Niemedyczne forum zdrowia

BLOK KULINARNY I KOSMETYCZNY => Ogródek warzywny => Wątek zaczęty przez: Calisia 16-12-2012, 02:16



Tytuł: Pomidory szklarniowe, pomidory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Calisia 16-12-2012, 02:16
Chodzi o hydroponikę? Z ekonomicznego punktu widzenia w takich uprawach dąży się do maksymalizacji zysków i zmniejszeniu kosztów. Prowadzone eksperymentalnie uprawy pokazują w jakich warunkach plon jest największy. Końcowy plon charakteryzuje się wieloma cechami korzystnymi dla producenta oraz w pewnym stopniu dla konsumenta: duże jędrne owoce o smacznym miąższu, długi okres zdatności do spożycia, mniejsze koszta produkcji -> mniejsza cena detaliczna.

Uprawy szklarniowe (najczęściej hydroponika albo aeroponika - nie trzeba wymieniać podłoża bo go nie ma -> mniejsze koszta uprawy) stosuje się też z powodów: kwarantanna uprawy (eliminacja szkodników i chorób), kontrolowane warunki uprawy (temperatura, naświetlenie (w tym zakres PAR)) i czas naświetlenia, wilgotność powietrza, stężenie tlenu i dwutlenku węgla, pożywka i kontrolowany skład pożywki, regularność plonowania  i prawie całkowita mechanizacja produkcji.

Nie wiem w jaki sposób można nadać sztucznie pomidorom barwę czerwoną, ale stawiałbym bardziej na stosowanie fitohormonów z grupy cytokin, etylenu oraz podaż pożywki nastawionej na wzrost generatywny - synteza barwników roślinnych, w przypadku pomidora niestety nie wiem o które chodzi.

Klaro, mogłabyś rozwinąć dlaczego uprawa gruntowa jest gorsza od hydroponiki? Pytam z ciekawości, czy masz na ten temat jakieś szersze informacje.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: K'lara 16-12-2012, 09:20
Klaro, mogłabyś rozwinąć dlaczego uprawa gruntowa jest gorsza od hydroponiki? Pytam z ciekawości, czy masz na ten temat jakieś szersze informacje.


Mistrz powiedział:
Jeśli chodzi o pomidory, to polecam jadać w sezonie pomidorowym, uprawiane w gruncie, skąd mają szansę pobrać substancje potrzebne naszemu organizmowi do zachowania dobrej kondycji, szklarniowe zaś, to tylko kolor uzyskany sposobem chemicznym, a także wątpliwy smak, chyba też czymś podrabiany. Jeśli do tego dołożymy ryzyko napromieniowania, to doprawdy nie wiadomo, po co je jeść. Jedzenie przede wszystkim ma dostarczyć organizmowi około 60 substancji niezbędnych mu do prawidłowego funkcjonowania, a "niebo w gębie" jest na drogim miejscu. I raczej nie wyjdzie na dobre zmiana tej hierarchii.

W szklarniach pomidory nie rosną w żadnym oborniku, lecz we wkładkach przypominających pampersy i są "pędzone" nawozami syntetycznymi, pochodzącymi z fabryk chemicznych, oraz wysoką wilgotnością i temperaturą, kolor zaś, zbliżony do czerwonego, uzyskują wskutek wpuszczenia do szklarni dwutlenku węgla. Jeśli mają one jakiś wpływ na nasze zdrowie, to wyłącznie negatywny! Są jak muchomory, tylko trują z opóźnieniem.

Obecnie pomidory gruntowe dojrzewają na półkuli południowej, a importowane z tamtych krajów są napromieniowane.

http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=24695.0


Czy nie zauważyłeś, że wypowiedź o pomidorach jest przytoczeniem słów Mistrza?
Gdzie jest napisane, że uprawa gruntowa jest gorsza od hydroponiki?
Poza tym Twój post jest bardzo ciekawy. :)


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Calisia 26-12-2012, 00:51
Czytałem już kiedyś taką opinię, że plony od roślin rosnących na hydroponice "są bez smaku". Ja tam nie widzę różnicy, i gleba i jak to nazwał Mistrz "pampersy" zawierają te same substancje mineralne, a jako że rośliny żywią się wyłącznie jonami tych minerałów pobieranych razem z roztworu glebowego/ roztworu z podłoża - to raczej zaleta niż wada.

Jaśniej pisząc: rośliny do wzrostu (podziały komórkowe) i rozwoju (różnicowanie tych komórek) potrzebują organogenów (C, H, O - które mają obfitości z powietrza i wody), makroelementów (6 pierwiastków: N, P, K, Ca, Mg, S) oraz mikroelementy (Zn, Cu, Fe, Mn, Mo, B) oraz ewentualnie jeżeli roślina specyficzna to nawet i NaCl (słonorośla), Al (herbata) czy nawet metale ciężkie (nie pamiętam już o które tu chodziło).

W hydroponice, powiedzmy, mamy sterylną uprawę - roślinka co prawda nie rośnie na glebie, ale co, na zdrowy rozum traci? Allelozwiązki, patogeny glebowe (nicienie, owady roślinożerne, zwłaszcza żarłoczne chrząszcze), choroby przenoszone przez nie, kapryśne warunki atmosferyczne (temperatura, natężenie i czas naświetlenia światłem fotosyntetycznie aktywnym, wilgotność powietrza), warunki fizyko-chemiczne gleby (sumaryczna zawartość składników mineralnych, stosunek powietrza glebowego do jej wilgotności, struktura gleby - stopień dyspersji agregatów glebowych i takie tam).

W hydroponice skład pożywki i dawkowanie jest ściśle dawkowany. Nie znam się na tym zbyt dobrze, ale w takiej uprawie dąży się do zapewnienia maksymalnego potencjalnego wzrostu rośliny - bo ma się do tego możliwości.

