Niemedyczne forum zdrowia

BLOK PORAD, POMOCY I WYMIANY DOŚWIADCZEŃ => NIA - kontrolowana rana wg dra Ashkara => Wątek zaczęty przez: Marlenka 09-11-2009, 09:05



Tytuł: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 09-11-2009, 09:05
Ostatnio trochę siedziałem nad rozszyfrowaniem działania metody NIA i można powiedzieć rozpracowałem cały proces jej działania. Za pomocą sztucznej rany następuje ewakuacja całego śmietnika z krwioobiegu przez ranę.
    Na pewno to działa na RZS które ma tą samą przyczynę co ZZSK i problem ze stopami.
Więc ja widzę takie rozwiązanie. Tu masz forum z tą metodą:
http://free4web.pl/3/1,165699,420428,Threads.html;jsessionid=c2tnncysfgbw

Od kilku dni mam już zagnieżdżoną cieciorkę. Czuję się całkiem nieźle, schodzą niesamowite ilości jasnej wydzieliny.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Boja 09-11-2009, 09:19
Ooo! Marlenko, jaka jesteś dzielna! Przecierasz szlak, jesteś ważną osobą-experymentatorem,  będziemy Ci kibicować i trzymać kciuki.   :thumbup:
Prosimy o relacje o zachodzących zmianach i mniej-więcej w którym dniu, lub tygodniu pojawiają się nowe symptomy. Trzymaj się.
Jestem bardzo ciekawa reakcji hashimoto, jeśli stan zapalny organizmu będzie się zmniejszał, to pamiętaj o badaniu Ft3 i Ft4, aby zmniejszać dawkę tyroksyny, albo jak zauważysz pierwsze objawy nadczynności, bądź czujna Marlenko.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 09-11-2009, 14:47
Rankę mam na lewj łydce (wygodniej- jestem praworęczna), na razie nie jest to bardzo uciążliwe. Najwięcej świństwa wyszło ze mnie po zdjęciu pierwszego opatrunku.
Opatrunek składa się z ręcznika papierowego z otworem na liść kapusty, który przykładamy w miejscu ranki. Kiedy właśnie ściągałam ten opatrunek pierwszy raz, to po prostu wylało się na podłogę około małego kieliszka wydzieliny, a z nią napęczniała dwukrotnie cieciorka. Dziwne, bo nic nie przeciekło przez bandaż, a kapusta była sucha jak papier. Kolejne (2) zmiany nie były już tak spektakularne, ale też wyszło sporo świństwa- na razie jasnego.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 09-11-2009, 15:07
No... Moje gratulacje za odwagę. Z wielką uwagą będę śledził ten wątek.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lucy 09-11-2009, 16:05
Nie dziwię się Marlence, tonący brzytwy się chwyta.Wierzę, że Ci się uda.
Babskie pytanie: z czego masz pierścień?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Witalia 09-11-2009, 16:48
Mistrz zrobił wielkie oczy - prawie takie jak ja. Gratuluję Ci odwagi, Marlenko, nasza pionierko NIA. Dziel się z nami swoimi obserwacjami - Twoje relacje będą dla nas bardzo cenne. Życzę Ci, aby brzmiały tak optymistycznie jak dzisiejsze Twoje posty.
Trzymam za Ciebie kciuki.  :thumbup: Powodzenia!


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Basiula 09-11-2009, 17:18
Gratulacje. Dołączyłaś  Marlenko do dzielnych tego forum. To forum jest po prostu i  niesamowite i nietuzinkowi są jego członkowie. Opisuj słoneczko jak najwięcej ?
Może i ja zdecyduję się na tą metodę. Niech żyją " stuknięci" Biosłonowcy


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 11-11-2009, 20:31
Dzięki ogromne za wsparcie, wiele to dla mnie znaczy  :notworthy:

Od wczoraj leje się śmierdząca ropa z domieszką krwi. Ranka specjalnie nie boli, lekkie zaczerwienienie wokół. Jakoś u mnie to idzie dużo szybciej, niż u innych. Podają np., że przez pierwsze 3 dni należy zmieniać opatrunek co 24 godziny, to czas, w którym ma się zagnieździć cieciorka, potem dopiero co 12 godzin.
U mnie natomiast po 24 godzinach była już dorodna dziura i od tego czasu muszę już zmieniać opatrunek najpóźniej po10-12 godzinach, bo tak sie leje.

Dzisiaj zauważyłam trochę mniejszą opuchliznę stóp i wiekszą swobodę w chodzeniu. Natomiast palec dłoni, który ostatnio nie dokuczał, dzisiaj spuchł i boli przy zginaniu.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Anula 12-11-2009, 09:28
Też trzymam za Ciebie kciuki Marlenko, powodzenia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lacky 12-11-2009, 22:35
Podają np., że przez pierwsze 3 dni należy zmieniać opatrunek co 24 godziny, to czas, w którym ma się zagnieździć cieciorka, potem dopiero co 12 godzin.
U mnie natomiast po 24 godzinach była już dorodna dziura i od tego czasu muszę już zmieniać opatrunek najpóźniej po10-12 godzinach, bo tak sie leje.

Różnica pomiędzy nimi a Tobą jest bardzo duża. U nich chora tkanka musi zmienić się dopiero w ropę i wypłynąć. U ciebie zmiana chorej tkanki na ropę już się wykonała a tylko trzeba  było jej umożliwić wydostanie się na zewnątrz.

Oni postępują bezmyślnie bez żadnej wiedzy bazując tylko na stwierdzeniach tak powinno być. Stosują dużo innych dodatków bez żadnej logiki i potem dziwią się że tak wolno to działa.

Najważniejsze abyś przy tym wszystkim myślała i postępowała z wiedzą.

Metoda NIA bardzo dobrze się komponuje z MO, KB, DP.


Cześć ropy zlewa się z górnej części organizmu a cześć już się nagromadziła w stopie. Dlatego ważne jest abyś co jakiś czas poleżała sobie z stopami uniesionymi wyżej aby umożliwić ropie spłynięcie do rany.

Jak już wszystko się polepszy to wtedy będziesz mogła zastosować mieszanki oczyszczające aby się doczyścić bo będzie miało to gdzie wypłynąć.
Do czasu gdy będzie się lała ropa to trzeba czekać a jak się przestanie lać to można zrobić polewania stóp zimną wodą, i ciepłą nad raną itp.  aby pobudzić krążenie.

Dzisiaj zauważyłam trochę mniejszą opuchliznę stóp i wiekszą swobodę w chodzeniu. Natomiast palec dłoni, który ostatnio nie dokuczał, dzisiaj spuchł i boli przy zginaniu.

Teraz będą się odzywać wszystkie miejsca, w których masz tzw zalegające, zablokowane patologie. Opuchlizna oznacza oczyszczanie stan zapalny, czyli przerabianie chorej tkanki na ropę.

U mnie natomiast po 24 godzinach była już dorodna dziura

Organizm wyczuł szanse na pozbycie się ropy i nie blokował w powstawaniu rany.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 17-11-2009, 00:20
Na dzień dzisiejszy bez zmian, to znaczy stopy nadal bolą i puchną, dłonie trochę lepiej. Poprawa w chodzeniu była jednodniowa. Ranka trochę boli, sączy się ropa i krew.
    Dzisiaj dopadła mnie infekcja z niewysoką temperaturą, bólem głowy, delikatnym kaszlem - ogólne rozbicie. Mam zwolnienie do końca tygodnia, to się chyba wykuruję.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Helusia 17-11-2009, 09:52
Marlenko, szczerze podziwiam Cię za odwagę i trzymam za Ciebie kciuki :P


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 19-11-2009, 08:49
 Zaczął się czwarty dzień mojego "chorowania".

Temperatura była tylko pierwszego dnia i to niewysoka, potem stany podgorączkowe. Utrzymuje się mokry kaszel z odpluwaniem wydzieliny. Cały czas czuję ogromne osłabienie, dużo śpię. Dziś jakby trochę lepiej.

Od trzech dni bardzo boli mnie kolano (noga z cieciorką), nie żeby specjalnie rwało, ale ból pojawia się podczas chodzenia, mam wrażenie, jakby coś się tam przemieszczało, czasem wydaje mi się, że słyszę chrupnięcia- bardzo to nieprzyjemne.

Palec u dłoni bolesny. spuchnięty lekko wykrzywiony.

Natomiast stopy zdecydowanie mniej spuchnięte i mniej bolesne. Pierwszy raz od dobrych paru miesięcy mam za luźne kapcie  :clap:

Ranka bez większych zmian, poza sporym czopem ropnym, którego dziś się pozbyłam. Trochę boli.

Od 3 dni nie piję mikstury, ale chyba dzisiaj już spróbuję.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 20-11-2009, 08:56
Dzisiaj w nocy najbardziej doskwierał mi palec dłoni.
Bardzo zesztywniał, spuchł, zrobił się sinawy, jest bardzo bolesny. Rwanie ciągnie się  przez łokieć aż po bark.
Reszta bez zmian.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 20-11-2009, 11:02
Może tam też zbiera się ropa, która nie może się wydostać ?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 29-11-2009, 02:27
Marlenko, co u Ciebie ?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 29-11-2009, 13:43
Marlenko!
Pisz choć troszkę, bo bardzo to ciekawy temat i może się komuś przyda.
Bardzo Cię pozdrawiam - pamiętam Ciebie dobrze ze spotkania w Tleniu - mamy fajne zdjęcie, bo zrobione z zaskoczenia - jakbyśmy były na rauszu!
Kibicuję Tobie i życzę zdrowia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 29-11-2009, 18:00
Minęły już 3 tygodnie moich zmagań z cieciorką.

Jestem cały czas lekko osłabiona, senna, staram się sporo spać.
W wyglądzie stóp lekka poprawa, mniej spuchnięte, ale cały czas bolą- raz bardziej, innym razem mniej.
Palec dłoni na zmianę kilka dni spuchnięty, sztywny i bolesny, po paru dniach przechodzi i zaczyna się od poczatku. Ból nie ciągnie jednak do łokcia czy barku.
Ból kolana juz dawno ustąpił.
Regularna dotąd miesiączka opóźniła się o tydzień, trwała dłużej niż zwykle, krwawienie było bardzo obfite.
Ranka wyglada nieźle, czasami trochę boli, ale nie jest tak źle. Cały czas sączy się jasna wydzielina z krwią.
Zwróciłam uwagę, że mam zdecydowanie mniejszy apetyt. Zresztą, od poczatku września, po odstawieniu glutenu, moje zapotrzebowanie na jedzenie sukcesywnie spada.
Wcinam miśki Haribo.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Helusia 29-11-2009, 22:40
Marlenko myślę, że wszyscy tutaj jesteśmy razem z Tobą, dlatego odzywaj się częściej  :P


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lucy 05-12-2009, 16:36
Marlenko, co u Ciebie, jak cieciorka?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: KaZof 05-12-2009, 18:51
Marlenko, od początku jesteśmy u mnie w domu z Tobą. Można nawet powiedzieć, że byliśmy Ci bardziej bliscy, niż przypuszczasz:
27-go pażdziernika "Mini62" zrobił sobie głęboką ranę kłutą od wewnętrznej strony uda nożem typu "finka" - przy rozcinaniu zdrewniałej dyni z naszego ogródka ...miały być żywe pestki do koktajlu   :( . Oceniamy, że nóż wbił się w głąb na jakieś 4-5 cm. Wychodziliśmy z tego sami, bez lekarza. Zakładane były naprzemiennie różne okłady/kataplazmy całonocne: z siemienia lnianego, z moczu, z wyciągu z siana. Mokre skarpetki w/g ks.Kneippa, później opaski, a ostatnio dwie (gdy rana już dobrze się zasklepiła), w odległości tygodnia, kąpiele w wywarze z siana. Po tych zabiegach zrobiło się małe ujście i powoli sączy się coś  limfo-ropo podobne. Rana wygląda już znacznie lepiej i różowieje, a była momentami sinawa. Dodatkowo "tragizm" polegał na tym, że dotknęło to uda zdrowej nogi - bo w drugiej chory jest staw biodrowy i chora noga stale odciążana jest kosztem tej zdrowszej (obecnie rannej).
Na Twoje bolące dolegliwości może polewania stóp by pomogły?
Lacky tłumaczył: poprawiasz krążenie i przyspieszasz uwalnianie i wydalanie "uwięzionych" toksyn, z miejsc ciężej dostępnych? Tylko z drugiej strony, czy to nie łączenie dwu mocnych metod oczyszczania? Na pewno nie wiem i dlatego "głośno" myślę: czy one się uzupełnią, wspomogą - czy może nałożą i spotęgują objawy?
Trzymaj się Zuch Dziewczyno!  :)
 


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 09-12-2009, 09:07
Dziękuję dziewczyny za miłe słowa i próby analizy mojego stanu  :notworthy:

Minął pierwszy miesiąc mojej kuracji.

Stopy nadal lekko spuchnięte, jednak ból utrzymuje się dalej, z różnym natężeniem. Nogi szybko się męczą, muszę często przysiadać, kłaść się. Chyba porządki zaczęły się w kolanach, które sprawiają dyskomfort podczas chodzenia, mam wrażenie, że są za mało naoliwione. Palec dłoni obecnie lekko boli, wygląda nieźle.
Czasem pobolewa mnie trochę tu, trochę tam (ostatnio dość mocno serce- w piersiach), ale dość szybko przechodzi.
Zastanawia mnie natomiast fakt, że problemy z kręgosłupem, które towarzyszyły mi od dzieciństwa ostatnio prawie w ogóle się nie pojawiają. Właściwie poprawę zauważyłam od samego poczatku stosowania MO. A skąd obecnie te problemy z innymi stawami, czy przyczyną może być w istocie chory kręgosłup (diagnoza ZZSK- objawów na razie nie dostrzegam)?
Oczy- jak na razie nic specjalnego się nie dzieje. To znaczy, miały miejsce ostatnio 2 razy zapalenia oka, ale nie dochodziło do zapalenia tęczówki, jak do tej pory. Mam natomiast problem z suchym okiem. Oczy pieką, łzawią. Zakraplam solą fizjologiczną, ale niewiele pomaga, będę chyba musiała wrócić do zakraplania alocitem.

Zmian w wyglądzie ranki i wydzieliny nie dostrzegam, można się do tego przyzwyczaić.

Zmniejszony apetyt może sugerować lepsze wchłanianie składników odżywczych. Oby tak było. Od początku września schudłam ok.5 kilogramów (obwód w pasie też się sporo zmniejszył), ale czuję się z tym bardzo dobrze.
Moje śniadanie, to jajecznica z warzywami plus trochę sera lub twarożku. Potem koktajl, a na drugie śniadanie jabłko. Ok. 16.00 obiad- najczęściej mięso z warzywami lub zupa. Wieczorem owoc lub rzadziej jakaś sałatka, bigos. Ostatnio zaczęłam wieczorem pić jeszcze jeden koktajl.
Jem niewiele kaszy- jakoś niezbyt mi pasuje (pozostałym domownikom zresztą też) i niewiele strączkowych, ale w tej kwestii już się poprawiam- dziś  na obiad fasolka, bo ją akurat bardzo lubię.

Na koniec chciałabym przytoczyć słowa, które przewijają się na forum NIA:
"Terapia NIA, to leczenie objawowe. Po oczyszczeniu organizmu, usunięciu cieciorki, zabawa zaczyna się od początku..."
Co o tym myślicie, może Lacky podejmie temat ?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zbigniew Osiewała (Zibi) 09-12-2009, 18:27
Cytat
Cytat
Na koniec chciałabym przytoczyć słowa, które przewijają się na forum NIA:
"Terapia NIA, to leczenie objawowe. Po oczyszczeniu organizmu, usunięciu cieciorki, zabawa zaczyna się od początku..."
Oni nie piją Mikstury oczyszczającej, więc nieusunięcie przyczyny powoduje u nich nawrót dolegliwości. My, pijący MO, działamy na organizm przyczynowo.
Oni także niezbyt przykładają się do odpowiednich zalecen dietetycznych, w zależności od swoich objawów chorobowych, nie mówiąc już o zasadach zdrowego odżywiania.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 09-12-2009, 18:48
Oni także niezbyt przykładają się do odpowiednich zaleceń dietetycznych, w zależności od swoich objawów chorobowych, nie mówiąc już o zasadach zdrowego odżywiania.
Tak, typowi pacjenci. Jak coś wyleczą, to uważają się za zdrowych i czekają, aż będą mieli co leczyć znowu. Grunt, że mają NIA. Tak jest im dobrze.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lacky 12-12-2009, 01:21
Na koniec chciałabym przytoczyć słowa, które przewijają się na forum NIA:
"Terapia NIA, to leczenie objawowe. Po oczyszczeniu organizmu, usunięciu cieciorki, zabawa zaczyna się od początku..."


