zapalenia gardła, zatok, bywało, że cztery razy w ciągu roku przechodziłam zapalenie oskrzeli. Zapalenia płuc – kilka razy, ostatni raz w wieku 23 lat – praktycznie trzy miesiące dochodziłam do siebie. W szkole normą było 50 i więcej procent nieobecności.
W wieku 26 lat przeszłam „mikroudar” - niedokrwienie mózgu, dwa tygodnie w szpitalu, potem pół roku tzw. leczenia, m. in. sterydami,  po którym została pamiątka w postaci 25 kg nadwagi.
Kolejne usiłowania polegały na m. in. próbach  pozbycia się nadwagi – najczęściej lekarze oferowali inteligentną radę – „proszę mniej jeść”, kiedy zaczęłam mdleć na diecie 1500 kalorii – dałam sobie spokój z dietami w ogóle.
To są konkretne epizody, mnie jednak najbardziej dokuczało mniejsze lub większe osłabienie, brak sił, czasem aby wstać z łóżka i wyjść do szkoły, czy potem do pracy. Nie byłam nigdy osobą leniwą, chciałam robić dużo rzeczy – co z tego, jak nie starczało energii.
Kiedy miałam ok. 18 – 19 lat zaczęły się duszności, czasem kilka razy w tygodniu, i męczące bóle brzucha i biegunki. To mnie skutecznie przyblokowało w jakiejkolwiek aktywności – ciężko funkcjonować mając potrzebę kilka do kilkunastu razy dziennie biegać do łazienki. Diagnoza medyczna była następująca: astma i zespół jelita drażliwego. Wygodne pojęcie, do którego można wrzucić wszystko.  

Dodam do tego jeszcze jeden koszmar – bezsenność. Od dzieciństwa noc przespana bez kilku, czy nawet kilkunastu pobudek nie zdarzała się, przynajmniej nie pamiętam. Tutaj nawet nie będę się rozpisywała – nikt z lekarzy, ani nawet z otoczenia nie traktował tego problemu poważnie. Tutaj napiszę tylko tyle, że nawet najgorszemu wrogowi nie życzę L.
W roku 2014 straciłam stałą pracę, nie było mi nawet jej specjalnie żal – z powodu koszmarnie złego samopoczucia i braku sił na cokolwiek. Energii starczało na tyle, aby raz, dwa razy na tydzień pojechać na kilka godzin zrobić zlecenie i wrócić. Pracę mam wymagającą koncentracji, pamięci – łapałam się jednak na tym, że pamięć i koncentracja szwankują na tyle, że inni też to dostrzegają. Zrobiłam badania – chociaż miałam już dosyć tzw. leczenia,  głównie na prośby zaniepokojonej rodziny. Coraz bardziej byłam przekonana, że muszę zwrócić się w innym kierunku – czułam, że nie tędy droga. Uchwyciłam się myśli, że może mam depresję – skorzystałam z terapii, owszem, ciekawe doświadczenie, nie rozwiązało to jednak moich problemów. Nagradzanie się i motywowanie do wysiłku nie spowodowało polepszenia mojej kondycji, poza tym czułam, że problem nie jest psychologiczny, lecz dotyczy funkcjonowania mojego ciała i formy fizycznej. Która zresztą chyba nie była najgorsza, poza otyłością – z mniejszymi lub większymi przerwami praktykowałam jogę od 2007 roku, wyjątkiem dużym była zagrożona ciąża i okres po cięciu cesarskim, potem wróciłam do praktyki. W najgorszym jednak okresie – wspomniany rok 2014 – brakowało sił nawet na praktykę jogi. Po tym zresztą poznałam, że już nie dam rady dłużej sobie wmawiać, że dobrze się czuję, tylko mi się nie chce.

Rok 2015 zastał mnie w bardzo złej formie, dodatkowo zaczęłam nową  pracę – wymagającą zarówno wysiłku fizycznego, jak i umysłowego, w dodatku związaną z koniecznością gruntownego doszkolenia. Zaczęłam pracę, poszłam jednocześnie na studia i... czułam, że naprawdę wysiadam.
Na portal Biosłone trafiłam poszukując rozwiązania moich problemów.
Dodam, że popełniłam oczywiście błąd neofity – próbowałam wdrożyć od razu pełną dawkę mikstury, a jakże! Był to początek czerwca 2015, po tygodniu oczyszczenie pod postacią gorączki do 40 stopni, koszmarnego kaszlu i kataru położyło mnie na dwa tygodnie do łóżka – i to dosłownie. Poszłam do lekarza li jedynie po zwolnienie, nie mogąc funkcjonować.

