Niemedyczne forum zdrowia
07-12-2021, 13:54 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Radiobiosłone --> www.radiobioslone.pl
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 2 3 [4] 5 6   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Maszyna ruszyła  (Przeczytany 81216 razy)
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #60 : 09-01-2016, 12:17 »

Ha! A jednak poznałam się na człowieku. smile Kamil przed Tobą piękne życie i sporo rzeczy do odkrycia w temacie działań naprawczych.
Udana, nie chwal dnia przed świtem. To się jeszcze okaże.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #61 : 09-01-2016, 13:58 »

Krótki feedback dla potomnych.

Po przeczytaniu t. 1 rozpoznałem pewne problemy i zrozumiałem dlaczego wszyscy trzymali języki za zębami. Taka kolej rzeczy. Cena, jaką zapłaciłem za niedoczytanie, była wysoka.

W ciągu ok. 10 dni "chorowania" zgodnie z poprzednimi postami straciłem ok. 8 kg wagi (ponad 10% masy ciała). Co w moim przypadku jest istotne, gdyż od przeszło trzech lat nie spożywam produktów mącznych (niewliczajac panierki kukurydzianej czy gryczanej) i w pierwszej fazie odstawienia glutenu zrzuciłem prawie 30 kg nadwagi (a grubasy szukają diety C.U.D. SIC!).

Jedyny "plus" tych -8 kg to to, że spalony tłuszcz odkrył nigdy dotąd niewidoczny mały kaloryfer. Ale to taka "nagroda" na otarcie łez.

Prawdopodobnie był to błąd, ale zaraz po świętach narysowałem wielką czerwoną krechę i rozpocząłem etap I diety prozdrowotnej + KB.

Jestem cały czas głodny, jem 7 razy dziennie + 1 lub 2 KB zatłuszczone śmietaną. Dotychczas udało się odzyskać prawie 1 z 8 straconych kg i zakryć kaloryfer. Tyle z pocieszenia:).

Strasznie dużo chce mi się pić - nic na siłę - i oddaję mocz ok 7-8 razy w ciągu doby (w tym raz w nocy). Może to efekt siemienia lnianego.

Do dziś zdarza się, że ropa, która nadal się zbiera, zawiera krew. Migdały są nadal duże, przy czym prawy jest większy od lewego. Czopiki widoczne. Ból odczuwalny sporadycznie (delikatny), bardziej od prawego migdała. Wdrożyłem płukanie alocitem i ssanie oleju. Zakrapiam nos. Szykuję są na zioła - jedne i drugie.

Od świąt odpuściłem sobie praktycznie całkowicie aktywność fizyczną i zrobiłem przerwę w pracy. Czytałem / i nadal czytam ZNWŻ i wdrażałem poprawki.

W tym miejscu chciałbym też złożyć wniosek racjonalizatorski, a mianowicie dotyczący usprawnienia menu / nawigacji na stronie bioslone.pl, aby zwiększyć przejrzystość. No chyba że jest to efekt zamierzony skłaniający do zakupu podręczników, choć szczerze w to wątpię.

Podręczniki kupić warto, by łatwiej "nawigować" i wyszukiwać interesujące treści. Jednak usprawnienie menu (mam kilka pomysłów) poprawi komfort zapoznawania się z treściami osobom, które zaczynają przygodę z powrotem do zdrowia.

Może pozwoli to uniknąć pewnych nieporozumień i nieporządanych sytuacji.

Wielkim błędem po mojej stronie było rozpoczęcie MO od oleju z pestek winogron. Prawdopodobnie zła interpretacja stanu wcześniejszych odcinków układu. Szczerze powiedziawszy nadal nie wiem jak co mam interpretować. Jadę aktualnie na oleju z oliwek. Nie odczuwam żadnych problemów przed upłynięciem 30 minut, chyba że jest to kawa, której normalnie nie piję, ale teraz jakoś zacząłem spożywać.

Pewne dokuczliwości ze strony u. pokarmowego są, jednak nie jest to nic uporczywego, choć są to nieprawidłowości. Zobaczymy jak to się wszystko będzie zachowywało w dłuższej perspektywie czasu.