W zwykłej uprawie o wiele trudniej jest utrzymać takie warunki. Wspomniane szkodniki, a zwłaszcza ich rola jako wektorów (przenosicieli) chorób, złe warunki pogodowe (notabene, pomidory tak czy siak rosną u nas w szklarniach - tylko z oszczędności daruje się te specjalne podłoża, które są drogie a potem jest trochę problem z utylizacją np. wełny mineralnej porośniętej korzeniami) i oczywiście jedna wielka niewiadoma - sumaryczna ilość substancji pokarmowych (nieorganicznych minerałów - w końcu roślinki to takie antagonistki do zwierząt - żywią się "martwym") w glebie jest naprawdę różna - oczywiście można bawić się w specjalistyczną analizę substancji pokarmowych w glebie, ale kogo na to stać? Właściwie nie jest to potrzebne, najwyżej wapnowanie (tlenkiem wapnia CaO, albo węglanem wapnia CaCO3) w celu ustalenia pH pozwalającego na najlepszą przyswajalność (na diagramie, nie znalazłem po polsku ale chyba wiadomo o co chodzi), odpowiednie nawodnienie i pokopanie motyką co by spulchnić. To zazwyczaj wystarcza, ale do maksymalnych plonów to hoho.
(http://www.terragis.bees.unsw.edu.au/terraGIS_soil/images/soil_prop_chemistry_pH.jpg)

Jeżeli mam być szczery, to największy postęp w tej dziedzinie widać na przykładzie Holandii. Tam hydroponika (zarówno dla pomidorków, jak i tamtejszych palaczy maryśki) jest na wysokim poziomie - mają warunki do eksperymentów i dlatego są pionierami tej techniki. Nie wiem ile, ale pewnie sporo pomidorów może pochodzić właśnie stamtąd.

A teraz odpowiadając na słowa Mistrza:
Cytat
Jeśli chodzi o pomidory, to polecam jadać w sezonie pomidorowym, uprawiane w gruncie, skąd mają szansę pobrać substancje potrzebne naszemu organizmowi do zachowania dobrej kondycji
Makroelementy odpowiadają zwykle za wzrost, natomiast mikro, częściej za regulację procesów anabolicznych roślinek. Dlatego w takiej hydroponice dąży się do zapewnienia jak najlepszego składu % pożywki - zwykle stężenie soli w takiej pożywce jest bardzo niskie - 0,5 % a korzenie są obmywane nią regularnie przez zmechanizowany system. Więc o co chodzi? Stawiam bardziej że w zwykłej uprawie (glebowej) raczej nie mają szans pobrać substancji odżywczych, szczególnie wtedy kiedy uprawiało się ten sam gatunek rośliny w tym samym miejscu przez wiele lat. Natomiast co do napromieniowania - tu oczywiście sprawa jest bezdyskusyjna. Sam jestem za lokalną produkcją żywności -ludzie są na bezrobociu i mamy ściągać żywność z drugiego krańca europy? Żart prawie godny komuchów odpowiedzialnych za głód na Ukrainie.

Producentom nie opłaca się oszczędzać na minerałach w pożywkach - ich wpływ na zdrowie i wzrost rośliny jest udokumentowany naukowo (na studiach mamy pełno fajnych przykładów co się stanie z roślinkami jeżeli wyrosną nam na pożywce TYLKO bez 1 niby nic nie znaczącego mikroelementu np. taki bor który występuje w suchej masie w stężeniu 0,0002 % - brak sprawia że zamiera stożek wzrostu rośliny).
Jak już pisałem - problemem jest raczej transport i sprawienie żeby nam te pomidory nie zgniły za szybko. Tutaj już oczywiście wkracza cały dorobek naukowy chemii - między innymi stosowanie hormonów roślinnych które opóźniają starzenie się komórek owocu (ta sama zasada co przedłużanie trwałości kwiatów storczyków). Te hormony jednak nie występują w dużych stężeniach - z reguły działają one w bardzo małych ilościach, a ich przedawkowanie ma odwrotny skutek, więc nie ma sensu drążyć tej drogi. No... ewentualnie są jeszcze hormony syntetyczne, ale mi na studiach nie mówią czy są szkodliwe czy nie - tylko tyle że mają analogiczne działanie jak naturalne hormony i oczywiście są tańsze w syntezie.

Cytat
W szklarniach pomidory nie rosną w żadnym oborniku, lecz we wkładkach przypominających pampersy i są "pędzone" nawozami syntetycznymi, pochodzącymi z fabryk chemicznych, oraz wysoką wilgotnością i temperaturą, kolor zaś, zbliżony do czerwonego, uzyskują wskutek wpuszczenia do szklarni dwutlenku węgla. Jeśli mają one jakiś wpływ na nasze zdrowie, to wyłącznie negatywny! Są jak muchomory, tylko trują z opóźnieniem.
Jak już pisałem, roślince raczej zwisa czy minerał pochodzi z rozkładu materii organicznej czy jest pochodzi z kopalni w której występował jako gruz. Oczywiście rośliny preferują powszechne izotopy pierwiastków, ale wszystkie te izotopy występują w takim samym rozkładzie %, niezależnie czy w gnoju, czy w laboratorium chemicznym.
Natomiast co do wilgotności, temperatury i innych czynników fizycznych wpływających na przyrost biomasy (zakres promieniowania fali elektromagnetycznej PAR, czas naświetlenia, stężenie tlenu i CO2 w powietrzu, obecność fitohormonów) - tak to prawda. Dzięki tym warunkom uzyskuje się maksymalny plon, niemożliwy w "naturalnych" warunkach. Bo naturalne warunki rozwoju pomidora występują w Ameryce Południowej. Raczej trochę inny klimat niż w Polsce. Serio, gdyby tylko można było łatwo to osiągnąć, to ta sama wysoka wilgotność byłaby stosowana w polskich prywatnych szklarniach. A tak wyglądaj plony w specjalistycznych szklarniach, gdzie każdy czynnik podlega regulacji:

(http://www.window.state.tx.us/specialrpt/tif/urgrande/images/tomatoes.jpg)

Podsumowując, z Mistrzem zgadzam się tylko w kwestii transportu tych warzywek - zresztą pomidory, ziemniaki to nie jest naturalne, regionalne pożywienie ludzi z wschodniego rejonu europy, ale skoro nam smakuje.. Wracając - problem dla producentów to tylko transport na duże odległości i w sumie tylko tutaj pojawiają się metody, które są raczej negatywne dla zdrowia konsumentów.

Liczę na konstruktywną krytykę.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 26-12-2012, 01:02
Ludzi (dzieci) też próbowano "hodować" w namiotach pozbawionych zarazków, sterylnych, odżywiać idealnie dobranymi odżywkami. Nie wyszło z tego nic dobrego i szybko zarzucono ten eksperyment. To nie jest dobry kierunek.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Piotr 26-12-2012, 08:50
Ludzi (dzieci) też próbowano "hodować" w namiotach pozbawionych zarazków, sterylnych, odżywiać idealnie dobranymi odżywkami. Nie wyszło z tego nic dobrego i szybko zarzucono ten eksperyment. To nie jest dobry kierunek.

