Niemedyczne forum zdrowia
30-05-2020, 20:10 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Czwarty tom "Zdrowia na własne życzenie" --> kliknij
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 ... 10 11 [12] 13 14 ... 26   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Może dowcip?  (Przeczytany 308878 razy)
Aga
Początkujący
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 38
MO: 01.05.2010
Skąd: Hamburg
Wiadomości: 28

« Odpowiedz #220 : 20-11-2010, 21:41 »

Pani w szkole do dzieci:
- Czy możliwy jest stosunek z ptakiem?
- Tak - odpowiada Jasiu.
- Z czego to wnioskujesz?
- Bo mama powiedziała, że tata wyj***ał orła na schodach
Zapisane
Fasolek
***

Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 46
MO: 01-12-2008
Skąd: Śląsk
Wiadomości: 54

« Odpowiedz #221 : 21-11-2010, 21:50 »

10 rocznica ślubu. Mąż mówi do żony:
–Musze Ci coś wyznać. Jestem daltonistą
Żona na to:
– Też muszę Ci coś wyznać. Nie jestem z Rzeszowa. Jestem z Mozambiku. lol
Zapisane

Fasolek
Lenka
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 44
MO: 01.07.09
Skąd: Bydgoszcz
Wiadomości: 569

« Odpowiedz #222 : 23-11-2010, 23:20 »

Z pamiętnika chirurga

Sobota.
Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku. Martwię się, że będzie próbował sam się zaszyć.

Poniedziałek.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w dostawie prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też. Dzisiaj miałem tylko dwa wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale poniedziałek jakoś zleciał, tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła między protezami podręcznik anatomii. Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie przypuszczał, że aż z tylu części składa się człowiek.

Wtorek.
Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry. Pożyczyłem co prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no ale jak długo można nadużywać dobrej woli człowieka nie związanego przecież ze służbą zdrowia?

Środa.
W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas operacji, kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się bardzo szybko. Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć o to, że mu przyszyłem butlę z tlenem do pleców. Kiedy już ochłonąłem, to zrobiłem sobie na próbę zastrzyk nową jednorazówką z tego transportu, który dopiero co nadszedł. Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem, zanim wprowadziłem wszystko dożylnie. Siostra Jola powiedziała, że niepotrzebnie się męczyłem, bo igły do tych strzykawek przyjdą w przyszłym tygodniu i iniekcje mają być ponoć łatwiejsze. Eee, pożyjemy zobaczymy.

Czwartek.
Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie. Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała. Na szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast mocno zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu. Otóż spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Bazydło. Powiedział, że przyszedł do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o tyle, że nikt z pracowników naszej placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi takiego nazwiska. No i kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło ukrył przede mną prawdziwy cel swojej wizyty?

Piątek.
Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację. Radość tym większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz częściej, szczególnie podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze marzenie: chciałbym kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je skończyć.

Sobota.
To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie przewracam się o każdego leżącego.

Wtorek.
Bardzo silnie uderzyłem się w twarz butlą tlenową. Nigdy by do tego nie doszło, gdybym nie zrobił sobie omyłkowo zastrzyku ze spirytusu. Przypuszczam, że spirytus podrzucił mi pielęgniarz Gniady z zemsty za to, że zamiast od bólu głowy, dałem mu na przeczyszczenie. Kiedy go czyściło, zrobiłem mu trepanację i napchałem do głowy gazet. Myślę, że bredzę. Dobranoc, kochany dzienniczku. Chyba już w tym tygodniu nic nie napiszę.

Środa.
Dzisiaj rano otworzyłem pana Bielinka, tego spod czternastki. Już od tygodnia skarżył mi się, biedaczek, że mu coś leży na wątrobie. A jednak niczego nie znalazłem. Ciekawe, dlaczego chciał mnie wprowadzić w błąd. Podobnie zresztą, jak pan Paprotka, który usiłował mi wmówić, że ma zimną krew. A kiedy przetoczyłem mu ją do butli, to się okazało, że jej temperatura wynosi grubo powyżej zera. A ściślej mówiąc, 36 i 6, czyli razem 42. A ten Paprotka, widocznie ze wstydu, już się więcej do mnie nie odezwał.