Po polepszeniu samopoczucia grzecznie doczytałam książki, zaczęłam od małej dawki mikstury i ograniczenia glutenu, piłam też koktajle błonnikowe. I oczywiście nie żałowałam jajecznicy na boczku na śniadanie, co zawsze uwielbiałam, ale wcześniej straszona cholesterolem jadałam najwyżej raz w tygodniu.
Miksturę oczyszczającą stosuję od 16. lipca 2015 roku, zmiana na olej kukurydziany nastąpiła dopiero 30. stycznia 2016 – czułam, że jest mi potrzebny dłuższy czas na takie oczyszczenie.
Do diety prozdrowotnej na razie dojrzewam psychicznie, wszystko przede mną.

Jeżeli chodzi o rezultaty to:
-   Przede wszystkim nieoceniony jest stan ducha, zmiana postrzegania siebie, swojego zdrowia. Czuję się podmiotem, a nie przedmiotem tajemniczych procedur diagnostyczno–terapeutycznych. Kiedy przechodzę pogorszenie samopoczucia – a zdarza się po kilka dni, nawet i z gorączką i to taką do 40 st. – nie boję się, wiem, że kiedy tylko minie oczyszczenie, organizm sam sobie poradzi.
-   Jeżeli chodzi o zmęczenie, rozkojarzenie – nadal jest, senność też, ale pojawiły się momenty, kiedy czuję się – ja to nazywam „normalnie”. Przebłyski energii, radości życia – czego naprawdę dawno nie czułam.
-   Od stycznia po raz pierwszy od bardzo dawna obserwuję spadek wagi – cztery kilogramy, co jest widoczne nie tylko na wadze, ale w wyglądzie. Szału nie ma, ale to dla mnie bardzo dużo – przy wyjściowej wadze 85 kg (mam 168 cm wzrostu) jest co gubić. Dodam, że dzieje się to bez ograniczania jedzenia, np. zjadam wspomnianą jajecznicę z trzech jaj na boczku na śniadanie.
-   Zaczęłam wreszcie spać w nocy – nie chcę zapeszyć, ale coraz częściej zdarza się noc, kiedy zasypiam koło 23, a budzę się sama  - bez budzika ok. 5.30 i to wyspana.

Być może są to niewielkie zmiany – ale dla mnie to i tak bardzo dużo.
Nie przesadzę, jeżeli powiem, że nie wiem, co by dalej ze mną było, gdybym tu nie trafiła.
Dziękuję bardzo za cierpliwość przy czytaniu.

Bardzo mnie cieszy, gdy ktoś prawidłowo stawia przecinki - to rzadkość smile.
« Ostatnia zmiana: 29-02-2016, 08:22 wysłane przez Gloria » Zapisane
Shadow
*


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27
MO: 23.02.2015
Wiedza:
Skąd: Wrocław/Radomsko
Wiadomości: 363

« Odpowiedz #1 : 27-02-2016, 23:33 »

Cieszę się razem z Tobą z sukcesów, które osiągnęłaś. Stosujesz miksturę relatywnie krótko, więc spodziewaj się lepszych efektów po dłuższym czasie stosowania. Najwięcej dzieje się na początku. Oczywiście zmiany przebiegają ciągle, ale te najbardziej widoczne gołym okiem najczęściej widzimy przez pierwsze pół roku. Resztę, aby wyłapać, trzeba siebie bacznie obserwować. Przynajmniej u mnie tak było.

Co do tymczasowych przebłysków "normalności", wkrótce będziesz mogła się tak czuć zawsze. Też tak miałem i jak teraz sobie przypomnę, jak się czułem rok, a nawet pół roku temu, to nadziwić się nie mogę, że teraz jest tak w miarę normalnie. Aż nie mogę się doczekać momentu, w którym pozbędę się wszystkich moich dolegliwości.

Pomyśl o wdrożeniu DP (albo chociaż ZZO) oraz KB do MO.
« Ostatnia zmiana: 29-02-2016, 08:24 wysłane przez Gloria » Zapisane
Rinchen_Khandro
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 41
MO: 16.07.2015
Wiadomości: 3

"Co mnie nie zabije to mnie wzmocni"

« Odpowiedz #2 : 28-02-2016, 22:34 »

Dziękuję bardzo za odpowiedź i radę. Koktajle piję, na razie raz dziennie. Najczęściej z samych nasion, takie najbardziej mi smakują smile.
Bardzo ważne dla mnie jest to, co napisałeś odnośnie przebłysków normalności. To są tak wspaniałe chwile, że jak sobie pomyślę, że tak mogłoby być dłużej, albo cały czas - automatycznie daje mi to siłę i jeszcze większą motywację, choćby w gorszych chwilach, bo już wiem, że może być lepiej.
Cudowne jest to uczucie, kiedy po prostu wstaję i coś robię, zamiast zbierać siły, aby wstać smile.
« Ostatnia zmiana: 29-02-2016, 08:23 wysłane przez Gloria » Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!