Dokładnie chodzi o to że bez żadnej zmiany w profilaktyce prozdrowotnej zabieg ten jest tylko zabiegiem objawowym na dolegliwości. Bez uszczelnienia układu pokarmowego problemy wrócą. Nie są tego świadomi i również nie jest tego świadomy twórca metody.

Tobie ten problem nie grozi.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 22-12-2009, 00:31
Szósty tydzień kuracji cieciorkowej- bez zmian.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lacky 22-12-2009, 23:03
Szósty tydzień kuracji cieciorkowej- bez zmian.

Co to znaczy bez zmian? Stan chorobowy nie ustępuje? Boli ciągle tak samo? Czy organizm się nie oczyszcza przez ranę?

Zjadasz dużo glukozy  w pokarmach w ciągu dnia?

Spróbuj zwiększyć dzienną dawkę glukozy np. do szklanki nalej 10 łyżeczek miodu, rozpuść go w ciepłej wodzie i wypij. I tak codziennie. Zobaczysz czy organizm zintensyfikował oczyszczanie.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 23-12-2009, 09:07
Bez zmian- to znaczy: boli tak samo, z różnym natężeniem, wydzielina wygląda podobnie.

Moje pożywienie jest raczej ubogie w glukozę, przez lata pracowałam na ten stan, chociaż nigdy nie byłam łasuchem.

Dlaczego dostarczanie organizmowi dużej dawki glukozy ma powodować szybsze oczyszczanie? Zawsze myślałam, że to właśnie cukier blokuje ten proces. Robi mi się niedobrze, jak pomyślę o wypiciu szklanki takiego słodkiego płynu ble...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 28-12-2009, 21:33
Lacky, podpowiedz, jaki miód byłby najlepszy w moim przypadku. Mój dostawca ma ich wiele rodzajów.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 06-01-2010, 21:29
Marlenka, napisz co się dzieje.
Jak długo masz zamiar prowadzić tą kurację ?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 11-01-2010, 23:52
Cieciorka towarzyszy mi już ponad dwa miesiące.

Stopy- dalsza lekka poprawa, mniejszy ból i opuchlizna. Bywają dni, że jest gorzej.

Dłonie- pobolewają różne palce, ale spuchnięty, najbardziej bolesny i usztywniony jest cały czas ten sam palec.

Oczy- od jakiegoś czasu suche, piekące, ostatnio jakby lepiej.

Od roku nie mogłam się porządnie "przeciągnąć" (co uwielbiam), bo zaraz łapały mnie paskudne skurcze w łydki. Teraz zauważyłam, że robię to do woli i nic się nie dzieje :P

Z ranki sączy się jasna wydzielina z większą lub mniejszą domieszką krwi. Wokół otworu zrobiły mi się bardzo nieprzyjemne odparzenia, w innych miejscach pod bandażem czasami też robią się ropne wypryski.

Od kilku dni pobolewa mnie ucho i gardło, leje się z nosa. Za uchem pojawiły się bardzo bolesne guzki. Nagrzewam te miejsca i smaruję olejkiem kamforowym.

Lacky, nie jestem w stanie wypić tyle miodu, mam odruch wymiotny. Zresztą nigdy nie przepadałam za miodem, tolerowałam go tylko w koktajlu ( pół łyżeczki). Spróbuj mi proszę wyjaśnić, jak zwiększenie glukozy może przyspieszyć oczyszczanie, bo czegoś tu nie rozumiem.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 12-01-2010, 00:23
Nie wydaje mi się konieczne, by szukać innego miejsca na rankę, to za wcześnie.

Książek nie czytałam, oglądałam film i czytałam wywiady z Ashkarem. Jakoś nie mam specjalnie ochoty na tę lekturę, autorowi zarzuca się wiele błędów w interpretacji procesu, nawet Lacky o tym wspominał.

Sam sposób oczyszczania organizmu wydaje się prosty i to do mnie przemawia, nic nie mam do stracenia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 12-01-2010, 15:32
Serdecznie Ciebie pozdrawiam Marlenko i pilnie śledzę co piszesz.
Mnie dokuczają najbardziej kostki - stopy, oraz nadgarstki - dłonie. Są nieduże opuchlizny. Okresowo  ból się nasila, czasem trochę odpuszcza. To trwa już przeszło 20 lat i wiążę to z brakiem tarczycy - usuniętej operacyjnie; nawet nie opisano czy usunięto również przytarczyce.
Poczytałam u Mistrza o tarczycy, przytarczycach i Hashimoto. O tym, że to idzie w kierunku reumatoidalnego zapalenia stawów i tocznia rumieniowatego.
Mam ostatnio taki spadek kondycji i bóle stawów, że tylko wyczekuję wiosny...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 05-02-2010, 02:41
Marlenko, odezwij się, napisz co u Ciebie :)


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 05-02-2010, 13:13
Gdyby można sobie w taki sposób - poprzez kontrolowaną ranę metodą NIA - oczyścić ciało z toksyn, które uparcie w jakimś miejscu siedzą, chętnie bym to zrobiła. Dlatego takie cenne są Twoje Marlenko informacje, czy coś się rusza, czy raczej nie. Czy powoli, ale jednak następuje poprawa.
Tymczasem pozostaje czekać, mając nadzieję że, po kolei toksyny sobie pójdą.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 18-02-2010, 12:49
Ponad trzy miesiące kuracji metodą NIA.

Stopy- zdecydowanie lepiej, opuchlizna prawie zeszła, jednak dwa palce dalej zniekształcone. Na palcach jeszcze za bardzo nie mogę ustać, ale jest coraz lepiej. Czasami dokucza trochę ból, zdarza się to jednak  coraz rzadziej.

Dłonie- dalej pobolewają dwa palce (w jednej ręce wskazujący, w drugiej mały- w stopach równolegle bolały te same miejsca). Bywają dni, że bolą bardzo, nie mogę ich zgiąć, po kilku dniach przechodzi, a po następnych kilku znów wraca.

Pozostałe stawy w porządku, nawet mój schorowany kręgosłup nie daje znać o sobie.

Wygląd ranki się nie zmienia, może jest trochę mniej spuchnięta, ale bardziej doskwierają odparzenia wokół niej, które czasami smaruję maścią z wit. A, a w sytuacjach krytycznych maścią Sudocrem.
Dalej sączy się taka sama wydzielina z domieszką krwi. Czasami zapach jest nieprzyjemny, ale nie zawsze.

Mimo pozytywnych powyższych relacji mam również bardzo złe wieści.

W ostatnim poście (ponad miesiąc temu) pisałam, że przechodzę ostre oczyszczanie tzn. paskudny katar, bóle ucha, powiększenie węzłów. Trwało to  ponad trzy tygodnie, więc z ogromnym bólem ucha i lejącą się ropą udałam się w końcu do laryngologa. Okazało się, że mam porządne zapalenie ucha, niewiele brakowało, by doszło to do ucha wewnętrznego- dostałam krople i maści z antybiotykiem.
Laryngolog zajrzał do nosa i przeraził się moją bardzo zniszczoną śluzówką, uważa, że jeszcze jeden porządny katar i dojdzie do perforacji. Miałam jakiś czas (ok. roku) delikatne krwawienia z nosa, zakraplałam więc nos alocitem i czekałam spokojnie na oczyszczanie. Bardzo się cieszyłam, że od kiedy stosuję MO mam tak częste katary z ogromną ilością wydzieliny, ale teraz szczerze boję się o konsekwencje. Dostałam maść na regenerację śluzówki, która też zapobiega krwawieniu z nosa. Za 3 tygodnie kontrola.

Jakby tego było mało- od kilku dni pobolewało mnie oko, zrobiło się czerwone, pojawił się światłowstręt, znacznie pogorszyło się widzenie, poszłam więc do okulisty. Okazało się, że po ponad rocznej przerwie znowu dopadło mnie ostre zapalenie tęczówki, wygląda to paskudnie. Dostałam oczywiście krople i antybiotyk oraz Encorton na dwa tygodnie. Myślałam, że się poryczę w tym gabinecie, a baba patrzyła na mnie jak na wariatkę. Jeszcze co ciekawe- z dna oka wyszło mi, że jak na swój wiek, mam bardzo zwężone tętnice (z poprzedniej wizyty ponad rok temu nie było takich sygnałów), dostałam więc informację do lekarza pierwszego kontaktu, aby sprawdził mi gospodarkę lipidową.
Prawdziwie jak na wariatkę okulistka spojrzała się na mnie dopiero wtedy, gdy zapytała o moją dietę i usłyszała, że codziennie na śniadanie jadam dwa jajka...Dalej rozmowę prowadziła już z mężem, który towarzyszył mi w gabinecie.
I jeszcze w kwestii suchych oczu stwierdziła, że jak nie zacznę stosować sztucznych łez, to porządne problemy z oczami mogą się dopiero zacząć. Dotychczas stosowałam tylko nasze metody (alocit, sól fizjologiczną, okłady)
- bezskutecznie.

Sami widzicie, nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać....


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: scorupion 18-02-2010, 17:40
Ciekawe co piszesz, jest nad czym pomyśleć.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 18-02-2010, 18:56
No tak, co tu mówić ...
Jak na jedną osobę, to masz rzeczywiście bardzo dużo objawów. Po tak długim czasie picia MO, ciągle bardzo przykre reakcje organizmu. Jak to porównam do siebie, to jestem o 20 lat starsza /więc mam więcej w życiu nabrojone/, a i kilogramów mam więcej /to i złogów więcej/, bo Ty szczuplutka.

Może to trudno porównywać, bo każdy organizm inny.
Również mam bardzo zwężone tętnice - tak już ok.15 lat wstecz powiedział mi okulista.
Co do nosa, również mi krwawi /jedna dziurka/, piecze, szczypie, jest suchy; dawno nie byłam z tym u laryngologa, a zakraplać lekami - nie pamiętam kiedy skończyłam.
Na jedno ucho słabo słyszę /kiedyś leczone/ i staram się je bardzo chronić - czapki, wata w uszy;
no i żeby nie zalać wodą.

Piszę Ci tak tylko przez "solidarność", że mam podobnie, ale ostry stan nie wystąpił; ciągle mam nadzieję, że po kolei wszystko się naprawi i przejdzie.
Najbardziej cierpię z powodu bólu stawów i jelit. Jeżeli chodzi o stawy, to sama sobie mówię, że Pan Bóg łaskawy, bo "tylko" boli, jak na razie nie ulegają wykrzywieniu, a więc mogę udawać, że "nic mi nie jest".
Aby było śmieszniej męża pobolało trochę i wyszły Jemu na stawach  -ganglion - jakoś tak to się nazywa, brzydko wygląda, ale wcale nie boli :)  
Głównie skupiam się na jelitach i tu bardzo uważam, bo z brzuchem nie ma zmiłuj.
Bardzo Ci współczuję kochana - trzymaj się; myślę, że Grażynka coś Ci poradzi.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 18-02-2010, 20:22
Melindo, rzeczywiście bardzo podobnie to u nas wygląda. Moim problemem są również jelita (wrzodziejące zapalenie). Jakiś czas temu miałam co jakiś czas krwawienia, niektóre dość intensywne- wylądowałam nawet w szpitalu. Odstawiłam jednak leki i już ponad rok nic się nie dzieje. Jestem pewna, że to zasługa mikstury. Głęboko wierzę, że i pozostałe problemy kiedyś w końcu znikną. Mam jednak kłopot z rozpoznaniem granicy, kiedy organizm już nie jest w stanie sam sobie poradzić i należy udać się do lekarza po doraźną pomoc. Zdarza mi się to już kolejny raz- gdybym poszła do laryngologa i okulisty wcześniej, to nie musiałabym teraz brać tej cholernej chemii  :(


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 18-02-2010, 23:05
Marlenka, nie chcę być złym prorokiem ale obawiam się, że właśnie niweczysz własne wysiłki, które zaczęły przynosić efekty w postaci oczyszczania. Piszesz, że z nogą lepiej i bardzo się cieszę :) Oczyszczasz się przez rankę.
Natomiast według mnie blokujesz antybiotykami inne próby samooczyszczania się organizmu stosując leki i antybiotyki.
Może sie okazać, ze niedługo noga znowu zacznie gromadzić toksyny, skoro nie mogą uchodzić w innych miejscach.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 18-02-2010, 23:34
A gdybyś miała wybór np. utrata wzroku, czy dłuższe oczyszczanie, co byś wybrała?
Są sytuacje, w których nawet Mistrz zaleca antybiotyk i mam nadzieję, że w tej sytuacji też mnie poprze.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Witalia 19-02-2010, 00:22
Cytat
Co do zwężonych tętniczek - mnie jedna okulistka powiedziała identycznie to samo, a byłam wtedy w Twoim wieku:
Cytat
z dna oka wyszło mi, że jak na swój wiek, mam bardzo zwężone tętnice

Wygląda na to, że często to mówią. Zbyt często, zbyt lekko. Moje przedostatnie badania okresowe - miałam ze 33 lata - po badaniu dna oka w gabinecie zapanowała jakaś panika, popłoch, okulistka coś zaczęła szeptać z asystentką, i też słyszę, że "zaawansowana retinopatia, a stan żył i tętnic jak u 65-letniej kobiety". Miałam poszukać kardiologa i być pod jego stałą opieką. Oj, spłakałam się wtedy, tym bardziej, że w mojej najbliższej rodzinie były przedwczesne zgony na zawał serca (choćby mój brat - miał 34 lata).
Na kolejnym badaniu na szczęście nie usłyszałam tak okrutnego wyroku (mimo że kardiologa nie szukałam).

Najważniejsze, żeby nie ulegać emocjom, nie panikować - wiem, że to nie do Ciebie słowa, Ty jesteś bardzo dzielna i silna, cały czas jestem pod wrażeniem Twojej ogromnej determinacji i że tu, wśród nas, jako pierwsza i jak na razie jedyna, zdecydowałaś się na taki eksperyment i dzielisz się z nami swoimi obserwacjami i wątpliwościami. Eksperci na pewno tych ostatnich nie zostawią bez odpowiedzi - Grażyna już wniosła swój konstruktywny głos, a na nasze, forumowiczów, wsparcie psychiczne też możesz liczyć. Trzymaj się, Marlenko :).



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zbigniew Osiewała (Zibi) 19-02-2010, 21:44
Z tymi zwężonymi tętnicami, to taki sam straszak jak z porozciąganymi moczowodami (urolodzy porównują do starych, zużytych skarpetek, jeśli ktoś miał kamicę). Tego pierwszego straszaka używają okuliści, aby wykupić jakąś multiwitaminę (nie wiem - jaką obecnie firmę preferują...). W każdym razie jakieś suple z dodatkiem luteiny. Okuliści też chcą jeździć na Hawaje lub inne Majorki.
   Trzymam kciuki za Ciebie, Marlenko.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 20-02-2010, 19:23
Piąty dzień kuracji antybiotykowej (dziś ostatni) i sterydowej (jeszcze tydzień).

Wyciek z ranki minimalny, organizm próbuje gojenia. Coraz trudniej umieścić mi cieciorkę we właściwym miejscu, muszę ją mocno wpychać i bardzo ściśle bandażować opatrunek. Z usunięciem ziarna jest jeszcze większy problem, wszystko zaschnięte, wyrywam na siłę. Czuję, że robię coś wbrew własnemu organizmowi, prawdziwy masochizm...

