Niemedyczne forum zdrowia
24-07-2019, 02:25 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Radiobiosłone --> www.radiobioslone.pl
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Dyskusja na temat wątku - Moje teoretyczne rozważania o chorobach z hiperinsulinemii  (Przeczytany 7066 razy)
Stańczyk
« : 01-07-2010, 20:51 »

Zibi, jestem świeżo po lekturze książki Christiana Allana i Wolfganga Lutza "Życie bez pieczywa" i - co tu dużo mówić - jestem oczarowany. Wiele punktów stycznych z Rosendalem i świetnie wytłumaczone genezy wielu chorób. Solidny kawał wiedzy o dietach niskowęglowodanowych.
« Ostatnia zmiana: 02-07-2010, 17:24 wysłane przez Zibi » Zapisane
Zbigniew Osiewała (Zibi)
« Odpowiedz #1 : 02-07-2010, 17:04 »

To świetnie Hajdi.

Ja staram się zaznaczyć, że nasza DP - wchodząca potem w ZZO - de facto nie odbiega bardzo od diety dra Lutza. Gdybyśmy policzyli proporcje z ZZO i przeciętnej diety niskowęglowodanowej, to nie byłoby większych odstępstw w makroskładnikach i ich proporcjach. Uważałem zawsze i uważam do dziś, że istnieje problem sztuczny, czyli rzekomy. Konkretnie chodzi o nomenklaturę. My się wyrażamy precyzyjnie, co do kwestii diety/diet, zaś twórcy diet/modeli odżywiania - nazywają dietami (podobnie jak w medycynie i dietetyce klasycznej) jako sposób na życie (niby zdrowe...) czy jako nawet filozofię życia.
     Uważam, że ów sztuczny problem tkwi w nazewnictwie. Merytorycznie występują niezgodności z dietetyką klasyczną, bowiem dla nich dietą, to jest jakiś wyimaginowany "zdrowy" model odżywiania (np. dlatego, bo chudo itd.), co jest akurat jakimś wynaturzeniem.
     My możemy zgadzać się z niektórymi modelami odżywiania niskowęglowodanowego, a na pewno mamy punkty styczne w niejedzeniu trucizn takich jak np. rafinady itp.
« Ostatnia zmiana: 03-07-2010, 09:17 wysłane przez Grażyna » Zapisane
Grazyna
« Odpowiedz #2 : 02-07-2010, 21:09 »

Wolfgang Lutz (97) prowadził swoją praktykę dotyczącą stosowania diet do leczenia chorób od 1957r., a już po 10 latach po raz pierwszy opisał i podsumował wyniki stosowania diety niskowęglowodanowej, którą następnie udoskonalał i opisał w książce, którą przytacza Hajdi. Ja także się zachwyciłam czytając ją w 2005 r.

Nie mogę się jednak zgodzić co do porównania do niej DP czy ZZO. Dieta prozdrowotna jest jedyna taka - brak w niej jednolitych reguł dotyczących wielkości spożycia opisanych kategorii składników, więc daje możliwość stosowania w indywidualny sposób. Zgodnie z zasadą zdrowia na własne życzenie. Uwzględnia jednak cel, jakim jest przywrócenie homeostazy jelitowej, co - wraz z MO - trwale ma nas uchronić przed załamaniami zdrowia. U celu czekają zasady zdrowego (racjonalnego) odżywiania, ale zależnie od zastosowanego indywidualnego modelu w drodze do zdrowia można schudnąć lub przytyć, a dzięki unikalnemu zaleceniu odstawienia glutenu w etapach diety prowadzących do ZZO - pozbyć się wielu chorób z chorobami z autoagresji na czele.