Nie tylko dzieci próbowano tak hodować, Michael Jackson też próbował.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Kalina 26-12-2012, 11:00
Calisia, co tu dyskutować, kup chociażby zioła uprawiane sterylnie, z odpowiednim naświetlaniem i odżywianiem i porównaj z ziołami z własnego ogródka. 
Te z upraw przemysłowych są anemiczne, wiotkie i niewiele w nich zapachu, te z własnego ogródka są mocnej budowy o intensywnym zapachu.
Jakoś trudno mi uwierzyć, że ten fizyko-chemiczny koktajl może komuś przynieś zdrowie.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: scorupion 26-12-2012, 11:34
Cytat
Calisia, co tu dyskutować,
No, oczywiście dyskusja jest bezsensowna, hydroponika to nienaturalna metoda uprawy, w skrócie syf całkowity. Robi się dla kasy. Miałem z tym kiedyś sporo do czynienia.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Dusiu70 26-12-2012, 20:58
W hydroponice skład pożywki i dawkowanie jest ściśle dawkowany. Nie znam się na tym zbyt dobrze, ale w takiej uprawie dąży się do zapewnienia maksymalnego potencjalnego wzrostu rośliny - bo ma się do tego możliwości.
Liczę na konstruktywną krytykę.

Krytykować Cię nie będę... zrobi to każdy człowiek, który posiada własny język (chodzi o kubki smakowe ;) ).
Pracuję z gościem, który nie tak dawno pracował w takiej (małej/maciupkiej!) firmie (http://www.pposiechnice.pl/o-nas.html) i powiem jedno... nie masz zielonego pojęcia o tym co (tak bardzo naukowo) piszesz. W hydroponice skład pożywki i dawkowanie jest zależne od odległości miejsca składowania worków z syfem sypanym na pomidory/ogórki, do odległości od wagi, na której ma się odmierzać ilość tego gówna.
Nie chce mi się wierzyć, że Twój awans, to... falstart.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Calisia 27-12-2012, 16:23
Post trochę chaotycznie napisany, ale chyba da się czytać.

Cytat
Ludzi (dzieci) też próbowano "hodować" w namiotach pozbawionych zarazków, sterylnych, odżywiać idealnie dobranymi odżywkami. Nie wyszło z tego nic dobrego i szybko zarzucono ten eksperyment. To nie jest dobry kierunek.
To ciekawy wątek. Nie poruszałem go, bo to wychodzi poza żywienie roślin, które siłą rzeczy jest wyłącznie domeną nieożywionej przyrody (światło, minerały, woda). Chodzi ci pewnie o egzopresję, czyli nacisk czynników zewnętrznych biotycznych (żyjących - inne organizmy) i abiotycznych (czynniki fizyczne). Niestety nigdy nie miałem okazji studiować tego wątku, ale przyznam że jeżeli chodzi o ludzi to hartowanie (błoto, lodowate kąpiele - sam stosuje tego typu metody na trening organizmu), to masz rację, ale czy również można to zastosować do roślin, które nie posiadają żadnego rozbudowanego układu immunologicznego? (a przynajmniej z anatomii nic takiego nie wynika).
Oczywiście, są hormony roślinne, które wydziela roślina w razie kiedy jedna jej część zostanie zaatakowana przez różnego typu patogeny. Z tego co pamiętam, chociażby taki tytoń porażony wirusem mozaikowym, broni się przez wytworzenie miejscowej nekrozy (czarne plamy, obumarłe obszary izolują ognisko zarażenia od zdrowej tkanki)
(http://www.apsnet.org/publications/apsnetfeatures/Article%20Images/Tobacco_Fig01.jpg)
Myślę że nie popełnię błędu, jeżeli wskażę na to jako na przykład wywołania apoptozy (śmierci komórek) przez hormony. Działa to na zasadzie: bodziec -> ekspresja odpowiedniego genu -> skutek fizjologiczny.

O tym eksperymencie z dzieciakiem w sterylnej bańce czytałem. Jednak "sterylne" warunki w szklarniach nie oznaczają ich faktycznie.. To jest niemożliwe w wielkiej szklarni. Chodzi raczej o ograniczenie negatywnego wpływu stresorów biotycznych i abiotycznych. Ale nawet to nie pomaga. Czasem niektóre gatunki przenikną do takiej szklarni i czują się w niej bardzo dobrze. Ale z drugiej strony, w szklarni są świetne warunki do biologicznej ochrony roślin - używanie głównie pasożytów owadów do zwalczania innych owadów. (polecam obejrzeć: http://www.youtube.com/watch?v=_EAz43qjH9M , notabene, biedronki to cudne kombajny do mielenia mszyc).
Celem uprawy szklarniowej jest otrzymanie handlowego plonu, który ogranicza koszta, a maksymalizuje zyski. Pomidory co prawda rosną sobie w "sterylnych" warunkach, karmione "syfem", ale w końcu, organiczne substancje zostaną przerobione na te same cegiełki co w "wściekle zdrowej żywności": cukry proste, aminokwasy i kwasy tłuszczowe.
Tak naprawdę, 60-90% owoców/warzyw to czysta woda (nasiona do 10%), reszta to tak zwana sucha masa na którą składają się organogeny (80% chyba suchej masy) które przesycają powietrze (dwutlenek węgla potrzebny w ciemnej fazie fotosyntezy ulegający redukcji dzięki enzymowi rubisco razem z rybulozo-1,5-fosforanem, tlen i wodór z rozpadu cząsteczki wody) i minerały (20% s.m.). No okej, ale co z tego wynika? Otóż rośliny tylko te substancje wiążą do energetycznych wiązań organicznych, które podczas rozpadu wyzwalają energię, albo są włączane do tkanek.
Minerały, doprawdy niewielka część, to tak zwany popiół (po skremowaniu człowieka do urny idzie też popiół.. cały węgiel, woda (C, H, O) ulatniają się - a to one składają się na przeważającą większość masy ciała). Aby powstał, potrzebne jest spalanie w wysokiej temperaturze. To jest właśnie ten "syf". Ten szary proszek to te drogocenne minerały, które są kupowane na wagę złota przez niektórych świrów żywieniowych w ekosklepach, którzy próbują dostarczyć wszystkie niezbędne makro i mikroelementy w przeliczeniu na własną wagę. Rośliny tylko pobierają sobie ten proszek w formie jonowej i włączają (poza potasem - wyłącznie forma K+, ale on jest tylko od osmoregulacji i jako koenzym) do swoich wiązań organicznych.