Samopoczucie bardzo złe, problemy z równowagą, bardzo silne skurcze w żołądku, jakby przypalanie grzałką. Oko- niewielka poprawa.

Tak pomyślałam sobie o profilaktyce chorób oczu, a mam tu konkretnie na myśli możliwość skorygowania mojego odżywiania. Myślę, że Zibi mógłby mi w tym pomóc. Spróbujesz?
Oto moje jedzonko:
Od września bez glutenu.
 Śniadanie- jajecznica na maśle, bądź jajka (2) na miękko z majonezem, do tego tarta marchewka z selerem lub rzepą ze śmietaną, nieraz trochę twarożku lub mała paróweczka, albo kawałek szynki.
II śniadanie-  koktajl owocowy (zwykle bananowy lub jabłkowy), jabłko.
Obiad- mięso z surówką lub zupa.
Kolacja- zwykle koktajl owocowy lub sałatka jarzynowa, bigos, galareta z nóżek, nieraz jeszcze jedno jabłko. Jednak tak naprawdę kolację jadam rzadko.
Na przekąskę miśki Haribo.

Muszę również zacząć systematycznie robić okłady na oczy, by w przyszłości nie dopuścić do tego szaleństwa.

Dziękuję wszystkim za pomoc  :notworthy:


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: K'lara 20-02-2010, 21:08
W sklepach zielarskich i z tzw. zdrową żywnością można kupić przetwory z jagód, w słoiczkach oraz jagody suszone.
Dobre są mrożone jagody.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 20-02-2010, 21:18
Myślę, że kłopoty żołądkowe związane są ze sterydami, żołądek nigdy nie sprawiał mi problemu. Te skurcze miały miejsce wczoraj i dzisiaj, co dziwne, podczas snu- ból mnie obudził.

Co do ranki, nie sądzę, że to czas na zmianę lokalizacji, czy jej likwidację, to prawdopodobnie działanie antybiotyku przyspiesza gojenie. Przed tą chemią cały czas się wydostawała ropa z krwią, więc nie powinnam tego zaprzestawać.

Wezmę sobie do serca kwestię jagód, kaszy gryczanej i strączkowych. Jem ich rzeczywiście niewiele.

Zibi, myślisz, że łyżka ostropestu do koktajlu nie wystarczy?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lacky 21-02-2010, 00:16
A gdybyś miała wybór np. utrata wzroku, czy dłuższe oczyszczanie, co byś wybrała?
Są sytuacje, w których nawet Mistrz zaleca antybiotyk i mam nadzieję, że w tej sytuacji też mnie poprze.

Pierwsze zrobiłbym zakraplanie z moczu, na zapalenie oka i ucha działa rewelacyjnie (ustępuje w kilka dni), a jeżeli to by nie pomogło to dopiero bym się zastanawiał nad innymi zabiegami. Stosowałem to wielokrotnie w rodzinie i zawsze działało (nawet lepiej niż antybiotyki).

Co do perforacji śluzówki nosa to tu lekarz również przesadza. Sam to przeżyłem dwa razy i organizm dobrze sobie wszystko wyregulował.

Każdy się zastanawia jak ustalić granice między oczyszczaniem a szkodzeniem. I to jest tak naprawdę ciężka sprawa. Ja jakieś rok temu nie reagowałem na żadne reakcje ze strony organizmu.

Przez 3 miesiące pękała i bolała mnie skóra na prawej pachwinie i przeszło, potem zaczęło się na lewej pachwinie i też trwało przez 3 miesiące. Jak z tym nie walczyłem to problem już nigdy nie powrócił, a jak z tym walczyłem to problem powracał co jakiś czas. Jakbym to pokazał  lekarzowi to by mi wytoczył całą serie maści i problem zostałby zamaskowany, a organizm jeszcze bardziej upośledzony.

Potem grypa i 2 miesięczny kaszel. Nic z nim nie robiłem, odpluwałem pełno syfu i czekałem aż ustąpi. Gdybym zaczął kombinować z lekami to bym miał powikłanie, a że nic nie zrobiłem, to tylko się wyczyściłem.

Lekarze zawsze znają tylko stronę że człowiek ma problem i próbuje to wyleczyć lekarstwami a to powoduje jeszcze większą dewastacje w organizmie. Nie znają tego gdy oczyszczanie jest wykonywane bez zakłóceń bo dowiedzieliby się że końcowe efekty są całkiem inne od tych, które znają.

I jeszcze jedno co zauważyłem, że węglowodanami można sterować intensywnością infekcji bakteryjnej. Jeżeli w czasie choroby pijemy syropy, miód, soki to ma to wpływ na większy rozwój bakterii, a przez to na większe prawdopodobieństwo reakcji bakteryjnej, która może wywołać powikłanie. Testowałem to na sobie i przy każdej infekcji kiedy zwiększałem ilość glukozy miałem silniejsze reakcje niż jak nie używałem żadnych węglowodanów.

Można by z tego wywnioskować, że za część powikłań może odpowiadać wszystko to co zawiera węglowodany, czyli paradoksalnie również syropy na kaszel.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zbigniew Osiewała (Zibi) 21-02-2010, 14:37
Posiłki komponujesz dobrze. Łyżka ostropestu powinna wystarczyć w KB.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: olisha 21-02-2010, 17:28
O metodzie NIA dowiedziałam się w zeszłym roku, jeszcze zanim zaczęłam porządnie czytać to Forum, ale nie wyobrażam sobie zrobić takiej rany. Z jednej strony podziwiam, z drugiej patrzę z przestrachem...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 27-02-2010, 16:34
Już chyba kończy się Tobie kuracja sterydowa? Zauważyłam u siebie, że takie leczenie /w przeszłości/, jest jak plaster - zaklei, a potem wracają dolegliwości. U mnie oko było bardzo "przeleczone", już wzrastało niebezpiecznie ciśnienie w gałce /od sterydów/. Stan zapalny tego oka, również zaczerwienienie, trwało ok.pół roku; okazało się, że jest to objaw dodatkowy przy zapaleniu jelit, czyli leczenie oka było niepotrzebne.
Tak to jest, kiedy medycyna podzieli człowieka na kawałki, na specjalistów.

Od czasu moich poszukiwań zdrowia, gdy trafiłam na "Biosłone", staram się by nie doszło już do takiej ciężkiej sytuacji z moim zdrowiem. Korzystam z rad, czytam forum i jakoś jest, raz lepiej, raz boleśnie, ale zawsze z nadzieją na lepsze.
Korzystam z doświadczeń innych osób i tak się nie boję, jeżeli dzieje się coś, co też przydarzało się innym.

Rozumiem Ciebie, że przestraszyłaś się, że ciężko czasem dostrzec, gdzie jest granica.
Dlatego nie przejmuj się - zrobiłaś jak czułaś i uważałaś.

Dawaj znać w dalszym ciągu, co u Ciebie się zmienia. Są to bardzo cenne uwagi.
Szczególnie, że jesteś PREKURSORKĄ - w stosowaniu Metody NIA.
Wspieram Ciebie i cenię.  :heart:


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: tomurbanowicz 08-03-2010, 14:20
No... Moje gratulacje za odwagę. Z wielką uwagą będę śledził ten wątek.

Widać, że nie tylko Pan:
http://blogdebart.pl/2010/03/07/warzywko-w-lydzi/


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Slawekgo 08-03-2010, 14:39
No... Moje gratulacje za odwagę. Z wielką uwagą będę śledził ten wątek.

Widać, że nie tylko Pan:
http://blogdebart.pl/2010/03/07/warzywko-w-lydzi/
Tak specjalista od wyśmiewania i tutaj znalazł pole do popisu.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Stańczyk 08-03-2010, 14:40
Tak specjalista od wyśmiewania i tutaj znalazł pole do popisu.
Ten Kuzia to skończony kretyn.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 08-03-2010, 14:53
Tak specjalista od wyśmiewania i tutaj znalazł pole do popisu.
Ten Kuzia to skończony kretyn.
Widać spadł popyt na papier toaletowy...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Basiula 08-03-2010, 15:27
Dzisiaj 8 marca. Dzień "kobitek", ale i drugi miesiąc stosowania przeze mnie NIA. A co, mamy wolność?
Mamy. No to sobie zafundowałam NIA 8 stycznia tego roku. W niczym mi to już nie przeszkadza i często zapominam, że mam cieciorkę za sublokatora  :mrgreen: .
Ponieważ ostatnio często wyjeżdżam, w skład mojego bagażu wchodzi zestaw podróżny NIA. W plastikowym pudełeczku z przykrywką mam małą 30 ml buteleczkę ze spirytusem, kilkanaście ziaren ciecierzycy, kilka płatków kosmetycznych, cienki plaster papierowy, kilka małych kawałków kapusty, kilka opatrunków z dziurką z ręcznika papierowego i nożyczki.
To wszystko.
Mam duszę eksperymentatora i nic na to nie poradzę.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 09-03-2010, 00:38
Witaj Basiula na pokładzie  :clap:

Kilka dni temu odstawiłam sterydy doustne, krople sterydowe do oka jeszcze zażywam. Poprawa jest niewielka- dalej: widzenie za mgłą, światłowstręt, ból oka i dyskomfort jakby ciała obcego. Schodzę już z kropli, ale nie wiem, czy nie za szybko. Jak zabrnęłam tak daleko, to powinnam to ciągnąć do końca.
Znowu zaczęło się krwawienie z nosa i tworzenie się niesamowitych strupów, a po 2 tygodniach stosowaniu maści było już tak dobrze... (miałam stosować miesiąc).

Przez cały okres stosowania sterydów, z cieciorkowej ranki sączyła się ropa z krwią ( z wyłączeniem pierwszych pięciu dni, kiedy brałam antybiotyk- mało wydzieliny i zasychanie, gojenie ranki), zapach typowo "lekowy" Ostatnie dni wycieka bardzo dużo krwi. Odparzenia wokół ranki zataczają coraz większy krąg, zaczyna wyglądać to bardzo nieciekawie.
Często czuję drżenie całego ciała i ostre bicie serca, chyba narobiłam w swoim organizmie sporo bałaganu...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: irex 09-03-2010, 05:59
Marlenko, oto forum poświęcone NIA: http://free4web.pl/3/1,165699,420428,Threads.html


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: scorupion 09-03-2010, 08:51
Cytat
Marlenko, oto forum poświęcone NIA: http://free4web.pl/3/1,165699,420428,Threads.html
Przejrzałem to forum oraz przy okazji kilka innych dotyczących między innymi terapii Gersona, Diety Optymalnej,  dr Budwig itp. Jakie wnioski? To wszystko przypomina  błądzenie dziecka we mgle w przeciwieństwie do teorii Mistrza, która jest elegancka, prosta i logiczna. Oby jej skutecznośc była na podobnym poziomie.

Cytat
Ten Kuzia to skończony kretyn.
Z pewnością, a przy tym może i psychopata.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lucy 09-03-2010, 10:47
Marlenko, zwracam się bezpośrednio do Ciebie.
Od dłuższego czasu mam ciągłe kłopoty z oczami. Widocznie oczyszczanie odbywa się u mnie poprzez oczy, mimo już długiego stażu w stosowaniu MO. Poszłam na kontrolne badanie do okulisty w celu sprawdzenia wzroku i ustalenia mocy okularów. Wspomniałam o kłopotach z oczami typu: łzawienie, pieczenie, czasem po nocy ropna wydzielina. Oczywiście pan dr (dr przed nazwiskiem nie zawsze oznacza durnia), zaaplikował mi natychmiast krople ze sterydami. Oczywiście ich nie wykupiłam. Natomiast znajoma od hodowli żyworódki, podpowiedziała mi, abym z kawałka liścia tej rośliny wycisnęła sok i po 1 kropli wpuściła do oka. Tak zrobiłam. Po 3 dniach nastąpiła radykalna poprawa. Dalej mój organizm niech sobie radzi sam.
Na odparzenia przy rance proponuję maść BALSOLAN. Zawiera ona balsam peruwiański, który ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 10-03-2010, 01:19
Marlenko - to drżenie ciała; a kiedy ostatni raz pojadłaś Slow-Mag?
Ja to doświadczyłam na sobie - spróbowałam, jedno opakowanie, jeszcze drżałam, więc drugie opakowanie. Pisałam o tym na forum, więc Mistrz mi doradził wówczas, abym jeszcze zjadła trzecie opakowanie.
Teraz jak odczuwam drżenie po ok 3-6 miesięcy - zjadam wówczas jedno opakowanie i jest dobrze.
Różnie to jest - czasem nie wiemy co i od czego. :)


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Slawekgo 10-03-2010, 10:11
Cytat
Różnie to jest - czasem nie wiemy co i od czego.
Magnez jest intensywnie zużywany podczas detoksykacji organizmu. Podczas procesu oczyszczania mogą pojawiać się okresowe jego niedobory. Trzeba go wtedy uzupełniać, bo to mniejsze zło niż funkcjonowanie organizmu przy niedostatecznej jego podaży. Magnez ma duży wpływ na poprawną pracę układu krążenia. W skrajnych przypadkach niedoboru może dojść do niebezpiecznych incydentów z sercem. Nie warto więc ryzykować.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 28-03-2010, 00:32
Dziewczyny, jak tam Wasze cieciorki ? ;)


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 29-03-2010, 21:23
Po kuracji sterydowej leje się z ranki bardzo śmierdząca wydzielina z krwią, jest tego dość dużo, każdy opatrunek przecieka. Noga zaczyna wyglądać bardzo nieciekawie, jest spuchnięta, odparzenie zwiększa się, bardzo swędzi. Czasami ranka bardzo boli (zdarzało się to jedynie na początku kuracji). Myślałam, żeby eksperyment pociągnąć do lata, ale obawiam się, że chyba nie dam rady. Z drugiej jednak strony, przerywać teraz, gdy leje się takie świństwo to głupota. Zrobienie drugiej ranki na prawej nodze wydaje się w tym okresie bezsensowne (cieplej, szybsze odparzenia). Myślałam, że mogłabym wrócić do kuracji na jesień, na razie jeszcze poobserwuję.

Do oka podaję jeszcze po jednej kropli sterydu, nie jest jeszcze dobrze, stosuję też inne polecane przez Was środki, łącznie z żyworódką- wiem, brzmi to idiotycznie, steryd i natura, ale w tak zaawansowanym zapaleniu chyba nie miałam innego wyjścia. Dwa razy już straciłam zupełnie wzrok, boję się ryzykować. Zdaję sobie doskonale sprawę, że to nie jest dobra droga, że będę musiała odpokutować, muszę bardziej skupić się na profilaktyce chorób oczu, tyle czasu już miałam spokój...

Stawy- stopy zdecydowanie lepiej, jeszcze trochę brakuje do ideału. Palce dłoni nieraz pobolewają, ale coraz rzadziej. Zaczęły trochę dokuczać nadgarstki, czasami trudno utrzymać garnek, czy patelnię.

Po analizie swojego stanu zaczęłam przyjmować magnez, zużywam  drugie opakowanie. Poza cuchnącą biegunką nie zauważyłam jeszcze żadnych efektów, no może serce trochę się uspokoiło.

Jeśli chodzi o gluten, to staram się być konsekwentna, jednak w dzisiejszych czasach niczego nie można być pewnym na 100%. W tej kuracji towarzyszą mi córka Karolina i syn Kuba. Na zjeździe Mistrz zaproponował im na trądzik rezygnację z glutenu. Widzimy zdecydowaną poprawę. Ja natomiast pozbyłam się gazów. Nie wiem jakie inne lektyny mogłyby być odpowiedzialne za mój stan.

To, że moje problemy z oczami mają podłoże autoimmunologiczne to wiem, tak samo zresztą jak Hashomoto, zapalenie jelita grubego, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Zdaję sobie sprawę, że mój układ odpornościowy nie pracuje jak należy, ciągle coś go ogłupia, a sterydy jeszcze w tym pomagają.