Dieta Lutza także jest prozdrowotna, lepiej i wszechstronniej przebadana, stosowana zgodnie z regułami może leczyć, odchudzać, ale wymaga od stosującego ją przestrzegania określonych, narzuconych reguł. Ktoś za nas zadecydował i narzucił - jedz tyle a tyle tego, tamtego - do końca życia - a będziesz zdrowy (szczupły). Mam wrażenie, że dopóki postępuje się zgodnie z zasadami tej diety można się czuć dobrze, ale z powodu pominięcia kwestii glutenu i nadżerek, do końca życia można nie osiągnąć celu.
« Ostatnia zmiana: 02-07-2010, 21:11 wysłane przez Grażyna » Zapisane
Stańczyk
« Odpowiedz #3 : 02-07-2010, 23:55 »

Uważałem zawsze i uważam do dziś, że istnieje problem sztuczny, czyli rzekomy. Konkretnie chodzi o nomenklaturę. My się wyrażamy precyzyjnie, co do kwestii diety/diet, zaś twórcy diet/modeli odżywiania - nazywają dietami (podobnie jak w medycynie i dietetyce klasycznej) jako sposób na życie (niby zdrowe...) czy jako nawet filozofię życia.
Podzielam twój pogląd. Kiedy czytasz "Życie bez chleba", to zauważysz, że Allan i Lutz piszą o tym modelu żywienia, jako o jedynym słusznym. Wg nich ta "dieta" to właśnie model zdrowego odżywiania.
Nie powinniśmy popełniać tego samego błędu, który popełniał Kwaśniewski. On czcił swoje BTW i nie dopuszczał od niego odstępstw. Wszystkie nieuleczone choroby zganiał na odchyłki od tych jego proporcji.
Oczywiście popieram spojrzenie na odżywianie pod kątem zasad zdrowego odżywiania, ale nie mam nic przeciwko nazywaniu różnych regionalnych sposobów odżywiania dietami, bo np. tacy eskimosi nie mają szans na stosowanie naszych ZZO z banalnego powodu niewystępowania u nich warzyw. Podobnie jest z dietą śródziemnomorską, która nie jest żadnym dziwactwem, ale ukształtowanym naturalnie sposobem odżywiania.
Jako zasadę ZZO należy przyjąć "niskie węgle" i unikanie produktów przetworzonych. W książce "Życie bez chleba" autorzy podają górny limit węglowodanów na 72 gramy. To pozwala utrzymać niski poziom insuliny i nie dopuścić do wyrobienia oporności na nią.
Mnie bardzo się spodobało spojrzenie Allana i Lutza na hormony anaboliczne jako zamkniętą pulę, tzn. wytwarzanie w nadmiarze jednego z nich automatycznie blokuje wytwarzanie drugiego. Chodzi dokładnie o insulinę - hormon anaboliczny i hormony wzrostu, w tym hormony płciowe. Ograniczenie wytwarzania insuliny pozwala wytwarzać więcej hormonów wzrostu, czyli spowodować regenerację organizmu, która podczas spożywaniu w nadmiarze węglowodanów, w szczególności przetworzonych, jest spowolniona. W książce podane są przykłady ludzi, wraz ze zdjęciami, którzy przeszli na dietę niskowęglowodanową i przybrali na masie mięśniowej bez żadnych ćwiczeń. Opisane są także przykłady młodych osób, które wolno dojrzewały a po przejściu na dietę "low carb" dojrzewanie przyspieszyło gwałtownie.
Rosedale, Allan, Lutz i inni piszą, że źródłem wszelkiego zła jest insulina, u nas pojawia się jeszcze czynnik nadżerek, czyli toksyn i reakcji uczuleniowych  na naszej powłoce zewnętrznej.
Czy lepiej jest przejść na MO i nie robić nic więcej, czy przejść na niskie węgle? Życie pokazało, że sama MO nie wystarczy, że bez wspomagania DP a potem ZZO, czyli de facto dietą niskowęglowodanową stoimy w miejscu.
« Ostatnia zmiana: 02-07-2010, 23:57 wysłane przez Hajdi » Zapisane
scorupion
« Odpowiedz #4 : 03-07-2010, 07:00 »