Czwartek.
Popadłem w konflikt z naszym anestezjologiem, doktorem Zegrzyńskim. Zegrzyński uważa, że przekraczam swoje kompetencje usypiając bardziej kłopotliwych pacjentów bez jego wiedzy i na dłużej. A ja pytam co to znaczy dłużej? Te dwa, trzy miesiące zdrowego snu tylko wzmocnią organizm chorego i obsługi.

Piątek.
Konflikt trwa. Nie miałem innego wyjścia. Uśpiłem doktora Zegrzyńskiego.

Sobota.
Dzisiaj przywieziono czterech pacjentów z wypadków. Po ich uśpieniu i długotrwałej operacji wyszło mi dwóch. Zdecydowałem się ich uśpić.

Niedziela.
Zbudzili Zegrzyńskiego, żeby mnie uśpił.

Wtorek.
Salowy Wiśniewski powiedział dzisiaj do mnie podczas obchodu Doktorze, dzisiaj nie wtorek, zapnij rozporek. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że dzisiaj właśnie jest wtorek. Nie wiem, dlaczego ten cham tak się śmiał. Siostra Kulanka też. Nienormalni.

Środa.
Myślałem długo nad wczorajszym incydentem z Wiśniewskim. Sprawdziłem dokładnie wkalendarzyku, potem jeszcze specjalnie włączyłem dziennik. Wczoraj na pewno był wtorek.

Czwartek.
Wiem, że dorosły człowiek, i do tego lekarz nie powinien zaprzątać sobie głowy drobiazgami, ale nie mogę zapomnieć o wtorkowym obchodzie. Dziś przezornie przed wyjściem z toalety zapiąłem sobie rozporek. W końcu dzisiaj nie wtorek, tylko czwartek. Jutro piątek. Może się położę na kilka dni.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zachowanie matki przy kolejnych dzieciach



Twoje ubrania:

Pierwsze dziecko: Zaczynasz nosić ciążowe ciuchy jak tylko ginekolog
potwierdzi ciążę.

Drugie dziecko: Nosisz normalne ciuchy jak najdłużej się da.

Trzecie dziecko: Twoje ciuchy ciążowe STAJĄ się Twoimi normalnymi
ciuchami.

* * *

Przygotowanie do porodu:

Pierwsze dziecko: Z namaszczeniem ćwiczysz oddechy.

Drugie dziecko: Pieprzysz oddechy, bo ostatnim razem nie przyniosły żadnego skutku.

Trzecie dziecko: Prosisz o znieczulenie w 8. miesiącu ciąży.

* * *

Ciuszki dziecięce:

Pierwsze dziecko: Pierzesz nawet nowe ciuszki w Cypisku w 90 stopniach, koordynujesz je kolorystycznie i składasz równiutko w kosteczkę.

Drugie dziecko: Wyrzucasz tylko te najbardziej usyfione i pierzesz ze swoimi ubraniami.

Trzecie dziecko: A niby czemu chłopcy nie mogą nosić różowego?

* * *

Płacz:

Pierwsze dziecko: Wyciągasz dziecko z łóżeczka jak tylko piśnie.

Drugie dziecko: Wyciągasz dziecko tylko wtedy, kiedy istnieje niebezpieczeństwo, że jego wrzask obudzi starsze dziecko.

Trzecie dziecko: Uczysz swoje pierwsze dziecko jak nakręcać grające zabawki w łóżeczku.

* * *

Gdy upadnie smoczek:

Pierwsze dziecko: Wygotowujesz po powrocie do domu.

Drugie dziecko: Polewasz sokiem z butelki i wsadzasz mu do buzi.

Trzecie dziecko: Wycierasz w swoje spodnie i wsadzasz mu do buzi.

* * *

Przewijanie:

Pierwsze dziecko: Zmieniasz pieluchę co godzinę, niezależnie czy brudna czy czysta.

Drugie dziecko: Zmieniasz pieluchę co 2-3 godziny, w zależności od potrzeby.

Trzecie dziecko: Starasz się zmieniać pieluchę zanim otoczenie poskarży się na smród, bądź pielucha zwisa dziecku poniżej kolan.

* * *

Zajęcia:

Pierwsze dziecko: Bierzesz dziecko na basen, plac zabaw, spacerek, do zoo,
do teatrzyku itp.

Drugie dziecko: Bierzesz dziecko na spacer.

Trzecie dziecko: Bierzesz dziecko do supermarketu i pralni chemicznej.