Dla mnie, mniejszym problemem jest to w jaki sposób uprawiane są warzywka, a większym - czym się je traktuje aby przetrwały ten czas między dojrzałością a stołem konsumenta.

W tym miejscu oczywiście powiem, że jestem zwolennikiem ekologicznej i lokalnej żywności. Taniej (mniejsze koszta produkcji, transportu, przechowywania), szybciej (bliżej, na bieżąco), redukcja bezrobocia, poprawa ogólna zdrowia (w końcu praca w polu służy długowieczności) i bezpieczniej (zabezpieczenie przed np. kryzysem kiedy ceny paliwa pójdą w górę, a z nimi ceny żywności, oddalenie klęski głodu).

Ale wracając.

Cytat
Calisia, co tu dyskutować, kup chociażby zioła uprawiane sterylnie, z odpowiednim naświetlaniem i odżywianiem i porównaj z ziołami z własnego ogródka.  
Te z upraw przemysłowych są anemiczne, wiotkie i niewiele w nich zapachu, te z własnego ogródka są mocnej budowy o intensywnym zapachu.
Jakoś trudno mi uwierzyć, że ten fizyko-chemiczny koktajl może komuś przynieś zdrowie.
Właśnie chciałem posiąść wiedzę od kogoś doświadczonego, bo jak na razie to szybuję na teoretycznej wiedzy. Jak to jest z roślinami rosnącymi dziko? Czy one nie powinny mieć gorszych warunków? A może, stresory w pewien sposób wspomagają ontogenezę roślin, prowokując je do lepszego wzrostu? Może to jak u człowieka - co cie nie zabije, to cie wzmocni?
I mała dygresja - proszę nie pisać "fizyko-chemiczny koktajl" - my ludzie, jesteśmy z pewnego punktu widzenia biologicznymi maszynami, bo właśnie na prostych zjawiskach chemicznych i fizycznych bazuje całe nasze ciało, cała fauna, cała flora, całe uniwersum. Nie ma nie-fizycznych i nie-chemicznych zjawisk..

Cytat
No, oczywiście dyskusja jest bezsensowna, hydroponika to nienaturalna metoda uprawy, w skrócie syf całkowity. Robi się dla kasy. Miałem z tym kiedyś sporo do czynienia.
Nienaturalna jak uprawa roślin w ogródku. Zgodnie z tym co mówi Mistrz, powinniśmy być zbieraczami i myśliwymi. Wiem że to nierealne, ale właśnie do takiego stylu życia powinniśmy dążyć. Co ciekawe, polowanie na grubego zwierza było zarezerwowane tylko dla szlachty i króla - pospólstwo najwyżej jakieś chude króliki mogło jeść. Odbiegam od tematu, ale niestety bazując na mojej obecnej wiedzy, wszystko wskazuje że większość ludzkości to niewolnicy.
Wracając, mógłbyś napisać, czemu syf całkowity? To że dla kasy to oczywiste - każda komercyjna firma musi na siebie zarabiać. Natomiast do nas, jako do konsumentów należy świadomość tego co potrzebujemy a to co oferuje rynek - i wybrać to co najlepsze - dobre dla organizmu i aby przy okazji nie przepłacić (wściekle zdrowa żywność! ).
Dlatego proszę, napisz coś więcej.

W tym miejscu jeszcze dodam, że mam do dyspozycji najnowsze wyniki badań naukowych, a one siłą rzeczy muszą być nieekonomiczne finansowo oraz niestosowane przez firmy. Może na tym polega problem twierdzenia że hydroponika to syf. Ja mam styczność z szklarniami i laboratoriami eksperymentalnymi, nie produkcyjnymi.

Cytat
Krytykować Cię nie będę... zrobi to każdy człowiek, który posiada własny język (chodzi o kubki smakowe  ).
Pracuję z gościem, który nie tak dawno pracował w takiej (małej/maciupkiej!) firmie i powiem jedno... nie masz zielonego pojęcia o tym co (tak bardzo naukowo) piszesz. W hydroponice skład pożywki i dawkowanie jest zależne od odległości miejsca składowania worków z syfem sypanym na pomidory/ogórki, do odległości od wagi, na której ma się odmierzać ilość tego gówna.
Jak napisałem wyżej, prawdopodobnie metody w komercyjnych zakładach różnią się od metod laboratoryjnych. Mogłabyś mi podać skład chemiczny tego "syfu"? Nie jestem pewien czy mówimy o tym samym. Hydroponika to metoda uprawy bezglebowej, zamiast gleby mamy niereagujące podłoże (torf, czysty piasek, słoma, kamienie, wełna mineralna, gąbki), która regularnie jest obmywana pożywką o ściśle określonym składzie, odpowiednim dla danej fazy rozwojowej rośliny (dlatego mamy nawozy do roślin zielonych i kwitnących).
Jak więc można "sypać" "syf" na uprawę bezglebową?

Za dużo tego "syfu". Przypominam że tak zwany gnój, mocz, ciała zwierząt i resztki roślinne to po mineralizacji smakowite papu dla roślinek, którymi się potem żywimy. To są "syfy" lepsze i gorsze?

O, i jeszcze jedno. W nawożeniu stosowane są chelaty, dopiero niedawno przeczytałem post Mistrza, w którym wskazuje on na sztuczne pochodzenie tego typu związków. Na studiach nigdzie się nie dowiedziałem, że są sztuczne, poza tym że schelatowane związki dłużej się wchłaniają, co oddala groźbę przenawożenia.

.........

Tą część piszę w celu sprawdzenia swojej wiedzy(w styczniu kolosy), kto chce niechaj korzysta.

Wpływ czynników fizycznych/abiotycznych na ontogenezę(wzrost i rozwój) roślin.

1. Tlen
Stężenie tlenu w powietrzu atmosferycznym i powietrzu glebowym wpływa na dynamikę oddychania poszczególnych organów. Przyrost biomasy jest ściśle związany z anabolizmem (z prostego złożone), przy czym "węglem" do "wytapiania" "konstrukcji" jest tutaj glukoza albo kwasy tłuszczowe (lepsze - można pominąć glikolizę i od razu rozpocząć cykl krebsa).
A więc tlen wpływa na to jak szybko następuje proces oddychania - rozrywania wiązań organicznych z wytworzeniem energii , która służy innym procesom fizjologicznym. Rośliny nie mają płuc, dlatego dynamikę oddychania kształtują czynniki fizyczne - temperatura, stężenie tlenu, wiatr.
Praktyczne znaczenie: o ile z tlenem nie ma problemu jeżeli chodzi o nadziemne części roślin, to o tyle zalanie korzeni wodą może przyczynić się do ich obumarcia (brak tlenu - brak oddychania, które jest potrzebne chociażby przy zjawisku parcia korzeniowego - tłoczenia wody).
Jeżeli chodzi o organy przetrwalnikowe, tj. nasiona czy bulwy, to w przechowalnictwie stosuje się obniżanie stężenia tlenu aby w ten sposób ograniczyć proces oddychania - nasiona dłużej zachowują żywotność i dynamikę kiełkowania.