Mam wrażenie, że dopóki postępuje się zgodnie z zasadami tej diety można się czuć dobrze

W moim przypadku wrażenia przegrały z faktami, czułem się dobrze, potem gorzej a jeszcze potem fatalnie.
W dietach niskowęglowodanowych dziwadłem  są matematyczne proporcje składników.
Zapisane
Grazyna
« Odpowiedz #5 : 03-07-2010, 09:56 »

Na ogół wszyscy chwalą. Te matematyczne proporcje to może nie są ciągoty księgowego, a raczej próby zdyscyplinowania pacjenta (bo o nich tu chodzi). Wiadomo, że jak się nie określi reguł, to przeciętny pacjent najpierw rzuca się na daną dietę z nadzieją, a później mu się jaźń rozjeżdża i wraca do poprzednich przyzwyczajeń.

Cytat
czułem się dobrze, potem gorzej a jeszcze potem fatalnie.
Czy chodziło o zaburzenia hormonalne, o których pisze Zibi - czy wiesz, dlaczego tak się działo albo artykuły Zibiego pomogły Ci ogarnąć, co się wtedy stało?

Myślę, że to dziedzina, którą warto się zainteresować, żeby stosować DP czy ZZO zgodnie z własnymi celami, nie jako jedynie odżywianie się w miarę zdrowymi produktami i uniknięcie chorób, ale właśnie choćby regulowanie apetytu i kształtowanie sylwetki. U niektórych wychodzi to samo z siebie jako efekt uboczny nowego, racjonalnego sposobu odżywiania, ale u osób, które mają za sobą różne diety i epizody utraty kontroli nad ciałem, zwłaszcza u hormonalnie skłonnych do cellulitu kobiet, sprawa nie jest taka prosta. To co się dzieje w ciele kobiety przed miesiączką albo w okresie pokwitania i przekwitania, np. zatrzymywanie wody, obrzęki, zmiany nastroju, wykracza poza temat insuliny, ale cały system hormonalny jest tak powiązany, że nie ma co mówić o hormonach płciowych bez wzięcia pod uwagę hormonów peptydowych.
Zapisane
scorupion
« Odpowiedz #6 : 03-07-2010, 21:41 »


Cytat
czułem się dobrze, potem gorzej a jeszcze potem fatalnie.
Czy chodziło o zaburzenia hormonalne, o których pisze Zibi - czy wiesz, dlaczego tak się działo albo artykuły Zibiego pomogły Ci ogarnąć, co się wtedy stało?



Tu muszę się porządnie zastanowić, żeby nie napisać głupot. W tej chwili nie łaczyłbym tego z hormonami.
Zapisane
Martina
« Odpowiedz #7 : 04-07-2010, 22:59 »

Dieta Lutza jest idealna dla niemających candida i zapewne do niej wrócę już niedługo.
Lov Carb jest idealne na wszelakie choroby i nasz przewód pokarmowy, a nieco zmodyfikowany bez owoców i surowych warzyw (jedynie obrobione i dużo kiszonek) pozwala nam odczuć ulgę w trawieniu i w końcu normalnie się wypróżniamy, czego mi brakowało od dwóch lat.
« Ostatnia zmiana: 04-07-2010, 23:08 wysłane przez Grażyna » Zapisane
Zbigniew Osiewała (Zibi)
« Odpowiedz #8 : 12-07-2010, 15:47 »

Dieta Lutza jest idealna dla niemających candida i zapewne do niej wrócę już niedługo.
(...)
A co to takiego ta candida... Ty myślisz, że Lutzowi i stosującym tę dietę przeszkadzała w czymś candida. Pewnie nawet nie wiedzieli, że ją mają. Dopiero niektóre przechrzty lekarskie i parazytolodzy - zaczęli kręcić "lody" na zwalczaniu infekcji odpasożytniczych, nakręcając przy okazji koniunkturę biznesową innym konowałom.
Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!