* * *

Twoje wyjścia:

Pierwsze dziecko: Zanim wsiądziesz do samochodu, trzy razy dzwonisz do opiekunki.

Drugie dziecko: W drzwiach podajesz opiekunce numer swojej komórki.

Trzecie dziecko: Mówisz opiekunce, że ma dzwonić tylko jeśli pojawi się krew. * * *

W domu:

Pierwsze dziecko: Godzinami gapisz się na swoje dzieciątko.

Drugie dziecko: Spoglądasz na swoje dziecko, aby upewnić się, że starsze go nie dusi i nie wkłada mu palca do oka.

Trzecie dziecko: Kryjesz się przed własnymi dziećmi.

* * *

Połknięcie monety:

Pierwsze dziecko: Wzywasz pogotowie i domagasz się prześwietlenia.

Drugie dziecko: Czekasz aż wysra .

Trzecie dziecko: Odejmujesz mu z kieszonkowego.

* * *

WNUKI: Nagroda od Pana Boga za niezamordowanie własnych dzieci.
« Ostatnia zmiana: 24-11-2010, 00:13 wysłane przez Grażyna » Zapisane
Gosiek
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 10.11.2006
Skąd: Beskidy
Wiadomości: 244

« Odpowiedz #223 : 25-11-2010, 12:22 »

Lenka, popłakałam się... A mam dopiero "pierwsze dziecko".
Zapisane
Iza38K
« Odpowiedz #224 : 25-11-2010, 21:52 »

Gosia - nie ma się z czego śmiać. Co prawda trochę ten dowcip przejaskrawiony, ale tak to mniej więcej wygląda  smile przy trójce dzieci.
Zapisane
scorupion
« Odpowiedz #225 : 27-11-2010, 19:43 »

Z językiem polskim bywają problemy. Przekonał się o tym pewien student na wykładzie profesora Miodka kiedy zapytał czy zwrot "porachuje" jest prawidłowy. Uzyskał odpowiedż, że w zasadzie tak, ale lepiej byłoby powiedzieć "czas panowie".
Zapisane
Iza38K
« Odpowiedz #226 : 27-11-2010, 22:00 »

 biggrin
Zapisane
Dania
Początkujący
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 48
MO: 01.09.2010
Skąd: Lubuskie
Wiadomości: 49

« Odpowiedz #227 : 03-12-2010, 08:24 »

Dowcip medyczny - niestety autentyczny i w związku z tym nie wiem, czy w ogóle zabawny.

Znajomy dentysta, (który w co drugim zdaniu powtarza „my lekarze” lub „z medycznego punktu widzenia” itd.) uparcie próbował mnie do czegoś przekonać  bash a ja jak głupia zadawałam co raz to nowe pytania. Postanowił mnie w końcu załatwić metodą porównawczą:
"Któregoś dnia wyczuje Pani albo lekarz znajdzie Pani w piersiach guzek" zaczął.

Niestety mu przerwałam - "Nie, nie znajdę".

"To może lekarz znajdzie, na USG." Dodał z nadzieją.

"Szczerze mówiąc, nie sądzę".

"No dobrze - w takim razie podam Pani przykład z rodziny". I tu opowiedział mi historię swojej 18-letniej brata- lub siostrzenicy, która jutro będzie miała wycinany taki guzek.

"Dzisiaj jest maleńki, ale za 20 lat może być złośliwy (znamienne, że nawet lekarz nie wierzy w szanse, że medycyna znajdzie kiedyś środek na raka).

Pomyślałam sobie, że przecież nie będę mu mówić o Biosłone, bo i tak tego nie wykorzysta, ale z drugiej strony taka młoda dziewczyna... Uznałam, że jeżeli o tym nie powiem, to sobie nigdy nie wybaczę. Mówię więc, że może lepiej trochę poczekać - w końcu 20 lat to szmat czasu, że może spróbować innych metod, problem przecież nie jest naglący itd. Wtedy on mi przerywa i mówi, że się z tym zgadza, że powinno się najpierw zrobić biopsję, ale to przecież nie jego dziecko. Na to ja, że biopsja to też zabieg i że może MO, żeby wszedł na bioslone.pl. I na tym kończę.

Kilka dni później rozmawiamy przez telefon w innej sprawie i on mówi:
"A propos (wymawiając na końcu "s" - zawsze tak robi - czym mnie do szału doprowadza) tej mikstury to ją Pani dostaje od jakiegoś bioenergoterapeuty?"