Nie wiem czy przeczytałem to w podręczniku ZNWŻ / portalu bioslone.pl, czy gdzieś indziej, jednak niezależnie od źródła nie zgadzam się z twierdzeniem, że materię można zmieniać wyłącznie w sposób typowo materialny. Zarówno aktualne badania fizyczne, jak również prastare przekazy joginów wskazują, że w określonych warunkach można potencjalnie niematerialnie wpływać na materię. Potencjalnie, ponieważ dźwiękiem, który jest rodzajem światła, które to jest albo cząsteczką albo falą - w zależności od oczekiwań badacza. Czyli de facto używając pewnej materii względnie energii. I tak samo jak pokarm postawiony na słońcu podlega pewnej samoczynnej obróbce termicznej, tak samo nasze otoczenie, w tym też pokarm, można obrabiać dźwiękiem czy też innym rodzajem energii.

W taki sam sposób nieumyślnie (bądź w niektórych przypadkach umyślnie) nadajemy otoczeniu, w tym i pokarmowi, pewnych właściwości poprzez nasze fale mózgowe, energię naszych rąk (którymi przyrządzamy posiłki) i wszelką inną aktywnością umysłową, mentalną i fizyczną.

Sądzę, że autor ZNWŻ mógłby rozważyć poruszenie tego wątku i w przyszłości ujęcie tego dodatkowego aspektu w podręczniku.

Jeżeli jest to poruszone gdzieś w treściach, których jeszcze nie przeczytałem, to proszę o zignorowanie. Jednak piszę o tym już teraz (zanim przeczytałem wszystko), bo możliwe że nad tą kwestią nikt z was, w tym autor, nie dywagował, a moim zdaniem warto.

I nie chodzi mi tu o magików, wsponianych też w podręczniku, którzy to zalecają medytację (która medytacją nie jest, a oszustwem, podobnie jak joga) czy mantry (które nie są prawdziwymi mantrami, a działaniami otępiajacymi).

[nie twierdzę, że joga jest czymś złym, jednak pisząc w tym wierszu joga nie mam na mysli tego, co ogólnie się pod tym pojęciem rozumie]

Chodzi o świadomość i uważność czynności, które wykonujemy. Każda mechanizacja - robienie czegoś odruchowo - odczłowiecza daną czynność, robi ją jałową, bo osobnik nie jest jej świadomy. Tak więc poranna pobudka i nieświadome, utarte w mózgu działanie mające na celu wypicie mikstury jest mniej skuteczne niżpelne świadomości działanie.

A jako że człowieka natura jest taka, jaka jest, to jest on podatny na automatyzowanie czynności. Świadczy o tym też fakt bardzo łatwego popadania w nałogi i ciężkiego z nich wychodzenia.
« Ostatnia zmiana: 09-01-2016, 15:11 wysłane przez Pkamil » Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Asia61
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 60
MO: 06.03.2012 z przerwami na zdrowienie, KB od 01.05.2012, ZZO, bez glutenu!
Wiedza:
Skąd: łódzkie
Wiadomości: 2.360

« Odpowiedz #62 : 09-01-2016, 16:05 »

 
Cytat
Jestem cały czas głodny, jem 7 razy dziennie + 1 lub 2 KB zatłuszczone śmietaną. Dotychczas udało się odzyskać prawie 1 z 8 straconych kg i zakryć kaloryfer. Tyle z pocieszenia:).

Strasznie dużo chce mi się pić - nic na siłę - i oddaję mocz ok 7-8 razy w ciągu doby (w tym raz w nocy). Może to efekt siemienia lnianego.

Do dziś zdarza się, że ropa, która nadal się zbiera, zawiera krew. Migdały są nadal duże, przy czym prawy jest większy od lewego. Czopiki widoczne. Ból odczuwalny sporadycznie (delikatny), bardziej od prawego migdała. Wdrożyłem płukanie alocitem i ssanie oleju. Zakrapiam nos. Szykuję są na zioła - jedne i drugie.

Kamil, weź pod uwagę fakt, że w trakcie oczyszczania zdarzy Ci się bardzo wiele dziwnych objawów, których do normy zaliczyć nie można. To już tak jest, gdy zaburzona jest (czasowo) homeostaza organizmu.