Co do forum NIA, na którym jestem zalogowana i kiedyś dość często je odwiedzałam, to obecnie mam bardzo dużo obowiązków, a tym samym mało czasu, więc jeżeli go trochę znajdę, to zdecydowanie wolę go spożytkować na rozmowy o zdrowiu, niż o chorobie. Tyle.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Basiula 30-03-2010, 18:46
Co do mojej cieciorki to nie mam takich sensacji jak Marlenka. Ból (tzw. rwanie) było na początku. W nocy układałam wygodnie nogę, aby jej nie urażać. Po około 2 tygodniach było trochę problemu, bo organizm koniecznie chciał zagoić rankę. Cieciorka przywierała i wyjmowanie na siłę bolało. Ale jak się powiedziało  A...  :mrgreen:
Wydzieliny nie było zbyt dużo. Skóra wokół ranki była i jest w dobrym stanie. Stwardnienie wokoło  ranki obecnie jakby mniejsze. Wącham wydzielinę na opatrunki do celów porównawczych. Od jakiegoś czasu stała się "przyjemniejsza".
Bywają krótkie okresy większego wypływu. Na przykład ostatnie trzy dni był duży, jak na mnie, krwawy wypływ z ranki, ale widzę, że dzisiaj wieczorem sytuacja wróciła do normy.
Widzę, jak pracuje układ limfatyczny, ponieważ noga z cieciorką ma nieznaczną opuchliznę w okolicach kostki, a i nad kostką jest ciut (ale jednak) grubsza.

Poza tym jest już prawie komfortowo. Zapominam, że mam na nodze cieciorkę.
Mam zamiar ją mieć bardzo długo. Jak już sobie zrobiłam dziurę w nodze to niechże będzie z tego solidny pożytek.

Basiula, za dużo niepotrzebnych spacji, za mało przecinków. No i ta stylistyka...  ;) Przeczytaj i popraw post przed wysłaniem, ładniej będzie to wyglądać i łatwiej będzie przeczytać. // Olisha
Basiula, zanim wyślesz, przyjrzyj się swemu postowi czy nie brakuje w nim słów, i czy nie ma błędów. Unikaj skrótów. //Grażyna
O, widzę, że poprawiałyśmy równocześnie.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 25-04-2010, 01:24
Jestem tutaj nowy, od kilku lat odżywiam się niskowęglowodanowo, a po lekturach Pana Słoneckiego, od marca piję Miksturę oczyszczającą.
Zabieg NIA, Ashkara rozpocząłem w połowie października, wiec już minął szósty miesiąc, na początku pojawiła się też opuchlizna, ale po trzech tygodniach ustąpiła, obecnie z rany wydobywa się limfa o zabarwieniu lekko żółtawym, zamierzam "opaskę" nosić do czerwca, a później zrobię test Volla.
Dużą szkodą jest że do tej metody dobierają się zarobkowicze i próbują na tym zrobić kasę, przez co może ucierpieć sama metoda NIA.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: K'lara 25-04-2010, 16:42
Doktor Ashkar w Polsce, w maju 2010!

http://www.lekarstwonaraka.com.pl/Nowosci.htm


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 25-04-2010, 22:38
Odparzenia wokół ranki zataczają coraz większy krąg, zaczyna wyglądać to bardzo nieciekawie.
Odparzenie wynika z ucisku opatrunku na skórę, która jest wilgotna, od limfy i ropy, powoduje to uszkodzenia naskórka, co za tym idzie pojawienie się pokarmu dla bakterii w postaci martwych uszkodzonych komórek.
Bakterie zaczynają się odżywiać i produkuje toksyny, które niszczą inne zdrowe komórki, które znowu stają się pożywką dla bakterii, i tak zatacza się większy krąg wokół ranki.
Spróbuj, przemywać wokół ranki (ale nie samą rankę) sokiem z aloesu, powinno pomóc.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zosia_ 29-04-2010, 22:33
Macie już jakieś wnioski z doświadczeń cieciorkowych ?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 03-05-2010, 18:14
Pół roku z cieciorką

Pomimo problemów z bólem i wyglądem nogi z cieciorką, dalej ciągnę kurację. Noga nad kostką do kolana dalej puchnie, odparzenie też się utrzymuje, nic na nie nie pomaga (łącznie z alocitem). Z ranki wciąż leje się cuchnąca wydzielina, ostatnio znów w ogromnej ilości. Ból ustąpił.

Po pół roku mogę zdecydowanie stwierdzić, że metoda NIA działa na stawy. Ustąpił ból i opuchlizna stóp. Mogę już normalnie chodzić, czasami nawet w butach na obcasach. Czasami doskwiera jeszcze jeden palec dłoni i trochę nadgarstki.
14 maja wybieram się na konsultacje z Ashkarem (koło Kalisza).

Jednak sprawy związane z okiem przybrały bardzo niepokojące rozmiary. Po częściowym ustąpieniu zapalenia tęczówki, zaczęło się kolejne zapalenie w kąciku oka, które po pewnym czasie znowu przeszło w zapalenie tęczówki. W tej chwili widzenie jest bardzo ograniczone, za mgłą. Nastąpiło zmętnienie soczewki, którego w żaden sposób nie można zlikwidować. Jedyną nadzieję w chwili obecnej okulistka upatruje w podaniu kropli z jodem. Do tego musi się odnieść endokrynolog (wizyta w czwartek). W tej kwestii nie jestem dobrej myśli, ponieważ już kilka lat temu taka sugestia została odrzucona. Okulistka twierdzi, że bez jodu nastąpi całkowite zmętnienie soczewki i niezbędne będzie jej usunięcie i wstawienie sztucznej. Tego typu zabieg, w tak trudnej sytuacji jak moja- dużo grubych zrostów, wykonuje tylko dwóch specjalistów w Polsce. Podobno powinnam już ustawić się w kolejce. Jestem przerażona. Nie wiem co robić. Zastanawiam się czy jest jakaś nadzieja w mojej sytuacji. Operacja to ostateczność.

Wizyta u endokrynologa i wyniki badań hormonów dadzą mi też obraz funkcjonowania tarczycy, bo coś mi mówi, że nie pracuje jak należy, ponieważ często mam uczucie zimna.

Poza problemem z okiem czuję się dość dobrze. Przeprowadziłam kurację magnezową, nieprzerwanie piję MO i koktajle, wyeliminowałam gluten z pożywienia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 04-05-2010, 13:32
Marlenko, może to jest oczyszczanie przez oko - jakkolwiek to brzmi?
Przeszłam w życiu taki przypadek z moim ojcem. Miał raka żołądka, medycyna spisała Go na straty, więc (ponieważ nic nie mogło już jemu zaszkodzić) zastosowałam u Niego picie nalewki propolisowej, czyli propolis na spirytusie. Tu chodzi o działanie krzemu zawartego w propolisie. Po pewnym czasie, może miesiącu, zaczął się kryzys, czyli smoliste stolce, a oczy zaszły jemu bielmem. Leżał w łóżku, mało mówił, ale wyraźnie mieszał dzień i noc, czyli nie widział.
To tak trwało tydzień, może dwa. Potem zaczął zdrowieć, wrócił Jemu wzrok, zaczął pić i jeść, wstał, zaczął się ubierać i wychodzić z domu na podwórze.
Opisuję to dlatego, że tak groźny stan w oczach się cofnął, że to było możliwe. Spowodował to sam organizm.
Ja tylko opisuję to zdarzenie, nie odważyłabym się nic Ci radzić. Może Lacky? Może z Twojego oka chcą wyjść sterydy? Może Mistrz pomoże?



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: K'lara 04-05-2010, 14:21
Tu chodzi o działanie krzemu zawartego w propolisie.
Gdyby chodziło o krzem, to może odwar ze skrzypu:

"Skład chemiczny.
Ściany komórkowe skrzypów są przesycone krzemionką – ok. 5-6%, rzadko 10%, która rozpuszcza się w wodzie i w alkoholu, czyli przechodzi  do rozpuszczalnika i  jest przy przyswajalna dla naszego organizmu. Skrzypy ponadto zawierają flawonoidy - galuteolinę,   ekwizetrynę, luteolinę,  kwercetynę, izokwercytrynę, kemferol i apigeninę;  saponiny ok. 3-5% (ekwizetoninę), indanonowce,  kw. akonitynowy, kw.  szczawiowy, kw.  jabłkowy,  karotenoidy,   alkaloidy (nikotynę, trójmetoksypirydynę, palustrynę, palustrycynę), tiaminazynę czyli antyaneurynę,   kw.  kawowy, garbniki i in.

Działanie.
Wyciągi ze skrzypów działają moczopędnie, przeciwobrzękowo, odtruwająco,  przeciwkamiczo  (zapobiegają powstawaniu kamicy moczowej),  przeciwmiażdżycowo,  przeciwrakowo,   lekko żółciopędnie; uszczelniają i wzmacniają naczynia krwionośne, stabilizują błony komórkowe   (wpływ przeciwwysiękowy), regulują przemianę materii, utrzymują prawidłową elastyczność skóry i błon śluzowych, a przez to zapobiegają powstawaniu zmarszczek, zwiększają krzepliwość krwi,  ułatwiają organizmowi przyswojenie wapnia; likwidują drobne krwawienia,  wzbogacają organizm w niezbędną krzemionkę,  jony K  (potas)  i Mg (magnez).

Wskazania.
Skąpomocz, obrzęki, gruźlica, choroby pęcherza moczowego, dróg moczowych i nerek  (stany zapalne,   krwawienia,   kamica),   skaza dnawa (artretyzm),   trądziki,   żylaki,  łuszczyca,  rany,  pryszcze,   łojotok,   reumatyzm, krwotoki  z nosa (+ liść kasztanowca),  nadmierne krwawienia menstruacyjne, ciąża, laktacja, podeszły wiek, profilaktyka, kaszel, zaburzenia przemiany materii, wszelkie choroby zakaźne, nieżyt jelit i żołądka, choroby wątroby, hemoroidy, kuracja  odmładzająca, złamanie kości (fractura), zapalenie okostnej,  wybroczyny na siatkówce,  pękanie naczyń krwionośnych, teleangiektazje, rany, oparzenia, opryszczki,  upławy, zapalenie przydatków, choroby błon śluzowych, stany zapalne spojówek i gałki  ocznej, nadciśnienie,  choroby uszu,   krwawiączka,  choroby paznokci  i włosów, schorzenia dziąseł  (krwawienia, stany zapalne), zatrucia.

Przeciwwskazania.
Brak lub niedobór wit. B1, rwa kulszowa, postrzał, zapalenie korzonków nerwowych,  bradykardia, rzucawka ciążowa, mięśniobóle,  przykurcze mięśni.

Uwaga !!! Osoby pijące przetwory ze skrzypu powinny jednocześnie zażywać wit.  B1 - 1 razy dz. po 1 tabl. 25 na 2 h przed wypiciem preparatu skrzypowego.

 
Napar: 2 łyżki ziela zalać 1-2 szkl. wody wrzącej; parzyć pod przykryciem 30 minut; przecedzić. Pić 4 razy dz. po 100-150 ml lub 2 razy dz. po 200 ml; niemowlęta ważące 3-4 kg - 1 łyżeczka,   3-6 kg - 2 łyżeczki, 7-8 kg - 3 łyżeczki płynu 3-4 razy dz.;  dzieci ważące 9-10 kg - 2 łyżki, 15-20 kg - 40 ml,  25-30 kg - 50 ml,  35-40 kg - 75 ml,  45-50 kg - 85-90 ml, 3-4 razy dz.

 
Odwar: 2 łyżki ziela zalać 2 szkl. wody; gotować 10 minut; uzupełnić brakującą Ilość wody; przecedzić. Pić jak napar.

 Nalewka skrzypowa  (skrzypówka)  - Tinctura Equiseti:   1  szkl.  suchego ziela zalać  500 ml wódki lub spirytusu; wytrawiać 14 dni; przefiltrować.  Zażywać 3 razy dz. po 1-2 łyżeczki lub 2 razy dz. po 1  łyżce w 50 ml wody. Nalewka nie zawiera krzemionki.

 
Intrakt skrzypowy - Intractum Equiseti; pół szkl. świeżego zmielonego ziela zalać 300 ml alkoholu 40-70% o temp. wrzenia;  wytrawiać 10 dni; przefiltrować. Zażywać jak nalewkę.

W przypadku chorób skórnych, ocznych i błon śluzowych stosować przemywanie odwarem lub nalewką, okłady, pędzlowanie i płukanki. Zawiera krzemionkę. Cenny w leczeniu trądziku różowatego, sterydowego i dermatozy okołoustnej."

Na pewno myślałaś też, Marlenko, o konsultacji oka u dr Ashkara.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Patronix 04-05-2010, 15:41
Jak długo (ile cykli) trwała kuracja Slow-Magiem? Czy podczas stosowania preparatu czułaś mniejsze zimno?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: KaZof 04-05-2010, 16:15
Marlenko - może to jest oczyszczanie przez oko - jakkolwiek to brzmi?
[...]
Może z Twojego oka chcą wyjść sterydy?
Może Mistrz pomoże?
Marlenko, czy dużo łzawisz, czy ropieją Ci oczy? - to oznaczałoby właśnie oczyszczanie.
Powracasz/stosujesz ssanie oleju?

"[...] Aby połączyć mózg z unerwianymi strukturami, nerwy czaszkowe muszą przejść przez specjalne otwory w kościach czaszki. W normalnych warunkach nie ma to wpływu na ich funkcjonowanie, ale nagromadzenia wokół otworów czaszkowych toksycznych złogów może wpłynąć na upośledzenie przewodzenia nerwów wywołując poważne powikłania, takie jak:

zaburzenia zmysłów: smaku, węchu, wzroku, równowagi [...]" cyt. "a. Nerwy czaszkowe.
http://www.bioslone.pl/przyczyna-chorob/magazynowanie-toksyn

Jeżeli jednak oczy są suche, to może:
"[...]Chroniczny niedobór witaminy A prowadzi do owrzodzenia oraz zniekształcenia rogówki oka i ślepoty. Wstępne objawy tej choroby, zwanej kseroftalmią, to wysychanie, zgrubienie oraz zmarszczenie spojówki – błony pokrywającej oko. Jeżeli podaż witaminy A nie wzrasta, to stan pogarsza się – na oku pojawiają się stwardniałe obszary (plamki Biota), wywołujące wrażenie widzenia przez mgłę. Dalszym następstwem kseroftalmii jest zakażenie tęczówki oka, w wyniku czego powstaje blizna powodująca ślepotę.

Dobrym źródłem witaminy A są produkty pochodzenia zwierzęcego: wołowa i wieprzowa wątroba, mięso, śmietana, masło, tłuste sery dojrzewające, żółtka jaj, niektóre tłuste ryby i tran.

Dobrym źródłem beta-karotenu są: marchew, dynia, szpinak, sałata, zielony groszek, szczypior, koper, pietruszka, pomidory, jarmuż, fasolka szparagowa, morele, wiśnie, śliwki, pomarańcze.[...]".
http://www.bioslone.pl/odzywianie/podstawy-wiedzy/substancje-odzywcze/witaminy

Jeśli dostarczasz organizmowi na bieżąco powyższych produktów - źródeł witaminy A, to może nadal masz kłopoty z jej wchłonięciem i nad tym problemem należałoby "pogłówkować" - co i jak się dzieje, że wchłanianie witamin ciągle jest zablokowane? ... np.: mało wartościowego "żywego" błonnika; czy regularne wspomagasz wątrobę ostropestem; niestety leki, sterydy? Witamina A jest rozpuszczalna w tłuszczach - to może źle je przetwarza Twój organizm? Czy masz popękane naczynka w oczach?
... Od nieradzącej sobie z utylizowaniem nadmiaru toksyn wątroby - która wypuszcza połowicznie rozłożone substancje, m.in. nierozłożone należycie tłuszcze, kolejne toksyny - zaczyna się "zaklęte koło" nieodwracalnych dla organizmu następstw toksemii ... Zakładam oczywiście, że dzięki MO Twoje jelita są wygojone - na tyle, ile było to możliwe u Ciebie do tej pory ...