"Nie, sami robimy w domu."

"Ale składniki kupujecie u niego, tego wynalazcy metody. W końcu z czegoś musi żyć".

"Olej kupiłam w Piotrze i Pawle (nie wiem, który z nich jest bioenergoterapeutą), aloes w aptece koło Pana gabinetu a cytryny w sklepiku Pani Joli".

Było słychać, że myśli: „Nie jest dobrze - nie ma się czego uczepić. Na dodatek facet na tym nie zarabia, więc trudniej zrobić z niego oszusta żerującego na ludzkiej naiwności ". Ale od czego jest inwencja twórcza.

"Dzisiaj to Pani pomaga, ale za kilka lat może się okazać, że to wszystko szkodzi."

"Szczerze mówiąc też się nad tym zastanawiałam. Ale w końcu Kreteńczycy codziennie piją na czczo kieliszek oliwy a Francuzi wodę z cytryną i oba narody należą w Europie do najdłużej żyjących. No a o gojących właściwościach aloesu wiedzą wszyscy.”

„No nie wiem. Nigdy o tych praktykach nie słyszałem a działanie aloesu nie jest mi znane. Z tego wszystkiego przekonuje mnie tylko cytryna – ma dużo witaminy C. Olej zawiera za to dużo szkodliwego tłuszczu a ten aloes – sam nie wiem. No i nie wiemy, jak się to wszystko zachowuje, gdy się te składniki połączy”.

„Nad tym też się zastanawiałam, ale w filiżance widać, że właściwie to się za bardzo nie łączy, więc nie ma problemu”.

I tu się Pan Doktór ucieszył:

„W szklance może nie, ale w organizmie wszystko jest możliwe. W końcu tam działają różne enzymy. To tak jak składniki bomby – każdy z osobna nie jest niebezpieczny, ale w połączeniu mogą stać się MIESZANKĄ WYBUCHOWĄ!”

Od tego dnia MO nazywana u nas w domu dotychczas CM (cudowna mikstura) stała się MW czyli miksturą wybuchową.
« Ostatnia zmiana: 03-12-2010, 20:13 wysłane przez Grażyna » Zapisane
Zuza
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 01-07-2008
Wiedza:
Skąd: Podkarpacie
Wiadomości: 683

« Odpowiedz #228 : 03-12-2010, 12:50 »

http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=1902.msg121042#msg121042
Bomba! Ale o tych dzieciach to w zasadzie sama prawda smile

http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=1902.msg121289#msg121289
Zajarzyłam po paru sekundach i mało z krzesła nie spadłam! Kiedy byłam dzieciakiem, to krążył dowcip w podobnym stylu. Kazało się koleżance na głos powiedzieć takie zdanie: nasi przodkowie na mchu jadali.
Zapisane

Zbigniew Osiewała (Zibi)
« Odpowiedz #229 : 09-12-2010, 19:53 »

Dwie koleżanki z jednej ławy szkolnej spotykają się po latach. Jedna do drugiej mówi: - "Nie żałujesz tego kroku, że wyjechałaś po LO do Francji?". "Nie" - odpowiada. "Czy nie miałaś kłopotów z językiem francuskim?" - "Nie. Na początku miałam tylko duże obrzydzenie...".
Zapisane
Kalina
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 08.03.2009
Wiedza:
Skąd: lubuskie
Wiadomości: 960

« Odpowiedz #230 : 09-12-2010, 20:14 »

Pani w szkole prowadzi lekcje na temat różnych zjawisk nadprzyrodzonych. Pyta dzieci czy któreś dziecko widziało lub słyszało o takich zjawiskach. Zgłasza się Jaś i mówi, że w sypialni rodziców pojawia się Matka Boska. Pani prosi Jasia, żeby opowiedział o tym.
Jaś, kiedy tata wchodzi do sypialni, mama krzyczy, matko boska ty znowu do mnie  msn-wink.
Zapisane
Thompsonn
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26
MO: 29-10-2010
Wiadomości: 104

« Odpowiedz #231 : 15-12-2010, 23:39 »

Może nie dowcip, ale też "humorzaste" (przeglądarka przetłumaczyła angielski tekst o MO)

"Wielu pałkę ich mózgu, dlatego wykonawczych mieszaniny oczyszczania wywołało spadek odporności, bo do tej pory nie poniósł spalin, podczas gdy teraz zapukał je w dół."