Widzę, że masz tendencje do popędzania organizmu do zdrowienia. Oby to nie był Twój kolejny błąd.  
 Fajnie, że się zaangażowałeś. Życzę Ci powodzenia. smile
Zapisane

Zdrowie fizyczne i stan psychiczny człowieka są ze sobą ściśle powiązane.

- Awicenna
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #63 : 09-01-2016, 16:47 »

Nie popędzam. Działam normalnie. Generalnie nie mam żadnych wielkich objawów chorobowych - poza tym anginowym przejściem - o jakich tu czytam na forum. I wbrew pozorom, jak przed wycięciem i wywaleniem ropska męczyłem się z tym spuchniętym do granic możliwości gardłem, po ustapieniu gorączki moc wróciła. Nie całkowicie jak przed "zachorowaniem", ale na tyle, aby normalnie funkcjonować.

Przeczytawszy t. 1 wiem, że jest dużo do zrobienia, zatrważająco dużo. Jednak mimo okoliczności mam poczucie i przekonanie, że mam moc na to, co aktualnie robię. Gdyby tak nie było, działałbym inaczej.

Jeżeli to "przyspieszanie" wnosisz po moim fragmencie o świadomym i uważnym działaniu, to jest to generalnie mój tryb życia. Z niczym się nie spieszę, działam uważnie i ostrożnie - teraz w tej chwili, jakby jutra miało nie być. W taki sposób moje działania, niezależnie od ich charakteru, odnoszą wielokrotnie lepsze efekty, niż osiągalne z inną metodą [w przeszłości]. Bo są skupione na realnym tu i teraz a nie na nierealnym jutro czy wczoraj, którego już nie ma.

Ta efektywność wychodzi sama z siebie, nie jest następstwem żadnego przyspieszania. Nie jest celem samym w sobie, a przychodzi mimochodem.

I choć nie jestem osobą wierzącą, żyję w zgodzie z pewną "religią", której założeniem są powyższe.

Napisałem to, co napisałem głównie z tego względu, że autor ZNWŻ wielokrotnie pisze o tym, że pokarm ma smakować / ból nie może przeszkadzać itp. Czyli porusza de facto pozamaterialne aspety życia (nie wchodząc już głęboko w teorie fizyczne).

Tym samym, moim skromnym zdaniem, pokarm przygotowany przez osobę w dobrym nastroju, bez zmartwień, pozytywnie nastawioną do życia, świadomą tego, co robi, musi być lepszy, pożywniejszy, zdrowszy. I aspekt ten jest ważniejszy od walorów smakowych, przy czym posiłek przygotowany jak wyżej opisano, w większości przypadków jest smaczny, bo inaczej być nie może. A w drugą stronę nie zawsze tak jest - gdy automatycznie mieszamy/łączymy składniki, przyprawy itp w posiłek.

Tak więc nie chodzi o żaden tryb turbo. I nawet jeżeli dzięki prostym zabiegom uda się poprawić samopoczucie osobnika i jego nastawienie do procesów, to jest to wielki sukces. Czytam, że wiele osób jest ospałych, bez energii do działania, negatywnie nastawionych - może to jest pewna droga dla nich, aby poczuć się lepiej w momentach, kiedy ciało niedomaga. Trzeba pamiętać o tym, że umysł jest ponad ciałem i ma potężną moc.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #64 : 09-01-2016, 17:05 »

Cytat
 
 Fajnie, że się zaangażowałeś. Życzę Ci powodzenia. smile
Bez zaangażowania nic się nie uda. Inaczej się nie da. Za życzenia dziękuję.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #65 : 15-01-2016, 14:08 »

Jak smakuje milion USD? Jak zabłąkana rodzynka, która przez przypadek wpada do paszczy pod koniec DP1. Dziś zakończyłem i właśnie wsuwam pierwsze jabłko. Podsumowanie wieczorem.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #66 : 23-01-2016, 17:11 »

Podsumowanie troszkę się przesunęło w czasie, ale co się odwlecze ...