2. Temperatura
Wpływa na szybkość reakcji enzymatycznych. Prościutko: im wyższa temperatura tym bardziej aktywne enzymy, które wspomagają praktycznie każdą reakcję chemiczną w komórkach roślin - oddychanie (procesy energetyczne), fotosyntezę (proces asymilacji fotosyntetycznej), parcie korzeniowe i gutacja, regulacja otwarcia aparatów szparkowych.
Znaczenie praktyczne: regulacja temperatury to regulacja metabolizmu rośliny. Rośliny to takie zmiennocieplne, jak gady aby ryby - od temperatury zależy ich aktywność. Więc jeżeli chcemy żeby roślinki nam dobrze rosły, wsadzamy je na ciepłe stanowisko (ale bez przesady - 25 stopni to optimum dla roślin naszej strefy klimatycznej (c3) - kukurydza (c4) to już 35 stopni).
W przypadku nasion/bulw/cebuli - niska temperatura, ale dodatnia. W zbyt niskiej temperaturze oddychanie bulw ziemniaka wzrasta (aby nie zamarznąć - lód w komórkach - uszkodzenie struktur - dysfunkcja i kaplica).

Warto nadmienić, bo to działa na wyobraźnię: fotosynteza i oddychanie to dwa końce tego samego kija. Fotosynteza buduje, oddychanie niszczy. Tak naprawdę, w sumie można by było stwierdzić, że nie rośliny nas karmią, ale Słońce. Energia PAR (photosythetically active radiation) jest przekształcana w wiązania chemiczne, które potem wszystkie organizmy (poza chemiofagami w kominach dna oceanicznego) rozrywają aby oddychać. Zwierzęta, w tym ludzie to tak naprawdę fabryki niszczące to co zbudują rośliny. No ale z ekologii wiem że każda zależność między żywymi organizmami jest de stricto egoistyczna (inicjowana w celu odniesienia jakichkolwiek korzyści).

Tak notabene, piszę tutaj bo gdzie indziej mi umknie - z zajęciach z zoologii było wspomniane, że większość owadów to pasożyty innych owadów/zwierząt, stwierdzając przy tym, że pokarm roślinny jest najłatwiej przyswajalny i energetyczny (chyba 28-50%) w porównaniu do roślinnego (coś między 2-39%).

3. Światło
Dokładniej PAR, czyli światło niebieskie i fiolet, oraz czerwień i daleka czerwień. Pomijając oczywisty wpływ na fotosyntezę, pozostaje jeszcze wpływ na ontogenezę roślin. Światło czerwone wpływając na fitochrom nasion fotoblastycznych (reagujących na światło) indukuje kiełkowanie tychże nasion. Czyli światło jest czasem potrzebne aby nasiona w ogóle wykiełkowały. Jednak w internecie nie znalazłem materiałów mówiących coś szerzej o tym jak rozpoznać czy nasiona danej rośliny są fotoblastyczne czy nie. Podejrzewam że ma to związek ze środowiskiem naturalnym rośliny - czy światło wskazuje że nasiono jest blisko powierzchni i w ten sposób nie będzie miało problemu z rozwinięciem aparatu fotosyntetycznego (liści). Podejrzewam też że musi występować fotoblastia dodatnia i ujemna, ale jak wspomniano - związek z środowiskiem naturalnym danego gatunku i zdolnościami adaptacyjnymi.

4. Stężenie CO2
Wpływa na proces fotosyntezy, bo właśnie z tego CO2 w powietrzu bierze się większość materii organicznej produkowanej przez rośliny. Z tego powodu zbyt niskie stężenie powoduje gorsze przyrosty, nawet jeżeli z całą resztą jest okej. Tak zwana zasada minimum Liebiga. Należy pamiętać w uprawach zamkniętych (przydomowych szklarniach) o przewietrzenie raz na jakiś czas, aby usunąć nadmiar tlenu, a wpuścić trochę dwutlenku węgla. CO2 jest tak jakby antagonistą tlenu, im go więcej tym proces oddychania spowalnia, dlatego też reguluje się stężenie tego gazu w magazynach przechowujących warzywa/owoce.

5. Woda
Oczywista oczywistość. Woda jest dla komórki tym czym powietrze dla balonika. Jest wektorem dla minerałów, a także substratem (źródło tlenu i wodoru) dla reakcji chemicznych. Tak w skrócie można podsumować rolę wody. Niewiele, ale jakże istotne.

6. Minerały
Minerały są pobierane wyłącznie w formie nieorganicznej. W formie jonowej (kation + anion) wraz z wodą. Zbyt duże stężenie jonów powoduje suszę fizjologiczną i tylko słonorośla rajcuje wzrost na takim podłożu. Zbyt małe to wiadomo, chyba że ktoś chce sprawdzić jak roślinki rosną na wodzie destylowanej.

Jak zwykle liczę na konstruktywną krytykę - przede wszystkim argumenty. Pozdrawiam.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 27-12-2012, 17:31
Rośliny pędzone w warunkach sterylnych nie wytwarzają substancji obronnych, które organizm ludzki mógłby wykorzystać w tym samym celu. Wtedy, owszem, będziemy rośli, ale bez szczepień i medycyny nijak nie pociągniemy.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 27-12-2012, 19:20
... ale czy również można to zastosować do roślin, które nie posiadają żadnego rozbudowanego układu immunologicznego? (a przynajmniej z anatomii nic takiego nie wynika).