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 04-05-2010, 23:41
Dziękuję serdecznie za rady, spróbuję się do nich odnieść.

Napar ze skrzypu piłam dość długi okres czasu i nie widziałam po nim specjalnej poprawy jeżeli chodzi o oczy.
Jadam bardzo dużo produktów zawierających wit. A i beta-karoten, wspomagam się ostropestem w koktajlu. Też wydaje mi się, że na chwilę obecną wchłanianie powinno być niezłe, jelita pracują bez zarzutów.
Oczy nie ropieją, są bardzo suche, naczynka nie pękają.
Olej ssałam, ale niezbyt regularnie, może powinnam do tego wrócić.
Oczy zakraplałam alocitem (przez nos) dość długo, regularnie.
Kuracja Slow-Magiem- zużyłam 2 opakowania wg zaleceń Mistrza, uczucie zimna bez zmian, w trakcie i po kuracji.

Właśnie przed chwilą wróciłam z Kliniki Okulistycznej. Moja okulistka po dzisiejszej wizycie załamała ręce i wysłała mnie do szpitala. Mój przypadek jest im tam dobrze znany. Podali mi zastrzyk i stwierdzili, że nie zrobią nic więcej, bo  ten stan będzie ciągle nawracać. Kazali mi w końcu wziąć się za siebie, porobić wszystkie badania, poszukać źródła stanu zapalnego w organizmie i zacząć się porządnie leczyć. Stwierdzili, że w ogóle nie dbam o swoje zdrowie, stosuję jakieś półśrodki, odmawiam przyjmowania sterydów, które w mojej sytuacji to konieczność. Tak opornej pacjentki to podobno nie mieli.
Miłe zakończenie dnia, prawda?



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Andrzejkowy 18-05-2010, 21:33
Kazali mi w końcu wziąć się za siebie, porobić wszystkie badania, poszukać źródła stanu zapalnego w organizmie i zacząć się porządnie leczyć.
Jest w tym dużo racji. Autor metody NIA najpierw poddał się operacji /bodajże trzustki/ a dopiero po niej zaczął się oczyszczać poprzez ranę.
Warto przemyśleć czy w okresie tak drastycznych objawów oczyszczania nie przerwać na jakiś czas MO lub zmienić aloes na citrosept lub odwrotnie.
U mnie przy zażywaniu alocitu z citroseptu nastąpiła bardzo ostra reakcja Herxhemera ze strony układu oddechowego. Zażywanie w tym okresie MO łagodziło silny ból gardła i bardzo ostry kaszel, ale po paru godzinach wszystko się nasilało. Przerwałem zażywanie  któregoś ranka bo wszystko widziałem jak przez gęstą mglę.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 24-05-2010, 20:37
Niestety z przyczyn rodzinnych do wizyty u Ashkara nie doszło.

Jestem już po wizycie u endokrynologa. Wyniki mam niezłe, jednak na krople z jodem do oka nie zgodził się, twierdzi, że istnieje zbyt duże ryzyko zachwiania pracy tarczycy  :(. Wygląd tarczycy na USG bardzo go zaskoczył, co chwilę biegał do komputera i sprawdzał swoje zapiski z poprzednich wizyt. Na pytanie, czy jest gorzej, odpowiedział, że nie, ale tarczyca zmieniła swój kształt. Pierwszy raz  nie zaproponował biopsji (której i tak nie dałabym sobie zrobić), to chyba też dobrze świadczy o guzkach, o których sam podczas USG nawet nie wspomniał, dopiero zapytany, odpowiedział, że jest w porządku. Myślę, MO "maczało w tym palce"  :)

Od trzech tygodni stosuję zmodyfikowane NIA, tzn. okładam ranę wielkim liściem kapusty. Teraz to się dopiero leje, zmieniam opatrunek 4,5 razy dziennie i cały czas przecieka. Noga spuchła do niewyobrażalnych rozmiarów, ale mam nadzieję, że to przyspieszy oczyszczanie. Odparzenie jak było tak jest, tworzą się małe krwawiące ranki, swędzi niemiłosiernie. Spróbuję zastosować jeszcze sok z aloesu.

Oko zaczęłam płukać i zakraplać nos wodą propolisową. Stosuję też koktajl błonnikowy z dodatkiem luteiny, oliwy i suszonych śliwek.

Dalej widzenie za mgłą, oko lekko pobolewa. Nie stosuję już żadnych kropli.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 03-06-2010, 08:29
Po siedmiu miesiącach stosowania, skończyłam kurację metodą NIA.

Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że pewnie miała ona wpływ na poprawienie stanu stawów stopy.
Teraz jednak muszę uporać się ze stanem nogi- spuchnięta i ogniście czerwona, odparzona skóra.
Stosuję srebro koloidalne, sok z aloesu, maść z wit. A. Na razie bez efektów  :(
Ranka goi się błyskawicznie.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: scorupion 03-06-2010, 10:10
Czyli z twojego doświadczenia wynika, że tą metodą można zrobić sobie więcej kłopotu niż pożytku?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 03-06-2010, 11:25
Na to pytanie odpowiem za jakiś czas.
Na dzisiaj cieszy mnie jednak to, że mogę normalnie chodzić. Przed stosowaniem NIA (ponad rok) stopy puchły, bolały, palce wykrzywiały się, miałam ogromne problemy z chodzeniem. Obecnie nawet palce wyglądają lepiej. Zobaczymy, czy poprawa będzie na dłużej (mam nadzieję).


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 03-06-2010, 15:23
Po siedmiu miesiącach stosowania, skończyłam kurację metodą NIA.
A z rany wydobywała się już czysta limfa?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: scorupion 03-06-2010, 15:43
Mnie zadziwia ilośc ropy wydostająca się z  podczas  kuracji. Czyżby tyle było komórek do skasowania i przerobienia na ropę? Jeśli tak  to w przypadku stosowania MO nasz organizm czeka tytaniczna praca.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Zbigniew Osiewała (Zibi) 03-06-2010, 17:09
Mnie zadziwia ilośc ropy wydostająca się z  podczas  kuracji. Czyżby tyle było komórek do skasowania i przerobienia na ropę? Jeśli tak  to w przypadku stosowania MO nasz organizm czeka tytaniczna praca.
W skład ropy nie wchodzą tylko zdefektowane komórki tkanek: - http://pl.wikipedia.org/wiki/Ropa_%28medycyna%29 To tylko tak dla przypomnienia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 03-06-2010, 17:25
Cytat
A z rany wydobywała się już czysta limfa?
Niestety, nie. Byłam zmuszona zamknąć ranę ze względu na stan nogi. Zresztą, zamierzałam skończyć kurację przed latem, bo widziałam jak moja skóra szybko ulega odparzeniom i nie wyobrażałam sobie ciągnąć to podczas upałów. Resztę zostawiam swojemu organizmowi z pomocą MO.

Myślę, że dopiero za jakiś czas będę mogła obiektywnie ocenić, czy metoda była skuteczna w moim przypadku. Stosowałam ją głównie na problemy ze stawami, dziś jest w miarę w porządku, ale co dalej, zobaczymy...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 03-06-2010, 17:34
Ropa to pozytywny sygnał przy NIA, tak samo brudna limfa, organizm po prosty wyrzuca syf, toksyny i zdefektowane komórki.
U Marlenki, to najlepiej było widać w postaci brudnej wydzieliny, dzięki czemu polepszył się stan nóg, jeśli była już czysta limfa ( o zabarwieniu lekko żółtawym), to należy odczekać gdzieś z 3 tygodnie dla upewnienia, natomiast jeśli wydzielała się jeszcze brudna wydzielina i zostało to przerwane, to niezbyt dobrze, gdyż proces oczyszczania został przerwany.
Jeśli będą jeszcze jakieś bóle, zawsze można wrócić.
Ashkar wielokrotnie na wykładach podkreśla, że mogą wystąpić bóle, opuchlizny, różne obrzęki.
Proces oczyszczania w przypadku NIA trwa od 6 miesięcy do nawet dwóch lat, wszystko zależy od danego przypadku.
Na forum NIA, wypowiada się pewien starszy pan, który ma raka z przerzutami do kości, metode NIA sotosuje 7 miesiąc.
W marcu 2010 zrobił badanie kości metodą scyntygrafi.
Wynik bardzo pocieszający, wyraźnie widać uspokojenie rozprzestrzeniania się nowych ognisk rakowych.
Pisze że w jego przypadku ból jest tak duży że musiał nawiązać kontakt z poradnią przeciwbólową. Na szczęśćie spotkał się ze strony lekarzy z pełnym zrozumieniem, zastosowano mocne środki p/bólowe łącznie z morfiną.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: scorupion 03-06-2010, 18:48
Cytat
W skład ropy nie wchodzą tylko zdefektowane komórki tkanek: - http://pl.wikipedia.org/wiki/Ropa_%28medycyna%29 To tylko tak dla przypomnienia.

Ok, a czy to zmienia potrzebę wyrzucenia na zewnątrz?
 Jeśli przy metodzie NIA ropa leje się tygodniami żeby oczyścić organizm to chyba  mniej wiecej taka sama ilośc powinna być wydalona podczas picia MO. Tam wyłazi z pomocą człowieka, tu organy wydalnicze muszą poradzić sobie same, czyli praca tytaniczna.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 03-06-2010, 19:12
Moja dieta:
śniadanie- jajka+warzywa+ (czasami trochę sera lub własnej wędliny)
kawa
obiad- zupa lub mięso z surówką
kolacja- zwykle koktajl bananowy, nieraz bigos, galareta z nóżek, jakaś sałatka.
Ostatnio mam coraz mniejszy apetyt, właściwie tylko rano jestem głodna.
Białka chyba w sam raz.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 09-06-2010, 22:35
U mnie już od jakiegoś czasu wylatuje czysta limfa i oczywiście mógłbym zabieg zakończyć, ale jeszcze postanowiłem zrobić jedną rzecz, od początku czerwca stosuję DETOX+, (od razu zacząłem od 6 tabletek na dobę), moje założenie jest takie: niech przez dwa miesiące jeszcze ten DETOX+, wyrzuci przez ranę te słabsze komórki, wtedy odczekam dwa tygodnie, i zakończe zabieg NIA.
Po całkowitym zakończeniu, napiszę, a właściwie opiszę, jak u mnie przebiegał całkowity proces oczyszczania NIA, być może komuś to się przyda.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Tarik 10-06-2010, 00:02
Trzymamy za słowo, Brajanie :thumbsup:.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 16-06-2010, 23:47
Mam nadzieję, że Brajana30 i Basiulę ominą takie problemy jak moje.

Otóż, na dzień dzisiejszy, trzy tygodnie po zakończeniu kuracji cieciorkowej, noga wygląda nadal nieciekawie. Wszystkie naturalne środki zawiodły, było coraz gorzej. Musiałam niestety przyjąć Augmentin (gronkowiec ropny) i smaruję maściami od dermatologa. Noga nadal mocno zaczerwieniona, jednak mniej spuchnięta. Cały czas sączy się wydzielina, tworzą się strupy i tak w kółko. Ranka po cieciorce twardo zastrupiona, lada dzień odpadnie.

Ze swoim problemem byłam u kilku lekarzy, każdy patrzył z przerażeniem i odsyłał do kolejnego specjalisty. W końcu dostałam skierowanie do szpitala, jednak nie wyraziłam zgody na pobyt, pozostałam w domu przy augmentinie.
Co ciekawe, wszyscy nabrali się na historię z upadkiem na szkło i nadwyrężeniem ścięgna, w związku z tym elastyczny bandaż i odparzenia.

Organizm już zaczął dziwnie reagować, miesiączka ciągnie się w nieskończoność, po kropelce. Nie wiem, czy kiedyś wyjdę z tego zaklętego kręgu...  :crybaby:


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Basiula 17-06-2010, 13:59
Oj masz Marlenko pod górkę. Trzymaj się dziewczyno.
Cieciorkię mam już 6-ty miesiąc.
U mnie stan rany jest bardzo dobry. Wydzieliny niewiele ( tak mi się wydaje ) Spore twardnienie  wokoło otworu jakie było na początku powoli ale się zmniejsza. Nie ma bólu, skóra wygląda zdrowo. Jedyne objawy to w bardzo nieznacznym stopniu szersza w kostce noga z cieciorką niż druga. Czasem zaswędzi. pocieram wtedy nogę przez bandaż a jak nie pomaga to zmieniam cieciorkę.

Idąc za radą znajomego postanowiłam zwiększyć ilość wydzieliny czyli zintensyfikować oczyszczanie
poprzez podjadanie pestek moreli( amigdalina). Zobaczymy jaki to przyniesie skutek.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 17-06-2010, 19:15
No, nie musiałam, tylko stosowałam już przed zamknięciem rany metody niemedyczne i było coraz gorzej. Noga wyglądała jakby gniła, smród niemiłosierny, opuchlizna wciąż rosła. Mąż już nie chciał ze mną rozmawiać. Zbyt długo to trwało.

Ciekawe, ilu z Was pozostawiłoby taki stan własnemu organizmowi?







Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Loret 17-06-2010, 23:21
Marlenko - maść propolisowa jest bardzo dobra na problemy z gronkowcem. Może warto by było spróbować. Życzę Ci powodzenia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: eljot 18-06-2010, 09:10
Może, Marlenko, polewanie zimną wodą metodą Kneippa pomoże. Ja raz tą metodą się ratowałem na stan zapalny w wyniku oczyszczania. :thumbsup:


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 21-06-2010, 08:00
Metoda NIA przynosi efekty, są zdjęcia contrastu jak guz nowotworowy się rozpada u osoby stosującej NIA:
http://free4web.pl/3/2,165699,420428,7993232,Thread.html


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 03-07-2010, 23:19
Właśnie zakończyłem zabieg metodą NIA, który stosowałem profilaktycznie, chcę tutaj opisać jak to u mnie przebiegało, podzielić się doświadczeniem, być może komuś to się również przyda.

PĘCHERZYK
Ze zrobieniem pęcherza, nie miałem żadnych problemów, przez pierwszy tydzień był lekki ból, ale dało to się przetrwać, bez żadnych środków przeciwbólowych.

OPUCHLIZNA
Po pierwszym tygodniu noga trochę opuchła, szczególnie w okolicy kostki, najwidoczniej dało się to zauważyć przy sznurowaniu butów. Na opuchliznę nie brałem żadnych leków, po prostu to przetrzymałem, wiadomo w okolicy ranki gromadzą się toksyny i martwe komórki, które organizm zamierza, usunąć na zewnątrz, ale ranka ma ograniczone możliwości i od razu wszystkiego nie usunie. W ciągu trzech kolejnych tygodni, opuchlizna stopniowo się zmniejszała i noga wróciła do naturalnych wymiarów.

WYGLĄD RANY I WYPŁYW Z RANY
Przed samym zabiegiem zrobiłem sobie badanie Volla, na obecność toksyn i praktycznie już po badaniu wiedziałem że mam bardzo mało toksyn w organiźmie. Nawet przeprowadzający badanie stwierdził, iż jest to jeden z lepszych wyników, jakie spotkał, a badaniem Volla zajmował się już kilka ładnych lat. W sumie to aż tak bardzo nie byłem zaskoczony, gdyż od kilku lat odżywiam się niskowęglowodanowo, co oczywiście wiąże się z maksymalnym ograniczeniem spożywania żywności przetworzonej, dodatkowo bardzo często biegam, a wiadomo wysiłek fizyczny też wiąże się z usuwaniem toksyn z organizmu.

Dużych wypływów, z rany to nie miałem, wypływało cały czas taką samą ilością, wpierw ropa z limfą, później już sama czysta limfa. Praktycznie po czterech miesiącach mogłem już zakończyć zabieg,(wypływała czysta limfa), ale przedłużyłem go zdecydowanie, do dziewięciu miesięcy, po prostu zdecydowałem że do pory letniej, będę to stosował.
Przez, ostatnie dwa miesiące zastosowałem DETOX+, który pobudza apoptozę, w efekcie zastosowania DETOXU+, zauważyłem zwiększony wypływ czystej limfy.