Zaczynamy od migdałów:
- wróciły do swoich normalnych rozmiarów, prawie miesiąc czasu to trwało
- stosowałem płukanie alocitem i ssanie oleju (czasami jedno i drugie na dzień, czasami tylko jedno, sporadycznie nic nie udało mi się zrobić)
- na prawym został czopik, gardło czasami pobolewa delikatnie, głównie z powodu wysuszenia jamy ustnej w ciągu nocy (o tym za chwilę)
- wczoraj chodziłem rozchełstany po mrozie pobolewało mocniej, ale przeszło
- płukanie alocitem po tygodniu wzmocniło dziąsła - zero krwawienia, które raz po raz przy szczotkowaniu lub nitkowaniu występowało

Nosek:
- zakrapiam kroplami (jedna rano, druga wieczorem, czasami tylko jedną rano lub wieczorem)
- efekt uboczny - nos się zapycha delikatnie; w ciągu dnia oddycham normalnie nosem, ale w nocy przełącza na usta, co powoduje ww. suchość
- węch bez zmian, nadal czuję na milę smród palaczy i papierochy w ubraniu osób, które przeszły przez palarnię
- babole bez zmian - nadal są
- jest jakby katar, którego nie było przed kropelkami - średnio-gęsta wydzielina (żółta/zielonkawa), którą trzeba odciągnąć, odkrztusić i wypluć; rano najwięcej, w ciągu dnia sporadycznie
- czasami mam wrażenie, że ta wydzielina nie schodzi w dół z nosa, a jest zaciągana do góry gdzieś z gardła; jestem nawet pewien, że tak jest
- żadne z powyższych nie jest uciążliwe, nie jest to nic nadzwyczajnego

Układ pokarmowy/wydalniczy:
- po zakończeniu etapu pierwszego nie było tak pięknie, jakbym się tego spodziewał, co czwarty stolec zbliżony do opisanej normy, reszta mniej lub bardziej rozrzedzona
- burczenie w brzuchu - raz na ruski rok - tak jak przed etapem I
- przelewanie sporadyczne, trochę mniej niż przed etapem I
- wiatry (aktualnie) są, głównie rano i wieczorem z naciskiem na pierwsze - trochę lepiej niż przed etapem I, mam wrażenie że nie są cuchnące jak wcześniej
- ciągłe uczucie parcia - jest, a wcześniej nie było
- szkodziła mi kawa, na którą miałem ciągle mega ochotę, gdzie normalnie piję jedną na miesiąc; ODSTAWIŁEM i od razu się polepszyło
- rozumiem, że spowodowane jest to tym, że któryś z pokarmów drażni nadżerki, co powoduje rozwodnienie kału i dokarmianie drożdżaków; jeżeli się mylę, to proszę o wskazówkę
- za chwilę ferie i uciekam z domu na mały relaksik - spróbuję przez tydzień odżywiać się monotonnie wspierając organizm KB i wyciągnąć jakieś sensowne wnioski
- aktualnie jestem w fazie przejściowej między etapem I a II - do dozwolonych w I dorzuciłem banan jako składnik KB, jedno jabłko dziennie + jedna gruszka, czasami kilka rodzynek wieczorkiem:)
- głód nie jest taki uporczywy jak wcześniej, nie muszę już tyle jeść (takich porcji, ale ilość 3-4 posiłki + 2-3 KB pozostała)
- odzyskałem troszkę ponad 2 kg - tłuszczyk na brzuchu wrócił do normy
- pęcherz - chyba jest przeziębiony, bo nadal często oddaję mocz
- od kilku dni stosuję zioła na drogi moczowe i na tę chwilę nie można nic powiedzieć - czekam na efekcik choćby mały
- strasznie śmierdzący pot wydzielam, również przy zerowym wysiłku

Inne:
- zapotrzebowanie na sen zmalało z 11-12 do 9-10 godzin na dobę (bez drzemek w ciągu dnia); przed anginą 5,0-6,5 godzin / doba bez drzemek w ciągu dnia, po chorobie ok. 12 / doba i do tego zmęczony
- powyższe rozumiem, że organizm powoli wraca do jakiegoś bardziej normalnego stanu
- miałem akcję strasznego kręcenia ścięgien stóp w okolicy podbicia - nie mogłem ani w jedną ani w drugą stronę ruszać stopą, bo tępo bolało; po kilku dniach ustało samoczynnie
- po ponad miesiącu przerwy wróciłem do treningów i daję radę
- kąpiel w oleju (zastąpiłem szare mydło gąbką, mydło stosuję na włosy tylko) - dziwne uczucie takiego delikatnego smarowania na całym ciele; bezsprzeczną zaletą jest to, że wanna pokryta olejem nie chwyta brudu - wystarczy ręką przejechać i czysta
- maluch (niecałe 1,5 roku) rozpoczął MO (po 3 x 1 ml)
- żona mówi, że jestem pier... a Pan S. jest taki i owaki - ale to jest akurat pozytywne, bo potwierdza podążanie w dobrym kierunku; ludzie zawsze krytykują  to, co sami chcieliby zrobić, ale brakuje im odwagi
- KB - zajefajna sprawa; mój ulubiony skład to podstawa + 1/2 banana + śmietana; takich mógłbym 5 sztuk dziennie przyjmować