Z anatomii roślin nie wynika istnienie rozbudowanego układu immunologicznego? I to jest takie dziwne? Weź proszę dowolny atlas anatomii człowieka i wskaż rycinę lub zdjęcie, pokazujące anatomiczną budowę układu immunologicznego u człowieka.
Nie ma? Jest układ krwionośny, nerwowy, limfatyczny, pokarmowy, moczowy... a gdzie immunologiczny? ;)

Nie traktuj wiedzy akademickiej, jaką nabywasz, jako czegoś skończonego, bezbłędnego i bezwzględnie prawdziwego. Niech to będzie raczej punkt wyjściowy do zadawania sobie pytań.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Calisia 27-12-2012, 22:01
Cytat
Rośliny pędzone w warunkach sterylnych nie wytwarzają substancji obronnych, które organizm ludzki mógłby wykorzystać w tym samym celu. Wtedy, owszem, będziemy rośli, ale bez szczepień i medycyny nijak nie pociągniemy.

Oczekiwałem właśnie tego typu odpowiedzi. Powiem szczerze, nie wiem jaka jest korelacja między odpornością roślin, a odpornością konsumentów. Nie miałem tego i pewnie nigdy nie będę mieć na studiach. Rośliny wystawione na różnorodne stresory odpowiadają fizjologicznie na nie - przeżywają tylko najsilniejsze rośliny, które obficie plonują, wydają potomstwo i zapełniają świat swoim zestawem genów. Można w ten sposób ujrzeć geniusz natury, geniusz stworzenia - nikt na tej planecie nie wie w pełni jak to funkcjonuje, ale nie trzeba takiej wiedzy, aby funkcjonowało.

Z drugiej strony, czy z tego aby nie wynika wniosek, że tylko cały czas (używające tego typu słów) "obcując" z naturą, coraz bardziej jednoczymy się z nią, stajemy się jej integralnym elementem, nie obcym. Swoją drogą wczoraj ujął mnie za serce ten filmik: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Htx2HudRp6s <- wyobrażam sobie minę większości matek - fanatyczek higieny, ubierania dzieci na cebulkę i karmienia sztucznym mlekiem + antybiotykami - gdyby zobaczyły ten filmik.

Cytat
Z anatomii roślin nie wynika istnienie rozbudowanego układu immunologicznego? I to jest takie dziwne? Weź proszę dowolny atlas anatomii człowieka i wskaż rycinę lub zdjęcie, pokazujące anatomiczną budowę układu immunologicznego u człowieka.
Nie ma? Jest układ krwionośny, nerwowy, limfatyczny, pokarmowy, moczowy... a gdzie immunologiczny? msn-wink

Nie traktuj wiedzy akademickiej, jaką nabywasz, jako czegoś skończonego, bezbłędnego i bezwzględnie prawdziwego. Niech to będzie raczej punkt wyjściowy do zadawania sobie pytań.
No, na anatomii człowieka raczej średnio się znam, ale dla mnie to głównie układ limfatyczny + krwionośny uczestniczą w reakcji odpowiedzi na stresory. Anatomia roślin to wiedza skończona, z racji tego że rośliny specjalnie skomplikowane nie są w porównaniu do zwierząt. Ot tkanki mechaniczne, przewodzące(waskularne), okrywające (epiderma, kora, epiblema), czasem kanały żywiczne (trudno je nazwać układem immunologicznym - ot w razie zranienia wydzielają i "betonują" ranę), tkanki merystematyczne(tworzące biomasę), tkanki miękiszowe (tzw. wypełniacze różnej funkcji) i wydzielające (chyba można je podciągnąć pod te kanały żywiczne, ogólnie wszystko co zawiera związki wtórne).
Rośliny mają inne metody odpowiedzi na stresory, ale ogólnie mogę się zgodzić z tym że są podobne do sposoby odpowiedzi na stresory zwierząt (bodziec -> różnorodne reakcje fizjologiczne mające (1) krótkoterminowo złagodzić skutki stresora, (2) zmodyfikować fizjologię rośliny i roślin potomnych w celu jak najlepszej adaptacji do nowych warunków).
Nie traktuje wiedzy akademickiej jako prawdy objawionej. Ale cenie ją za szczerość. To co nie jest udowodnione, nie ma racji bytu, gdyż nie będzie działać. Mając taką wiedzę, mogą ją porównać ze wszystkim innym, właściwie piszę te posty między innymi aby poznać wasze konstruktywne opinie. Naukowca nie sposób oszukać -> jeżeli coś jest kłamstwem to po prostu nie będzie działać. A to że mylą się to wina tego że działają mając nie pełny obraz tego nad czym operują. Jak na razie jestem pod wrażeniem wiedzy polskiego profesora Januarego Weinera, czytałem pobieżnie jego książkę "Życie i ewolucja biosfery". To jaką wiedzę i to jakiej jakości przedstawił on w swojej książce, otwiera mi oczy na to jak niewiele wiemy. Używając całego arsenału metod naukowych, ciągle czuje się stwierdzenie "wiemy za mało", aby coś stwierdzić, a co dopiero na podstawie tej wiedzy - działać.

Wiedza naukowa sprawia, że nikt nam nie wciśnie kitu. A jeżeli popełnimy błąd, to jeszcze lepiej - w końcu mamy możliwość poprawienia swojej wiedzy. Same profity. Dlaczego więc miałbym się bronić przed popełnianiem błędów? Dlatego proszę was o konstruktywną krytykę, z której będę mógł wyciągnąć owocne wnioski. Pozdrawiam.

Czytając tytuł tego tematu uświadomiłem sobie jak bardzo żeglowałem po peryferiach tematu, nie ruszając go bezpośrednio. Więc aby była jasność - dla mnie najlepsze pomidory jak i każde inne rośliny których jakiekolwiek części są jadalne, to z własnej uprawy (na terenach wolnych od skażeń powietrza/gleby/wody), gdzie mogą sobie rosnąć na żyznej glebie w towarzystwie roślin wydzielających związki allelopatyczne pozytywne (allelopatia, wbrew niefortunnej nazwie to wpływ zarówno + jak i -), w optymalnych warunkach fizycznych i biologicznych, przy rozsądnej presji stresorów.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Asia61 27-12-2012, 22:36
Cytat
Anatomia roślin to wiedza skończona, z racji tego że rośliny specjalnie skomplikowane nie są w porównaniu do zwierząt. Ot tkanki mechaniczne, przewodzące(waskularne), okrywające (epiderma, kora, epiblema), czasem kanały żywiczne (trudno je nazwać układem immunologicznym - ot w razie zranienia wydzielają i "betonują" ranę), tkanki merystematyczne(tworzące biomasę), tkanki miękiszowe (tzw. wypełniacze różnej funkcji) i wydzielające (chyba można je podciągnąć pod te kanały żywiczne, ogólnie wszystko co zawiera związki wtórne).
Chyba sam nie wierzysz w to, co piszesz. Weź pod uwagę poziom skomplikowania nauk cytologicznych. Im głębiej w las, tym więcej drzew, mój drogi. I...."Wiem, że nic nie wiem" jak powiedział onegdaj Sokrates. :)