W czasie całego zabiegu, dokoła rany tworzyły się małe strupki, smarowanie spirytusem niewiele pomogło, ale poradziłem sobie z tym problemem. Odstawiłem spirytus, a zacząłem przemywać sokiem z aloesu, pomogło zdecydowanie, czasami robiłem okłady z nasączonych wacików sokiem dokoła rany, później kładłem „kanapkę” i owijałem bandażem.
Można robić „kanapkę” z trzech-czterech chusteczek, dlatego iż jedna chusteczka nie jest w stanie wchłonąć całej limfy i ropy, wówczas ta limfa i ropa, uszkadza skórę i robią się swędzące strupki, podobnie jak ktoś stosuje samą kapustę bez chusteczki lub otwór w chusteczce jest zbyt duży.

Gojenie rany przebiegało wręcz błyskawicznie, po usunięciu ciecierzycy, bezpośrednio na ranę położyłem mocno nasączony wacik sokiem z aloesu, na to liść kapusty, na to chusteczkę i bandaż. I tak robiłem przez kilka dni, rana zagoiła się błyskawicznie.

KONIEC ZABIEGU NIA I CO DALEJ...
Sam koniec zabiegu, nie oznacza że nie mamy dbać o zdrowie. Niektórzy podchodzą do tematu następująco: „zrobię sobie zabieg NIA i już nie muszę dbać o zdrowie”, wg. mnie to błędne myślenie.
Ja wiem że Ashkar, twierdzi iż do skumulowania toksyn w organiźmie potrzeba ok. dziesięciu lat, i niektórzy wyprowadzają prosty wniosek: „zabieg NIA chroni mnie przez dziesięć lat”, to również może być bardzo zgubne, przecież wiadomo jeżeli ktoś jest narażony szczególnie na toksyny np. pracuje przy nawozach, przy spalinach, czy innych środkach chemicznych, to raczej u niego kumulacja toksyn nastąpi szybciej.
Wiadomo że na toksyny jesteśmy narażeni codziennie i na to nie mamy większego wpływu, ale możemy na bieżąco oczyszczać organizm i chronić się przed toksynami. Raczej nie możemy a powinniśmy, jak to zrobić? Tutaj doskonale sprawdza się mikstura oczyszczająca Józefa Słoneckiego, jest sporo informacji o tym w necie, jak i na forum Biosłone.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 04-07-2010, 23:02
Wszelkie terapie u osób zdrowych mają łagodny przebieg i po tym można poznać dobry stan organizmu. Swoją drogą podziwiam, że Ci się chciało, skoro nic Ci nie jest. Temu, by dbać o zdrowie, póki ono jest, służą metody sformułowane przez Józefa Słoneckiego, nie potrzeba aż zadawania ran, tak myślę, ale wiem, że miałeś jakieś swoje powody
Moją filozofią jest:
"nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej", oraz
"nigdy nie można zamykać się na wiedzę, bo taka wiedza staje się religią"
Gdybym zamykał się na wiedzę, nie dotarłbym, do Biosłone i NIA.
Z pewnością każdy kto zrobi sobie zabieg NIA, zobaczy ile tam wszystkiego mu wyleci.

P.S. Literówkę w nazwie Biosłone, proszę poprawić, gdyż nie mogę tam już nic edytować.

Zobaczy - http://so.pwn.pl/lista.php?co=zobaczy - by z formami osobowymi piszemy razem. //Grażyna


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 12-07-2010, 21:54
To cieszy  Brajanie, że u Ciebie kuracja przebiegała bez sensacji, pewnie Twój organizm nie jest tak zapaskudzony jak mój.

Skóra nogi (cała wewnętrzna część łydki aż do kostki) dalej czerwona, jednak już nie swędzi i nie ma wycieków. Przemywam sokiem z aloesu i smaruję maścią z wyciągiem z krwi cieląt (Solcoseryl). Ranka zabliźniona. W tych upałach noszenie długich spodni doprowadza mnie do szaleństwa. Nie wiem jak to jeszcze długo potrwa...

Mętnienie soczewki w lewym oku jest już na takim etapie, że wyznaczono mi zabieg wymiany na sztuczną, na 9 lutego przyszłego roku. Prawe oko czeka to samo, po kilku miesiącach. Jestem przerażona. Wszystko idzie nie tak  :crybaby:


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Samcia 04-12-2010, 00:31
Marlenko, to już pół roku od zaprzestania Twojej kuracji Nia. Jak to teraz u Ciebie wygląda? Wiem, że było parę osiągnięć, ale też parę strat. Szczerze mówiąc, ja nie miałabym tyle determinacji by to tak długo ciągnąć. Ale rozumiem Twoje samozaparcie, bo przecież wciąż wyglądało że zabieg jest potrzebny.
Jak tam stan Twoich oczu? Czy operacja ich jest konieczna?

Pamiętam, że z plusów od razu wymieniłaś : ustąpienie bólu pleców. Pokazywałaś mi nogi w Rochnie. Nie było już źle, ale nie pamiętam jak tam z Twoimi żylakami? Czy je masz? A może pajączki?

I tu pytanie do Was Wszystkich, czy u kogoś z Was nastąpiła ewentualna poprawa ich stanu? 


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 07-12-2010, 17:37
Problemy związane ze stawami stóp ustąpiły, jest prawie dobrze. Jednak od lata systematycznie pogarsza się stan trzech palców stawów prawej dłoni. Są spuchnięte, sztywne i bardzo bolesne. Próbowałam wielu sposobów, byłam nawet u Mistrza na bardzo bolesnym masażu, ale na razie bez efektów. Obecnie piję 2 razy dziennie wodę z octem jabłkowym i miodem oraz robię okłady z czarnej gorczycy.

Jeśli chodzi o żylaki, to nie zauważyłam żadnych zmian.

Operacja na zaćmę wydaje się być konieczna (planowana na 10 lutego), cały czas następuje zaciemnienie pola widzenia. To może być jednak mój subiektywny odbiór, bo ponad pół roku nie byłam u okulisty. W międzyczasie zdarzały się oczywiście zapalenia, ale jakoś sama sobie poradziłam, chociaż raz wyglądało nieciekawie i ciągnęło się bardzo długo.

Od początku września ćwiczę też rytuały tybetańskie (obecnie po 17 powtórzeń) i dwa razy w tygodnu chodzę na jogę, raz na basen. Pobolewa mnie trochę tu, trochę tam, takie wędrujące bóle.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Samcia 08-12-2010, 09:17
Dzięki Marlenko! Bardzo Ci współczuję i widzę, że Lacky miał rację - metoda NIA to nie jest antidotum na Twoje problemy.
Pytałam, bo mimo 4 letniego stażu z MO moje żylaki mają się dobrze :dry: . I zastanawiałam się czym je jeszcze wspomóc.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Bunia 08-12-2010, 09:23
Cytat
Jednak od lata systematycznie pogarsza się stan trzech palców stawów prawej dłoni. Są spuchnięte, sztywne i bardzo bolesne.

Myślisz Marlenko, że przy takich objawach basen jest wskazany? Wiem, że woda w basenie nie zawsze jest na tyle ciepła, żeby pomagała na zapalenie stawów.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 08-12-2010, 13:48
Cytat
metoda NIA to nie jest antidotum na Twoje problemy
Pewnie w mojej sutuacji stosowanie NIA nie zlikwidowało wszystkich problemów ze stawami, jednak nie żałuję, bo pomogło na stopy, które były w krytycznym stanie.
Cytat
Myślisz Marlenko, że przy takich objawach basen jest wskazany? Wiem, że woda w basenie nie zawsze jest na tyle ciepła, żeby pomagała na zapalenie stawów.
Korzystam z basenu z ciepłą wodą oraz z biczy wodnych i sauny. Właściwie teraz dopiero zaczęłam się zastanawiać, czy sauna w mojej sytuacji to dobry pomysł. Lacky gdzieś sugerował, żeby zbyt nie nagrzewać chorych stawów.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 13-12-2010, 16:19
Pewnie w mojej sutuacji stosowanie NIA nie zlikwidowało wszystkich problemów ze stawami, jednak nie żałuję, bo pomogło na stopy, które były w krytycznym stanie.
Warto też przypomnieć, że tą metodę przerwałaś w momencie kiedy cały czas z rany wypływała brudna limfa z ropą, o czym pisałaś, wiadomo z jakich przyczyn. Ale nie o tym chcę pisać, chciałem się zapytać jaką masz bliznę po ranie? U mnie pozostało tylko lekkie zaczerwienienie, które po jakimś czasie powinno zniknąć, a ranę miałem naprawdę dużą, gdyż letnią porą w ranę wkładałem jednocześnie 4 ziarna ciecierzycy.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 13-12-2010, 18:24
Ostro, 4 ziarna!
U mnie blizna niestety jest dość duża- 20 mm. Mam wrażenie, że z biegiem czasu trochę się powiększyła, ale ostatnio nie widzę już żadnych zmian.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Maciejko 27-12-2010, 23:34
Zrobiłem eksperyment związany z raną NIA i mam do Was pytanie. Czy może być rana płytka? U mnie taka wyszła, że skórę to praktycznie zdrapywałem nożyczkami, a nie rozcinałem. Co o tym myślicie?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Agna 28-12-2010, 09:48
.. Czy może być rana płytka?
Na początku tak jest, to ziarno cieciorki po zagnieżdżeniu robi sobie dołek, powstaje ranka.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Maciejko 28-12-2010, 11:30
Dzięki Agna za odpowiedź. :)


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: puszkin222333 05-01-2011, 22:57
Ja też na początku zdrapywałem nożyczkami - cieciorka z dnia na dzień wchodziła głębiej. Dzisiaj ma swoje gniazdko i chowa się cała. Na początku ziarenko wpycha skórę do środka i wtedy może się do tej skóry przyklejać - trochę boli przy wymianie ziarna. W moim przypadku po kilkunastu dniach, skóra wyszła na zewnątrz i odrywała się sama po kawałku, by po kilku następnych dniach odpaść całkowicie.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 14-03-2011, 22:44
Minął miesiąc od wymiany soczewki. Na razie wszystko w porządku.

Problemy ze stawami nie dają mi jednak żyć. 3 palce prawej dłoni usztywnione, mały całkowicie. Nie zamknę już całej dłoni w pięść.
Od paru miesięcy pobolewał mnie brzeg prawej stopy, a ostatnio ból się nasilił, utrudnia chodzenie. Stopa jest spuchnięta i lekko zniekształcona.
Zastanawiam się nad ponownym wdrożeniem NIA, bo jak tak dalej pójdzie, to wysiądą mi wszystkie stawy. Obawiam się jednak, że problemy skórne mogą się powtórzyć.
Okłady z czarnej gorczycy nic nie pomogły, masaż Mistrza też nie, innych metod wspomagających nie stosowałam.
Cały czas piję MO, KB, od kilku miesięcy wodę z octem i miodem.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Helusia 15-03-2011, 10:25
3 palce prawej dłoni usztywnione, mały całkowicie. Nie zamknę już całej dłoni w pięść.
Od paru miesięcy pobolewał mnie brzeg prawej stopy, a ostatnio ból się nasilił, utrudnia chodzenie. Stopa jest spuchnięta i lekko zniekształcona.
Marlenko, czy to stawy? A może kręgosłup.
Można też spróbować chore miejsca smarować maścią z jadem pszczelim.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 15-03-2011, 23:51
Dlaczego sądzisz, Helusiu, że przyczyny można szukać w kręgosłupie? Chodzi o to, że dolegliwości występują po jednej stronie (prawej), a nie symetrycznie? Zresztą, jakby nie patrzeć, to wszystko i tak stawy, gdzie kumuluje się dziadostwo, które w żaden sposób nie chce się ewakuować na zewnątrz  :(

Cytat
Można też spróbować chore miejsca smarować maścią z jadem pszczelim.
Produkty pszczelarskie na razie postanowiłam odstawić.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Helusia 16-03-2011, 09:23
Marlenko, moim zdaniem należy wykluczyć kręgosłup, jak również dnę moczową, dopiero wtedy możesz domniemywać, że to stawy, względnie szukać prawdziwej przyczyny tego bólu, jeśli masz taki charakter. Ja wolę wiedzieć na 100% co jest.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Andrzejkowy 16-03-2011, 13:42
Cały czas piję MO, KB, od kilku miesięcy wodę z octem i miodem.

Spróbuj wyeliminować z MO cytrynę i alocit. Zastąp te składniki octem jabłkowym. Po dwóch tygodniach  stosowania powinna być już wyczuwalna poprawa.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 16-03-2011, 15:47
Dzisiejszą miksturę wypiłam już z octem, zamiast cytryny. Wyeliminowałam od wczoraj miód z KB i drinka, by wykluczyć uczulenie na miód.
Myślisz, żeby odstawić też alocit? Dlaczego?



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Andrzejkowy 16-03-2011, 16:32

Myślisz, żeby odstawić też alocit? Dlaczego?


Aloes posiada środki konserwujące a Ciproset robiony jest z grejpfrutów, czyli cytrusów. Najlepszy byłby ocet jabłkowy, o mocy około pięciu procent taki, jaki robi KaZof. Ja stosuje do MO ocet jabłkowy włoski. Rozcieńczam go teraz octem z obierzyn jabłkowych, wykonanym według przepisu Mistrza.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Agna 16-03-2011, 22:17
Okłady z czarnej gorczycy nic nie pomogły, masaż Mistrza też nie, innych metod wspomagających nie stosowałam.
Marlenko, czy próbowałaś okładów z rozbitych liści kapusty lub okładów z ciepłej soli?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 17-03-2011, 09:06
Okłady z kapusty "przerabiałam" wielokrotnie, gdy miałam problemy ze stopami przed NIA- bez rezultatów.
Ciepłej soli nie stosowałam i szczerze mówiąc trochę się boję rozgrzewać chore miejsca, bo po zastosowaniu okładów z papryczek do dwóch palców dłoni szybko dołączył trzeci, mały palec i to on teraz jest w najgorszym stanie. Może to zbieg okoliczności, ale teraz zanim coś zastosuję mocno się zastanawiam, by sprawy jeszcze nie pogorszyć.

Zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa. Mam Hashimoto. Od stycznia zrezygnowałam z przyjmowania hormonu. Przed odstawieniem zmniejszałam dawkę stopniowo. Wyniki cały czas wydają się dość dobre, choć endokrynolog nie za bardzo popierał moją decyzję. Zresztą innej postawy i tak się nie spodziewałam.
Czy może mieć to związek ze stawami?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Agna 17-03-2011, 17:13
Problemy ze stawami nie dają mi jednak żyć. 3 palce prawej dłoni usztywnione, mały całkowicie. Nie zamknę już całej dłoni w pięść.
Może warto wspomóc się rehabilitacją, kiedyś miałam na rękę różne zabiegi, pamiętam, że najbardziej pomogły mi zabiegi wodne - jacuzzi. 


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 17-03-2011, 18:24
Marlenka, moża warto wrócić do metody NIA? Sama piszesz że ona sporo pomogła, cały czas z rany wypływały różne zanieczyszczenia, ale ranę zamknęłaś, wiadomo dlaczego.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 17-03-2011, 19:50
Mam w opcji NIA, ale chciałabym wypróbować jeszcze inne możliwości, tym bardziej, że pogoda w najbliższym czasie niezbyt będzie sprzyjała mojej skórze, która tak szybko ulega odparzeniom. Jeśli jednak nie znajdę innego sposobu, to oczywiście będę zmuszona znowu zaprzyjaźnić się z cieciorką. Muszę podjąć jakieś działania, bo dalej tak być nie może.

Agna, stosowałam zabiegi wodne i masaże- bez rezultatu.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 06-03-2013, 17:17
Minęły dwa lata od mojej ostatniej wypowiedzi na forum, więc czuję się w obowiązku napisać co u mnie słychać. Oczywiście zaglądałam tutaj czasami, ale nie byłam już tak aktywna jak kiedyś, z wielu powodów, które pominę…

MO pijemy z całą rodziną ponad 5 lat, z krótkimi przerwami w chwilach nadmiernego oczyszczania.
Moje dzieciaki i mąż są doskonałym przykładem na to, że MO działa cuda. Mój przypadek też to potwierdza, ale ja potrzebowałam dodatkowych działań.