Oryginał:

"Niejeden będzie zachodził w głowę, dlaczego wdrożenie Mikstury oczyszczającej wywołało u niego spadek odporności, gdyż dotychczas na grypę raczej nie chorował, a tu masz – grypa zwaliła z nóg."
Zapisane
Krakowianka01
Początkujący
*

Offline Offline

Wiadomości: 29

« Odpowiedz #232 : 13-01-2011, 14:48 »



Dlaczego kura przekroczyła ulicę?

Pani przedszkolanka:
Żeby przejść na druga stronę.

Platon:
Dla ważniejszego dobra.

Arystoteles:
Taka jest natura kur, ze przekraczają ulice.

Karol Marx:
To było historycznie nie do uniknięcia.

Ronald Reagan:
Zapomniałem.

Andersen Consulting:
Deregulacja na dotychczasowej stronie ulicy zagrażała dominującej pozycji rynkowej kury. Kura rozpoznała wyzwanie w rozwinięciu swoich kompetencji, które są niezbędne do przetrwania na nowych rynkach
nacechowanych wysoką konkurencją. W partnerskiej współpracy z klientem
Andersen Consulting pomógł kurze przemyśleć fizyczną strategię dystrybucji i procesów przetwórstwa. Stosując Model Integracji Drobiu
(MID) Andersen pomógł kurze zastosować jej umiejętności, metodologię, wiedzę,kapitał i doświadczenie, w celu nakierunkowania pracowników, procesów i technologii kury w ramach Program Management na wspomaganie
jej całościowej strategii. Andersen Consulting zaangażował zróżnicowane Cross-Spectrum analityków ulic i najlepsze z kur, jak również doradców Andersena z szerokimi doświadczeniami w przemyśle transportowym, którzy
podczas dwudniowych narad sprowadzili swój osobisty kapitał wiedzy do wspólnego poziomu i stworzyli synergię, aby osiągnąć konieczny cel, a mianowicie wypracowanie i wdrożenie ogólnoprzedsiębiorczej ramy wartości
w procesie drobiowym średniego szczebla. Spotkanie miało miejsce w parkowej okolicy, aby zapewnić atmosferę testową, która bazuje na strategach, na których skupia się przemysł, i która zaowocowała w jasnej
i jedynej w swoim rodzaju teorii rynku. Andersen Consulting pomógł kurze przemienić się, żeby stała się bardziej kurą sukcesu.

Martin Luther King, jr.:
Widzę świat, w którym wszystkie kury są wolne i mogą przekraczać ulice, nie będąc pytanymi o motywy.

Richard M. Nixon:
Kura nie przekroczyła ulicy. Powtarzam, kura NIE przekroczyła ulicy!

Machiavelli:
Decydujące jest to, ze kura przekroczyła ulicę. Kogo interesują powody? Przekroczenie ulicy usprawiedliwia wszelkie motywy.

Freud:
Fakt, ze się w ogóle tą sprawą interesujecie, ujawnia waszą seksualną niepewność.

Bill Gates:
Akurat wypuściłem na rynek nowy KuraOffice 2000, który nie tylko będzie przekraczał ulice, ale również będzie znosił jaja, zarządzał ważnymi dokumentami i wyrównywał stan waszego konta.

Einstein:
Czy to kura przekroczyła ulicę, czy też to ulica się przesunęła pod kurą, zależy od waszego punktu odniesienia.

Budda:
Tym pytaniem ujawniasz twoja własną kurzą naturę.

Ernest Hemingway:
Aby umrzeć... w deszczu...

Bill Clinton :
W żadnym momencie nie byłem z tą kurą sam na sam.

Adolf Hitler:
Aryjskich kur nie powstrzymają drogi wytyczone na mapie świata przez judejską plutokrację.

Ernesto Che Guevara:
Kura jest jak rower - kiedy nie jedzie, to się przewraca.

Józef Piłsudski:
Wysiadła z czerwonego tramwaju na przystanku niepodległość.

Zaratustra:
W górę, wzwyż, póki gwiazd własnych nie ujrzy pod swymi pazurami!