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 27-12-2012, 23:07
Młody, to i ma pstro w głowie. Rzecz normalna. Nawet najprymitywniejszy wirus jest tak skomplikowany, iż żadna nauka nie wie, jak on działa, co go napędza, jakim cudem w ogóle istnieje, i dlaczego. Każda komórka roślinna posiada tak niesamowitą wiedzę, że cała nauka jest w czarnej dupie w porównaniu z nią. Roślin litościwie już nie ruszę.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 28-12-2012, 00:27

No, na anatomii człowieka raczej średnio się znam, ale dla mnie to głównie układ limfatyczny + krwionośny uczestniczą w reakcji odpowiedzi na stresory. Anatomia roślin to wiedza skończona, z racji tego że rośliny specjalnie skomplikowane nie są w porównaniu do zwierząt. Ot tkanki mechaniczne...//...

 To co nie jest udowodnione, nie ma racji bytu, gdyż nie będzie działać.
...//...
 Jak na razie jestem pod wrażeniem wiedzy polskiego profesora Januarego Weinera, czytałem pobieżnie jego książkę "Życie i ewolucja biosfery". To jaką wiedzę i to jakiej jakości przedstawił on w swojej książce, otwiera mi oczy na to jak niewiele wiemy. Używając całego arsenału metod naukowych, ciągle czuje się stwierdzenie "wiemy za mało", aby coś stwierdzić, a co dopiero na podstawie tej wiedzy - działać.


Nie wydaje Ci się, że sam sobie tutaj przeczysz? ;)

Taki "ordynarny" przykład - jeszcze nie tak dawno, nie było udowodnione, że ziemia jest okrągła. Nie było udowodnione, że istnieje układ słoneczny. Czy z tego powodu to "nie miało racji bytu, nie działało"? ;)



Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 28-12-2012, 01:24
To co nie jest udowodnione, nie ma racji bytu, gdyż nie będzie działać.
Śmiać się, czy płakać?


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Machos 28-12-2012, 18:34
Nawet najprymitywniejszy wirus jest tak skomplikowany, iż żadna nauka nie wie, jak on działa, co go napędza, jakim cudem w ogóle istnieje, i dlaczego. Każda komórka roślinna posiada tak niesamowitą wiedzę, że cała nauka jest w czarnej dupie w porównaniu z nią.


Taki sam tekst, tyle że o ludzkim genomie, jest tutaj:

Cytat od:  http://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_poznania_ludzkiego_genomu
Obraz jaki wyłonił się z projektu ludzkiego genomu skłania badaczy do wielkiej powściągliwości w głoszeniu triumfu nauki nad naturą. DNA bardziej przypomina bardzo złożony program komputerowy niż zestaw przepisów na różne białka. Jego analizowanie może zająć nauce całe dziesięciolecia.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Gibbon 28-12-2012, 19:26
Fajnie się przejechali na swoich założeniach co do genomu (projekt HUGO). Piękny kop w dupsko od natury. Wizja patentu i okrutnych zysków pękła.

To nie geny determinują nasze życie. To my sterujemy genami, nie na odwrót. Nie jesteśmy na nic genetycznie "skazani" w odróżnieniu od tego co niektórzy próbują nam wcisnąć. Oczywiście nie może to być powszechnie wiadome, bo jeszcze jednemu z drugim zaskoczyłoby, że może ktoś tu próbuje co nieco zyskać na takim stanie rzeczy?


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Asia61 28-12-2012, 21:57
I całe szczęście! ;) Dzięki temu jest możliwe dostosowanie się do zróżnicowanych warunków środowiska i funkcjonowanie (całkiem niezłe czasami) w kiepskich warunkach jakie teraz mamy na świecie.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Calisia 03-01-2013, 23:55
Znalazłem taki tekst, może kogoś zainteresuje: http://www.czarnarzepa.pl/2011/12/porno-pomidor-z-supermarketu.html



Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Waleriana 04-01-2013, 10:49
W zeszłym roku pierwszy raz zabrałam się za uprawę pomidorów. Postawiłam na odmiany koktajlowe, bo ponoć są odporniejsze. Posadziłam w gruncie, podsypane ziemią z własnego kompostownika, nie rozczulałam się specjalnie nad nimi, nie używałam absolutnie żadnych środków ochrony roślin, ani dodatkowych nawozów.
Wyrosły mi gigantyczne krzaki, uginające się od owoców. Pomidorowa dżungla ;).
Wszyscy, którzy ich próbowali mówili, że tak dobrych nie jedli od dzieciństwa.
I dla mnie jest to wystarczający argument.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Kozaczek 13-01-2013, 20:31
Cudne pomidorki, po zjedzeniu mogą w uszach np. wyrosnąć gałęzie, albo inne cuda:
- http://www.igya.pl/czynniki-chorobotworcze/bezpieczenstwo-zywnosci/zywnosc-modyfikowana-genetycznie/681-pomidor-hybryda.html


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Calisia 29-01-2013, 23:20
Słabo mi się robi jak czytam niektóre komentarze.

"Nie wiadomo, może jest to produkt GMO, może dzieło inżynierii genetycznej (gorsza od GMO) – efekt hodowli hormonalnej, a może rzeczywiście bardzo inwazyjna chemia. Tak czy inaczej wieje zgrozą. Nasuwa się pytanie: w jakim kierunku to zmierza?"

Zacznijmy od początku.

Inżynieria genetyczna jest to metoda wykorzystująca znajomość i funkcję genów - odcinków DNA który stanowi "dysk twardy" każdej naszej komórki (jedna komórka zawiera informacje o całym organizmie - ale tylko te macierzyste mogą się zmienić w dowolny inny typ komórki). Organizmy Genetycznie Modyfikowane (GMO) to sztucznie stworzone przy użyciu inżynierii genetycznej organizmy zwierzęce i roślinne (ale z powodów etycznych wolna Ameryka dotyczy w większości roślinek - np. organizmu modelowego Arabidopsis).

Hodowla hormonalna. Lol. Ja was proszę - nie wiecie o czym piszecie to nie piszcie (bez obrazy, szanuje was, ale ludzie TYLKO się ośmieszają pisząc w ten sposób). Po pierwsze hodowla to proces w którym krzyżuje się naturalnie organizmy żywe w celu uzyskania pożądanych cech fenotypowych (np. wielkość owocu, mrozoodporność).