Przypomnę, że stwierdzono u mnie: WZJG, ZZSK, Hashimoto, nawracające zapalenia tęczówki i wiele innych…

Na dzień dzisiejszy czuję się nieźle, nie mam problemów z jelitami, stawy uspokoiły się, to, co się wykrzywiło- zostało w takim stanie, ale niektóre stawy wróciły prawie do normy. Hormonów nadal nie przyjmuję, choć kontroluję je i mój endo pochwala moją decyzję. Po dwóch latach od wymiany soczewki złapałam zapalenie tęczówki, które to zapalenia pojawiały się kiedyś non stop, raz w jednym, raz w drugim oku.

Nie przyjmuję żadnych leków (pomijam ostatnią kurację slow-mag wg Mistrza).

Co w moim rozumieniu wpłynęło na dzisiejszy stan zdrowia?

Przede wszystkim MO, koktajle, kuracja NIA i… odstawienie glutenu na ponad rok. To właśnie gluten blokował proces zdrowienia. Wiem to już dziś na pewno, że na zbyt krótko go wyeliminowałam, ponieważ od kilku miesięcy znów się nim zajadam i czuję się osłabiona (stąd profilaktycznie kuracja slow- mag), a i ze stawami coś zaczyna się dziać. Nie są to jeszcze konkretne, namacalne bóle, ale pobolewania, których podczas diety bezglutenowej prawie w ogóle nie doświadczałam. I jeszcze jedno- siedzenie w bezruchu powoduje straszne puchnięcie łydek, które stają się bardzo twarde, ale to chyba kwestia złego krążenia, bo po położeniu się problem szybko znika, jednak ten stan bardzo mnie niepokoi. Właściwie zauważyłam to jakiś czas po włączeniu do diety glutenu, więc z nim go wiążę, ale może się mylę…

 Wniosek- znów odstawiam gluten, to prawdziwe dziadostwo. Dodam jeszcze bardzo ważny fakt- byłam szczupła, jestem gruba.

I jeszcze jedno, na trądzik to podstawa eliminacja glutenu, moje dzieci są doskonałym tego przykładem.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: brajan30 06-03-2013, 18:41
Gluten to rzeczywiście badziewie dla zdrowia, i też osłabia działanie NIA, co przetestowałem na sobie. Jak się czyta Twój przypadek to z niego wręcz idzie wyczytać że organizm sam protestował przeciwko przerwaniu metody NIA, że była ona za krótko, o czym też mogą świadczyć bóle stawów, obecnie odstawienie glutenu pomaga, ale w dłuższej perspektywie chyba będzie trzeba „dokończyć przerwaną” kurację NIA, zwłaszcza że limfa cały czas leciała brudna. W ciężkich przypadkach Ashkar zaleca nawet do dwóch lat. Tak się zastanawiam i analizuję że NIA może też pomóc przy problemach z tarczycą.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Bronco 06-03-2013, 18:43
Przede wszystkim MO, koktajle, kuracja NIA i… odstawienie glutenu na ponad rok. To właśnie gluten blokował proces zdrowienia. Wiem to już dziś na pewno, że na zbyt krótko go wyeliminowałam, ponieważ od kilku miesięcy znów się nim zajadam i czuję się osłabiona (stąd profilaktycznie kuracja slow- mag), a i ze stawami coś zaczyna się dziać. Nie są to jeszcze konkretne, namacalne bóle, ale pobolewania, których podczas diety bezglutenowej prawie w ogóle nie doświadczałam. I jeszcze jedno- siedzenie w bezruchu powoduje straszne puchnięcie łydek, które stają się bardzo twarde, ale to chyba kwestia złego krążenia, bo po położeniu się problem szybko znika, jednak ten stan bardzo mnie niepokoi. Właściwie zauważyłam to jakiś czas po włączeniu do diety glutenu, więc z nim go wiążę, ale może się mylę…

 Wniosek- znów odstawiam gluten, to prawdziwe dziadostwo. Dodam jeszcze bardzo ważny fakt- byłam szczupła, jestem gruba.

I jeszcze jedno, na trądzik to podstawa eliminacja glutenu, moje dzieci są doskonałym tego przykładem.

Puchnięcie i twardnienie łydek wskazywało by na zakrzepicę żył. Warto by zrobić USG żył. No i przy takich dolegliwościach należało by schudnąć.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Ernestem 06-03-2013, 18:48
Wystarczy odstawić produkty mączne i się schudnie, sprawdzone na sobie.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Asia61 06-03-2013, 18:51
Cytat
MO pijemy z całą rodziną ponad 5 lat, z krótkimi przerwami w chwilach nadmiernego oczyszczania.
Moje dzieciaki i mąż są doskonałym przykładem na to, że MO działa cuda. Mój przypadek też to potwierdza, ale ja potrzebowałam dodatkowych działań.
Marlenko, napisz coś o korzyściach Twojej rodzinki w dziale " Korzyści stosowania metod prozdrowotnych"
Mało tam wpisów od osób z takim obfitym bagażem doświadczeń. 


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 06-03-2013, 18:56
Typowe. Jak trwoga, to się rozpisują, a jak już jest dobrze, to znikają, jakby poumierali.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 06-03-2013, 20:14
Czy Mistrz nie dostrzega żadnych pozytywów w tym co napisałam?
Nie przychodzę z trwogą, tylko z moimi doświadczeniami i przemyśleniami na temat glutenu.

Chociaż, nie powiem, że stwierdzenie Bronco, jakoby to była zakrzypica żył bardzo mnie zaniepokoiło, nie sądziłam, że to może być coś tak poważnego...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 06-03-2013, 23:24
Gluten to rzeczywiście badziewie dla zdrowia, i też osłabia działanie NIA, co przetestowałem na sobie. Jak się czyta Twój przypadek to z niego wręcz idzie wyczytać że organizm sam protestował przeciwko przerwaniu metody NIA, że była ona za krótko, o czym też mogą świadczyć bóle stawów, obecnie odstawienie glutenu pomaga, ale w dłuższej perspektywie chyba będzie trzeba „dokończyć przerwaną” kurację NIA, zwłaszcza że limfa cały czas leciała brudna. W ciężkich przypadkach Ashkar zaleca nawet do dwóch lat. Tak się zastanawiam i analizuję że NIA może też pomóc przy problemach z tarczycą.

Wiem, NIA zbyt krótko, ale wiesz jak było...

Ja myślę, że jednak odstawienie glutenu, w moim przypadku, na rok z okładem, to jednak za mało, trzeba na dłużej. Powalczę dalej, jeśli nie zadziała, to pewnie wrócę do NIA.

Co do NIA i tarczyca, to nie wiem dlaczego w moim przypadku się poprawiło w uspokojeniu hormonów bez tyroksyny, czy MO (na co wielu mówiło, że w tym przypadku lepiej z niej zrezygnować, bo zaburza przemiany FT3 w FT4 ), czy to krótki epizod z NIA, nie wiem...

Ale wiem jedno, spotkanie z Mistrzem i po "oględzinach" stwierdzenie: nie ma potrzeby, żeby przyjmować hormony tarczycy, zawierzyłam i stopniowo zmniejszałam dawkę...a potem skończyłam.
I tyle.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Kamil 07-03-2013, 01:01
Cytat
Ja myślę, że jednak odstawienie glutenu, w moim przypadku, na rok z okładem, to jednak za mało, trzeba na dłużej.
A co Ci szkodzi w wyeliminowaniu glutenu do końca życia?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Domi5 07-03-2013, 07:01
Gluten to syf i nie rozumiem dlaczego odstawilaś tylko na rok. Jaki sens mają te wszystkie zabiegi skoro śmiecisz na bieżąco w organiźmie glutenem?



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 07-03-2013, 07:59
Cytat
Ja myślę, że jednak odstawienie glutenu, w moim przypadku, na rok z okładem, to jednak za mało, trzeba na dłużej.
A co Ci szkodzi w wyeliminowaniu glutenu do końca życia?

Bo życie po to jest, żeby pożyć... i np. pójść w niedzielę z rodzinką na obiad do restauracji, a nigdy nie zamawiam mącznego, a zawsze dostaję gluten.

Myślę, że po uszczelnieniu przewodu pokarmowego nie powinno być to problemem. Jednak, żeby to organizmowi umożliwić, trzeba z niego zrezygnować na dłużej, co też znów czynię.
 
Dieta z glutenem, to nie tylko zajadanie się pajdami chleba.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Heniek 07-03-2013, 10:25
Bo życie po to jest, żeby pożyć... i np. pójść w niedzielę z rodzinką na obiad do restauracji, a nigdy nie zamawiam mącznego, a zawsze dostaję gluten.

Czyżby kelner miał sklerozę?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Kamil 07-03-2013, 11:09
Bo życie po to jest, żeby pożyć...
Cytat od: 99,99999% ludzi świata
...i w końcu na coś trzeba umrzeć.
Jednak widać, że coś za często sobie pozwalałaś. To nie można sobie "pożyć" w inny sposób? Mamy XXI wiek i 99 różnych możliwości na życie.

Myślę, że po uszczelnieniu przewodu pokarmowego nie powinno być to problemem. Jednak, żeby to organizmowi umożliwić, trzeba z niego zrezygnować na dłużej, co też znów czynię.
Ale wy wszyscy niecierpliwi... jestem ciekawy czy ktokolwiek by się wziął za zdrowienie, gdyby Mistrz napisał, że aby odzyskać zdrowie potrzeba dziesięciu, a nie około trzech lat, zależnych od przypadku.

Dieta z glutenem, to nie tylko zajadanie się pajdami chleba.
Twój wybór, zdrowie i odpowiedzialność za nie.

Bo życie po to jest, żeby pożyć... i np. pójść w niedzielę z rodzinką na obiad do restauracji, a nigdy nie zamawiam mącznego, a zawsze dostaję gluten.
Gdybym nie dostał tego co chciałem to zwyczajnie bym poprosił o to co zamówiłem, a to co mi podano zwrócił.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 07-03-2013, 13:57
Cytat
Gdybym nie dostał tego co chciałem to zwyczajnie bym poprosił o to co zamówiłem, a to co mi podano zwrócił.
Ale przed zjedzeniem, jak rozumiem...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Spokoadam 07-03-2013, 14:20
Cytat
Gdybym nie dostał tego co chciałem to zwyczajnie bym poprosił o to co zamówiłem, a to co mi podano zwrócił.
Ale przed zjedzeniem, jak rozumiem...
Po jedzeniu to już reklamacja :)


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Kamil 07-03-2013, 14:47
Cytat
Gdybym nie dostał tego co chciałem to zwyczajnie bym poprosił o to co zamówiłem, a to co mi podano zwrócił.
Ale przed zjedzeniem, jak rozumiem...
Oczywiście, że przed zjedzeniem. ;)

Spokoadam takiej reklamacji to raczej nikt by nie uwzględnił. :)


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Domi5 07-03-2013, 15:38
Jeśli chodzi o dania gotowe w restauracjach, to najbardziej trzeba uważać na zupy, bo zazwyczaj są zabielane mąką i połowa, to makaron, kluski albo inne syfy. Przy daniu głównym należy zaznaczyć, żeby nie polewali mięsa sosem, w którym też jest gluten i konserwanty. Ja już się nauczyłam, że najlepiej jeść w domu, ale w restauracji też można zjeść zgodnie z Biosłone.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: scorupion 07-03-2013, 15:49
Na gluten można się natknąć w przeróżnych artykułach spożywczych, zupełnie nie kojarzonych ze zbożami.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Domi5 07-03-2013, 16:28
Na gluten można się natknąć w przeróżnych artykułach spożywczych, zupełnie nie kojarzonych ze zbożami.

Zgadza się, ostatnio widziałam opis mięsa mielonego, a w składzie była mąka. To jest dowód na to, że nie można kupić niczego bez dokładnej analizy.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Bronco 07-03-2013, 16:34
Na gluten można się natknąć w przeróżnych artykułach spożywczych, zupełnie nie kojarzonych ze zbożami.

Zgadza się, ostatnio widziałam opis mięsa mielonego, a w składzie była mąka. To jest dowód na to, że nie można kupić niczego bez dokładnej analizy.
Mięso mielone można kupić gdy sprzedawca mieli je przy tobie ( a najlepiej zmielić w domu). W przeciwnym razie może się okazać że w składzie "mielonego" jest pies zmielony razem z budą.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 07-03-2013, 23:48
Czy Wy sobie jaja robicie, skleroza kelnera, reklamacja w restauracji...

Na gluten można się natknąć w przeróżnych artykułach spożywczych, zupełnie nie kojarzonych ze zbożami.

Napiszę jasno i wyraźnie, przy diecie bezglutenowej stołujemy się w domu, kupując proste, nieprzetworzone produkty. Poza domem nie ma szans na danie bezglutenowe. Powstają wprawdzie ostatnio restauracje wolne od glutenu, ale w mojej okolicy na razie ich nie widać.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Marlenka 08-03-2013, 00:02

Ale wy wszyscy niecierpliwi... jestem ciekawy czy ktokolwiek by się wziął za zdrowienie, gdyby Mistrz napisał, że aby odzyskać zdrowie potrzeba dziesięciu, a nie około trzech lat, zależnych od przypadku.

Kamil, co Ty wiesz o mojej cierpliwości...

Trochę ten ton, u tak młodego człowieka, mi się nie podoba...


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 08-03-2013, 20:31
Marlenko, nie dziw się, jakoś tak się porobiło, że człowiek pisze na temat, a tu takie wypowiedzi, że ciągle musi się tłumaczyć - co autor miał na myśli.
Ja mam tak samo; nie chce mi się pisać, bo spotkałam się z podobnymi wypowiedziami.
Zrozumiałam od razu, co piszesz o restauracji i zamówieniu dania bez glutenu.
Dodam tu, dla informacji tych którzy nie wiedzą, że:
-produkt , na którym jest napisane, że nie zawiera glutenu, może jednak zawierać gluten.
Dopiero kiedy na tym produkcie jest naklejka z przekreślonym kłosem - wówczas możemy być pewni, że nie zawiera glutenu.
Tego dowiedziałam się od grupy osób z celiakią.
Co do cierpliwości - to prawda, że chorujący mają jej "z natury" baardzo dużo.
Ja mam tą cierpliwość od początku, czyli 2008r, bez glutenu od 2009r.
Z glutenem wyłamałam się w kwietniu ub.r, na 1 m-c /sprawdzałam - po 3 latach !/, okazało się, że bardzo mi szkodzi.
Brzuch, wzdęcia, refluks - takie sprawy.
Nie mogę sobie Ciebie wyobrazić, że przytyłaś :), ale jak przestaniesz jeść gluten, wrócisz do normy!


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lukre 08-03-2013, 20:49
http://www.dietabezglutenowa.pl/poradnik/przekreslony_klos.htm

Nie każdy znak przekreślonego kłosa gwarantuje, iż jest to produkt bezglutenowy.
Zgodnie z przepisami producent ma obowiązek oznaczać żywność bezglutenową wyłącznie słownie - napisem "(produkt) bezglutenowy)". Znak ma jedynie dodatkowy charakter informacyjny.

Niestety symbolem "przekreślonego kłosa" są również oznaczane produkty o niskiej zawartości glutenu, stąd - dla konsumenta bezglutenowej żywności - podstawą przy dokonywaniu wyborów produktów powinien być opis słowny "(produkt) bezglutenowy)", a nie znak graficzny "przekreślonego kłosa". 