Rzecznik prasowy Policji:
Trwają czynności procesowe zmierzające do ustalenia przebiegu zdarzenia. Ze względu na dobro sprawy, na obecnym etapie śledztwa nie możemy udzielić Państwu dalszych informacji.

Leibnitz:
Szuka najlepszego ze światów.

Diogenes:
Szuka prawdziwej kury.

A. Lepper:
Balcerowicz musi odejść!

( ściągnięte z sieci)
Zapisane
maciej_k
« Odpowiedz #233 : 13-01-2011, 15:17 »

Na lekcji katechezy siostra pyta dzieci:
Dzieci kochane, co to jest: małe, rude, ma duże oczka, skacze po drzewach i je orzeszki?
Zgłasza się Jasiu:
Wygląda mi na wiewiórkę.... ale jak siostrę znam, to pewnie będzie Jezus.
Zapisane
Eso75
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 01-05-2007
Wiedza:
Wiadomości: 678

« Odpowiedz #234 : 18-01-2011, 11:10 »

Siedzi dresiarz z laską na ławce. W pewnej chwili zamachnął się i jej ostro przywalił. Dziewczyna podnosi się ziemi, ociera krew i pyta "Miśku, a czemu ty mnie uderzyłeś?" "Walnąłem bo walnąłem ... po cholerę drążyć temat."
Zapisane
Kalina
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 08.03.2009
Wiedza:
Skąd: lubuskie
Wiadomości: 960

« Odpowiedz #235 : 08-02-2011, 16:40 »

Turysta idzie w góry, po drodze spotyka Gazdę grabiącego łąkę i zaczyna rozmowę.
Turysta pyta. Gazdo, a wiecie ile lat mają te góry?
Gazda odpowiada 3 miliony lat i dwa dni.
Turysta, a jak to Gazdo policzyliście?
Dyć to proste, dwa dni tymu szedł jakichś profesor i mówił, że te góry mają 3 miliony lat.
Zapisane
Kalina
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 08.03.2009
Wiedza:
Skąd: lubuskie
Wiadomości: 960

« Odpowiedz #236 : 08-02-2011, 17:06 »

Na Mazury przyjechał ornitolog, chciał obserwować ptaki na małej wysepce.
Wynajął łódź, by dopłynąć do wyspy.

Po drodze ornitolog pyta rybaka, zna się pan na ptakach?
Rybak odpowiada nie znam się. Ornitolog odpowiada, o to tracisz pan 1/3 życia.

Płyną dalej i ornitolog znowu pyta, a zna się pan na tutejszych zabytkach?
Rybak odpowiada nie znam się. Ornitolog odpowiada, o to tracisz pan 1/3 życia.

Płyną dalej, zrywa się burza. Rybak pyta ornitologa, umiesz pan pływać?
Ornitolog odpowiada nie, rybak na to, o to tracisz pan całe życie.
Zapisane
scorupion
« Odpowiedz #237 : 21-02-2011, 20:41 »

Wpada facet do gabinetu dyrektora cyrku i mówi:
 - Panie, mam taki numer, że ludzie oszaleją. Będzie pan milionerem!
 - Spadaj mi pan! Mam dobry program i nie potrzebuję żadnych nowych numerów.
 - Niech pan posłucha przez 30 sekund, na pewno pana przekonam.
 - No dobrze, mów pan, ale szybko.
 - Niech pan sobie wyobrazi cały sufit cyrku obwieszony balonami. Balonami z gównem. A na arenę wjeżdzają konie. Na każdym koniu amazonka. Z łukiem. I amazonki zaczynają galopować w koło. Unoszą łuki. Zaczynają strzelać do balonów. Przebijają je po kolei a całe gówno spada na dół. Przebijają wszystkie. Na dole wszystko jest nim pokryte.
 Widzowie w gównie, arena w gównie, orkiestra w gównie, konie w gównie, amazonki w gównie...
 I wtedy wchodzę ja... Cały na biało.
Zapisane
maciej_k
« Odpowiedz #238 : 21-02-2011, 20:55 »

- Idziesz dzisiaj do kościoła?
- Nie mam kasy.
Zapisane
Szpilka
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 6.06.2007
Wiadomości: 171

« Odpowiedz #239 : 21-02-2011, 21:11 »

- Idziesz dzisiaj do kościoła?
- Nie mam kasy.
biggrin
Zapisane
Strony: 1 ... 10 11 [12] 13 14 ... 26   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!