Hodowla zawsze dotyczy zwierząt - bo one mogą się rozmnażać tylko płciowo. Rośliny natomiast mogą się rozmnażać płciowo (poprawne określenie - generatywnie) oraz klonalnie (wegetatywnie). Rośliny też można hodować - tylko generatywnie, bo właśnie chodzi o skrzyżowanie dwóch roślin o pożądanych cechach tak aby dało potomstwo które posiądzie te cechy.

Hormony - naturalne substancje występujące w każdym żywym organizmie. KAŻDYM. Hormony zwierzęce różnią się od roślinnych w paru punktach. Roślinne działają kompleksowo, tzn. jeden hormon przewodzący i inne wspomagające (u zwierząt z tego co czytałem są tylko pojedyncze hormony). Poza tym hormony roślinne nie wyzwalają jednego określonego efektu, ale odpowiadają za wiele pokrewnych efektów. I tak więc, akusyny, cytokiny i gibereliny są generalnie nazywane hormonami wzrostu, natomiast etylen, kwas abscysynowy oraz kwas jasmonowy to przyjęte hormony starzenia się (naturalnego, bez urojeń - apoptoza to naturalny mechanizm u każdego żywego organizmu...).

Ale też kwas abscysynowy (ABA) może być hormonalnym inhibitorem (zatrzymywaczem) wzrostu - jego duże stężenie w nasionach uniemożliwia kiełkowanie nasionom - dopóki nie przejdą one wernalizacji. W doświadczeniach mieliśmy pokazane jak nasiona jabłka pozbawione okrywy nasiennej i błonki (sam zarodek + liścienie) kiełkowały w ciągu paru dni - w normalnych warunkach jest to niemożliwe, musi się rozłożyć ABA zawarty w tych komórkach.

Co do etylenu, ten hormon poprawniej nazwać hormonem życia - pędzi roślinę najpierw do wzrostu i rozwoju, kwitnięcia i wydawania owoców, a potem do naturalnej śmierci. Tak więc nie da się zaszufladkować hormonów roślinnych pod ściśle określone efekty.

Hormony wzrostu z pewnością niektórzy z was wykorzystują np. w ukorzeniaczach roślin (takie substancje w których należy namoczyć pęd wraz z węzłem - z którego wyrastają korzenie przybyszowe). Naturalne jabłka z dzikich jabłoni (np.) po zebraniu szybko się psują - wydzielają etylen (zasada - wystarczy 1 zgniłe jabłko aby inne zaczęły gnić).

Inwazyjna chemia. hehehe. Nie wiem o co tej babce chodzi. Nawet nie będę próbował rozkmnić tego. Co za ludzie, bez jakiejkolwiek wiedzy. Pewnie tablice Mendelejewa dzieli na dobre pierwiastki i złe pierwiastki. Wieje grozą? Owszem, ale takie komentarze ośmieszają całą sprawę.

-----------

To wyżej musiałem napisać. Nie posądzam was za taką głupotę, powyższy komentarz i moje sprostowanie do tego po prostu musiało się znaleźć... w końcu jesteśmy inteligentnymi ludźmi, a nie pajacami którzy strzelają pojęciami których znaczenia nie rozumieją jak z kartaczownicy gatlinga. W dodatku sianie takich durnot źle wpływa na renomę Biosłone.

--------

Moje wyjaśnienie dotyczące tego zjawiska. Od razu zaznaczę jeszcze raz, żeby nie było, nie jestem zwolennikiem GMO, a na takie cuda zezwoliłbym tylko w ścianach laboratorium - dla rozwoju wiedzy i nauki.

Cóż, bazując na mojej obecnej wiedzy to na 100% nikt tego nie traktował hormonami. Skoro takie cudo pojawiło się w sprzedaży, to oznacza że takich pomidorków jest groma więcej. To na 100% są pomidory GMO. Pisałem że nikt tego nie psikał hormonami, ale też jestem na 100% pewien że tej roślinie przeszczepiono geny odpowiadające za syntezę hormonów, pewnie w celu poprawy cech owoców. Cóż, nie pykło.
Czyli roślinka sama sobie je zsyntezowała - efekt widzimy - pojawienie się nieodpowiednich organów (kiełków) w nieodopowiednim czasie (koniec wegetacji?) i przede wszystkim MIEJSCU (w owocu).


Hormony SĄ naturalne - ale rośliny naturalne WIEDZĄ kiedy i jakie "odpalić" żeby wzrost przebiegał harmonijnie. Użycie hormonów na widzimisię, tak jak widzimy, robi niezłe potworki.

Teraz wam pokażę jak działają hormony. Gibereliny - hormony odpowiadające między innymi za wzrost wydłużeniowy komórek. Naukowcy produkują sobie więcej giberelin i psikają nimi roślinki. Efekt (miałem to samo zdjęcie na wykładach :D ):
(http://plantphys.info/plant_physiology/images/gacabbage.gif)
Po lewej normalne kapusty głowiaste, po prawej potraktowane giberelinami - widać ładnie skrętoległe ulistnienie kapusty.

--------

Jeżeli chodzi o wartość spożywczą GMO i bezpieczeństwo.... nie wiem. Nie mam dowodów, nie znam badań. Są poważne poszlaki, ale to tylko poszlaki. Większość ludzi ma obawy przed spożywaniem GMO. I myślę że tego powinniśmy się trzymać - póki nie zostanie udowodnione że to nie jest 100% bezpieczne - nie jemy.

Nie jest znany wpływ czystego GMO na organizm. Są co prawda badania które wykazują silnie toksyczny wpływ glifosatu (roundup) na organizmy, ale nie wiem czy to się przedostaje do plonu. Ale pamiętajmy - Monsanto maczało palce w Pomarańczowym Agencie, jedyna różnica między nimi a niemieckimi naukowcami z lat 1939-1945 to to, że oni są zwycięzcami - a zwycięzcy piszą historię.

W każdym razie ja TEGO NIE BĘDĘ jeść. Mój wybór, moja sprawa. Tak samo jak poglądy polityczne, religijne czy ulubiony kolor. Chcę się odżywiać jak moi przodkowie, a wszyscy którzy będą mi na siłę wciskać GMO po prostu zdzielę w łeb. Religia mi raczej nie zabrania.


Tytuł: Odp: Pomidory szklarniowe, pomodory gruntowe
Wiadomość wysłana przez: Asia61 30-01-2013, 22:25
Cytat
akusyny
???