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Earthwindsun 08-03-2013, 21:15
Cytat od: Bronco
Mięso mielone można kupić gdy sprzedawca mieli je przy tobie ( a najlepiej zmielić w domu). W przeciwnym razie może się okazać że w składzie "mielonego" jest pies zmielony razem z budą.
Dotyczy to także kiełbas, kaszanek i wszelkich pasztetów. Nie dość, że to są odpady zmielone na drobno to w dodatku nieuzdatnione. Czyli zawierają antybiotyki i wszelkie świństwa podawane zwierzęciu za życia.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 08-03-2013, 21:34
Oczywiście - opis słowny "Produkt nie zawiera glutenu"; również w składzie produktu, brak glutenu i przekreślony kłos - taka naklejka.
Co do kiełbas, kaszanek, pasztetów i innych przetworów oraz restauracji..., to mamy przecież świadomość jak jest.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Kamil 08-03-2013, 21:45
Trochę ten ton, u tak młodego człowieka, mi się nie podoba...
I co w związku z tym? Prawda zabolała, za dużo stanowczości, czy może przyzwyczajenie do tego, że każdy młodszy od Ciebie ma być pełen szacunku i nadmiernej grzeczności? Wiek, w dzisiejszych czasach, jest małą miarą czegokolwiek.

Ale wy wszyscy niecierpliwi... jestem ciekawy czy ktokolwiek by się wziął za zdrowienie, gdyby Mistrz napisał, że aby odzyskać zdrowie potrzeba dziesięciu, a nie około trzech lat, zależnych od przypadku.
Kamil, co Ty wiesz o mojej cierpliwości...
Wiem na tyle wiele ile napisałaś i twierdzę, że w kwestii zdrowienia jest marna.

Przede wszystkim MO, koktajle, kuracja NIA i… odstawienie glutenu na ponad rok. To właśnie gluten blokował proces zdrowienia. Wiem to już dziś na pewno, że na zbyt krótko go wyeliminowałam, ponieważ od kilku miesięcy znów się nim zajadam i czuję się osłabiona[...]
To jest Twój dowód cierpliwości, tak? Są dziesiątki artykułów o szkodliwości glutenu. Ty wiedząc że szkodzi, znowu się zaczęłaś nim zajadać? Paranoja... żeby nie wyrazić się inaczej.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Domi5 09-03-2013, 15:38
Dla mnie powrót do glutenu w takim stanie jak Marlenki, to zupełnie nierozumiałe szaleństwo, zaniedbanie i próba utraty resztek zdrowia. Organizm średnio potrzebuje wiele lat na dojście do równowagi i jaki sens w połowie drogi na nowo zaczynać truć organizm?


Tytuł: Odp: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Biedrona 20-03-2013, 02:24
Ciekawa jestem ile osób wypowiadających się tutaj wie, tak naprawdę wie, co to znaczy dieta bez glutenu. To nie jest rezygnacja z produktów mącznych! Wtedy dieta jest dietą bez mąki, a nie bez glutenu!
Mam wrażenie, że większość osób nie wie o czym mówi i posługuje się pojęciem którego nie rozumie!

Ja mam w domu 3 książki na temat diety bezglutenowej, wszystkie przeczytane, poza tym przerobiłam forum o celiakii i wiem, że on jest WSZĘDZIE i że wystarczy minimalna ilość, pyłek, aby zaszkodzić osobie która ma nietolerancję.

Jest w wielu produktach które nie są związane z produktami mącznymi, a do reakcji wystarczy minimalna ilość:
- kosmetykach np paście do zębów, w szminkach, pudrach
- w produktach z natury bezglutenowych jeśli jest robiony w fabryce i powstają tzw "zanieczyszczenia" - wystarczy że na jednej taśmie pakują ryż, a obok płatki owsiane i już ów ryż nie jest bezglutenowy
- jest w 99 % gotowych kiełbasach, wędlinach nawet tych najlepszej jakości
- jest często tam gdzie jest napisane "aromat", nawet gdy pozostały skład wydaje się super. Gluten jest bowiem tanim i bardzo dobrym przekaźnikiem aromatu ! Znaczy to, że nie można jeść niczego, co zawiera słowo "aromat" jeśli się jest na diecie bezglutenowej!
- nawet smaruje się nim jabłka (te które się tak ładnie świecą zawierają gluten)
- aby danie w restauracji było bezglutenowe kucharz musi: umyć dokładnie wszystkie sztućce, narzędzia, patelnię (i tak jeszcze jest kwestia zanieczyszczeń fabrycznych)
- aby danie było bezglutenowe nawet nie może kotlet bezglutenowy leżeć obok kotleta z mąką - z powodu wspomnianych zanieczyszczeń. Nie może chleb bezglutenowy leżeć obok chleba normalnego.To wcale nie są żarty.

To jest właśnie dieta przy nietolerancji glutenu, prawdziwa, którą niestety mam ja. A jak ktoś sobie "eliminuje gluten" dla zdrowia, to nie sądzę, że prowadzi śledztwo przy każdym produkcie, czy zawiera gluten, czy nie. A taki prawdziwy bezglutenowiec jak ja - niestety musi! I wystarczy, że w składzie jest aromat i już trzeba ten produkt odrzucić!
I na tym właśnie polega dieta bezglutenowa! Inaczej, gdy się nie podchodzi do niej poważnie, po prostu nie jest dietą bezglutenową! Jest najwyżej dietą pozbawioną mąki!
Dieta bezglutenowa to nieustanne śledztwo!

Bo wystarczy pyłek glutenu do pełnoobjawowej reakcji i już pojawiają się przeciwciała które uszkadzają wszystko. I nie ma tak, że jak się zje mało glutenu, to pojawia się mało przeciwciał! Co więcej, owe przeciwciała utrzymują się min pół roku! Zobaczcie sami, jak to piekielnie długo! Utrzymują się od pół roku do dwóch lat np po zjedzeniu jednego zanieczyszczonego jabłka!

Mam stałe wrażenie na tym forum, że niewiele osób wie, co to znaczy "dieta bezglutenowa" i pojęcie to jest szerzone bez właściwego wyjaśnienia. A takie szerzenie tego bez zrozumienia uważam za szkodliwe.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Mistrz 20-03-2013, 08:50
To jest, Biedronko, postępowanie właściwe w przypadku anafilaksji na gluten. W pozostałych przypadkach aż tak restrykcyjna dieta bezglutenowa nie jest niezbędna. Niemniej jednak glutenu nie można lekceważyć. Z mojej praktyki bowiem wynika, że zjedzenie jednej kromki chleba niweczy dwumiesięczne starania o zdrowie. Wielu w to nie chce uwierzyć, zanim nie przekonają się na własnej skórze.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Agnieszka_B 20-03-2013, 09:13
Nie jem glutenu od momentu wdrożenia MO :) to już prawie 2 lat. Ostatnio dostałam strasznej ochoty na kawałeczek pełnoziarnistego chleba z masłem. Zjadłam dosłownie pół kromki. W nocy obudził mnie straszny ból brzucha a nad ranem boleśnie przeczyściło mnie na toalecie. Ja dziękuję, więcej nie mam zamiaru eksperymentować.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Biedrona 20-03-2013, 10:03
Mistrzu,
ale z forum o celiakii i książek wiem, że w wypadku stwierdzonej nietolerancji na gluten ( która nie wiąże się z anafilaksją) albo celiakii właśnie takie ilości szkodzą. Poza tym doświadczyłam tego na samej sobie!
Ludzie pisali tam o przypadkach właśnie takiego nieświadomego przyswajania glutenu oraz ich skutkach, które nie pojawiają się od razu. Np dziecko jadło jakieś batoniki niby bez glutenu, tak zapewniał producent, a potem okazało się, że w aromacie był gluten. Rodzice się zaniepokoili, bo było niespokojne i słabo się rozwijało. Jadło je kilka miesięcy - nie bolał go brzuch nawet. Ja takich opisów już się tam naczytałam, co znaczą tzw "ukryte źródła glutenu". Sama też tego doświadczyłam, niestety.
Oczywiście, jeśli ktoś nie ma nietolerancji i nie je glutenu dla zdrowia to nie musi jeść aż tak restrykcyjnie. Chodzi mi o to, żeby nie było sytuacji, że ktoś wierzy, że jest na diecie bezglutenowej, ale w rzeczywistości nie jest. Jeśli ktoś będzie miał nietolerancję tak jak ja, a będzie na diecie bez mąki wierząc że jest to dieta bez glutenu to oczywiście poczuje poprawę. Odciąży się układ pokarmowy, ale przeciwciała IgG będą produkowane nadal. Dieta bezglutenowa jest dietą restrykcyjną, a dieta bez mąki, jest dietą bez mąki. Chodzi mi o świadome używanie właściwych pojęć. Gluten jest wszędzie. I taki Kamil ( mam na myśli nasz trudny przypadek forumowy) np wierzy, że jest na diecie bezglutenowej. Ciekawa jestem, czy wie o ukrytych źródłach glutenu? A może gdyby je wyeliminował poczułby się lepiej?


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Bronco 20-03-2013, 11:03

...z forum o celiakii i książek wiem, że w wypadku stwierdzonej nietolerancji na gluten ( która nie wiąże się z anafilaksją) albo celiakii właśnie takie ilości szkodzą. Poza tym doświadczyłam tego na samej sobie!
Ludzie pisali tam o przypadkach właśnie takiego nieświadomego przyswajania glutenu oraz ich skutkach, które nie pojawiają się od razu. Np dziecko jadło jakieś batoniki niby bez glutenu, tak zapewniał producent, a potem okazało się, że w aromacie był gluten. Rodzice się zaniepokoili, bo było niespokojne i słabo się rozwijało. Jadło je kilka miesięcy - nie bolał go brzuch nawet.
Pogratulować znajomości żywienia dziecka tym rodzicom. Karmić dziecko kilka miesięcy batonikami...
Ja takich opisów już się tam naczytałam, co znaczą tzw "ukryte źródła glutenu". Sama też tego doświadczyłam, niestety.
Oczywiście, jeśli ktoś nie ma nietolerancji i nie je glutenu dla zdrowia to nie musi jeść aż tak restrykcyjnie. Chodzi mi o to, żeby nie było sytuacji, że ktoś wierzy, że jest na diecie bezglutenowej, ale w rzeczywistości nie jest. Jeśli ktoś będzie miał nietolerancję tak jak ja...
To pewnie też znajdzie forum dla bezglutenowców, cierpiących na celiaklię. Tutejsza witryna taką raczej nie jest.



Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Biedrona 20-03-2013, 11:30
Pogratulować znajomości żywienia dziecka tym rodzicom. Karmić dziecko kilka miesięcy batonikami...
Bronco, przecież oni nie "karmili" go batonikami. Bezglutenowemu dziecku daje się czasem bezglutenowe przysmaki, bo jak idzie do szkoły czy przedszkola to koledzy i koleżanki się zajadają, a dziecko patrzy i zazdrości. Aby nie zjadło czegoś z glutenem, dają mu bezglutenowe. A producent zapewniał ich, że są bezglutenowe. Dzieci nie mają przecież świadomości takiej jak dorośli, aby się powstrzymać przed zjedzeniem ciastka czy chipsa, gdy inni jedzą.
To pewnie też znajdzie forum dla bezglutenowców, cierpiących na celiaklię. Tutejsza witryna taką raczej nie jest.
Absolutnie nie chodzi mi o to, aby tworzyć tu jakieś fora, tylko o to, żeby dokładnie posługiwać się pojęciem diety bezglutenowej i o to, aby być świadomym ukrytych źródeł glutenu.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Melinda 20-03-2013, 19:55
Z czego się tłumaczysz Biedronko? Wykazałaś się dużą wiedzą na temat glutenu, szczerze podziwiam.
Jeżeli ktoś wiedzy nie ma, to lepiej niech sobie coś na temat poczyta.
Marlenka napisała wyraźnie - dlaczego nie pisze. O czy będzie z Kamilem dyskutować?
Jeszcze Bronko się dołączył.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Domi5 20-03-2013, 20:09
Ja uważnie czytam etykiety i wiem, że gluten można spotkać w produktach, w których wydaje się to nieprawdopodobne, ale, że w aromatach może on być, to nie chce się wierzyć.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Bronco 20-03-2013, 20:53
Z czego się tłumaczysz Biedronko? Wykazałaś się dużą wiedzą na temat glutenu, szczerze podziwiam...
Jeżeli ktoś wiedzy nie ma, to lepiej niech sobie coś na temat poczyta.
Np. tutaj (http://portal.bioslone.pl/odzywianie/dieta-prozdrowotna).


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Biedrona 20-03-2013, 21:27
Aromaty a gluten
Domi5
Specjalnie dla Ciebie zajrzałam do mojej książki i poszukałam w internecie. W mojej książce Carol Fenster: jest napisane np
"Czysta kawa jest bezglutenowa, jednak niektóre ze smakowych kaw moją zawierać mąkę jako nośnik aromatu"
W punkcie "zapach waniliowy" mamy napisane : "Ten produkt jest bezglutenowy, ponieważ jak wykazano, gluten nie jest w stanie przetrwać procesu destylacji. Jeśli jednak mamy w tej kwestii wątpliwości, poszukajmy innych zapachów bezglutenowych"

W drugiej mojej książce Bette Hagman jest napisane " Pamiętajmy, by dokładnie czytać etykiety na herbatach smakowych, ponieważ mogą one zawierać dodatki, w tym gluten"

W trzeciej Ewy Lange znalazłam napisane wprost "gluten jest składnikiem substancji zapachowych"

A tutaj mamy jeszcze potwierdzenie z forum:

http://forum.celiakia.pl/viewtopic.php?t=246


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Domi5 20-03-2013, 21:58
Niesamowite, a im bardziej człowiek jest świadomy tym bardziej zawęża się lista produktów, które można włożyć do koszyka.

Przemysł spożywczy to jedno wielkie oszustwo i nic nie ma wspólnego z prawdziwym jedzeniem - wszędzie pułapki w postaci ulepszaczy, aromatów, konserwantów, stabilizatorów... Tragedia.

Można stracić nieświadomie resztki zdrowia jak ktoś nie wie o tych zasadzkach.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Biedrona 20-03-2013, 22:11
Zależy mi na tym, aby ludzie na forum wiedzieli, że gluten jest w różnych produktach i świadomie podejmowali decyzję, czy chcą się wgłębiać w temat i być na diecie bezglutenowej, czy pozostać na diecie bez mąki. Chodzi mi tylko o to, aby wiedzieli, że to są dwie różne diety. Wiara, że wystarczy nie jeść mąki aby wyeliminować gluten jest nieporozumieniem, które można przypłacić zdrowiem. Świadomy człowiek może podejmować świadome decyzje. Przecież nie chodzi mi o to, aby straszyć glutenem. Jeśli ktoś może go jeść, nie ma potrzeby prowadzić tak restrykcyjnej diety. Czasem warto zrobić badania, jeśli człowiek czuje się chory zanim wprowadzi się tą dietę, bo jest ona tak trudna, że warto w nie zainwestować. Ale aby człowiek mógł zdecydować, musi wiedzieć. W książce przeczytałam, że 10-15% Amerykanów nie może jeść pszenicy. Przecież to bardzo dużo!


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Lavenda22 20-03-2013, 22:36
A ja właśnie czytam Dietę bez pszenicy Williama Davisa. Spodobało mi się to zdanie:
Cytat
Dla wielu ludzi pomysł usunięcia pszenicy z diety jest - przynajmniej od strony psychologicznej - równie bolesny, jak myśl o leczeniu kanałowym bez znieczulenia.

Coś w tym jest. ;)

Ostatnio podesłałam szwagrowi artykuł na temat książki. Po przeczytaniu stwierdził:
Cytat
No tak, to najlepiej nic nie jeść.


Tytuł: Odp: Przypadek Marlenki
Wiadomość wysłana przez: Earthwindsun 21-03-2013, 11:00
Cytat od: Biedrona...
że 10 - 15 % Amerykanów nie może jeść pszenicy.
Myślę, że jest to tylko ujawniona liczba. Z pewnością jest wielu ludzi na tej planecie, którzy nie wiedzą, że gluten im szkodzi. Ponadto to przecież nie jest tylko gluten bo nikt nie je samego glutenu. To mieszanka glutenu i innych przetworzonych składników, które występujące razem mają tak szkodliwe działanie na organizm(np. chleb, batoniki).