Fazit:
- jadę dalej ze wszystkimi działaniami
- na ewentualne uwagi i sugestie czekam niecierpliwie
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #67 : 30-01-2016, 12:33 »

Kolejny feedback.

Układ pokarmowy:
- input żywieniowy delikatnie urozmaicany (groch, fasola)
- output w ciągu kilku ostatnich dni już w żadnym przypadku nie był rzadki, jest prawie zgodny z opisem dla normalnego
- jednak pierwsze odcinki kału są jak czubek maczugi - ostre i kłujące
- bulgotania i przelewania prawie całkowicie ustąpiły
- gazy występują nadal (chyba mnie), raczej bez towarzyszącego zapachu, a jak już to nie są to bomby smrodowe

- waga bez zmian, ale biorąc pod uwagę wysiłek treningowy i dietę, nie ma prawa podskoczyć - cieszę się, że nie spada:)
- posiłki: 4-5 dziennie + 2-3 KB
- śmietana 18% jest prawie do każdego posiłku
- ilość posiłków (4-5) jest chyba troszkę wymuszona domowym trybem życia i przygotowywaniem niemal wszystkich dań - wczoraj byłem na wyjeździe służbowym i dałem radę z 2 posiłkami (sałatka ze śmietaną, którą zabrałem ze sobą jako nr 3, zepsuła się zanim ją skonsumowałem)

Gardło:
- nadal bardzo wrażliwe - jedno wyjście (12 stopni C) bez kurtki na zewnątrz na kilka minut, a wieczorem już pobolewa
- aktualnie pogłębiły się reakcje organizmu - doszedł średni kaszel i odkrztuszanie gęstej, klejącej i ciągnącej się, białej wydzieliny, która ma nieprzyjemny zapach i przybiera formę długich cienkich pasków
- podczas kaszlu słychać, że to gdzieś z głębi się wydobywa - zarówno dźwięk kaszlu, jak również wydzielina
- równolegle pojawiła się chrypka poranna, która w ciągu dnia zanika, jednak głos od paru dni delikatnie zmodyfikowany
- kaszel i odkrztuszanie przychodzą, pomęczą chwilkę i odchodzą
- zielony, wstrętny ropny katar koloru ciemnozielonego, który łatwo odciągnąć i wypluć
- wdrażam od dziś miodek do herbaty
- resztę działań pozostawiam bez zmian
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #68 : 03-02-2016, 11:31 »

Feedback już nawet nie liczę który:

Układ pokarmowy:
- delikatna poprawa z wiatrami porannymi - to pewnie przez późnowieczorne / nocne jedzenie, lubię jabłko czy gruszkę wciągnąć
- przelewanie czy poburkiwanie znikome, nieodczuwalne (teraz pomyślałem o nim i coś się tam ruszyło:))
- wypróżnianie: burak lekko ugotowany przerwał ciągłość ładnej kupy, ale tragedii nie było; przy okazji mocz się zabarwił na wiadomo jaki kolor
- posiłki: 4-5 + 2-3 KB
- przestałem odczuwać pragnienie i potrzeba picia wody zmalała z 4 do 1 szklanki dziennie, obok tego wypijam maks. 3 szklanki herbaty + KB jak wyżej; na treningach ok 0,5 litra wypijam i to też nie zawsze

Górne drogi oddechowe:
 - katar zawalił nos, wydzielina ciemniozielona, gęsta, śmierdząca, ale nie ma problemu z oczyszczeniem - generalnie wydmuchuję, a jak się nie da to w drugą stronę.
- przestałem kropelkować
- gardło delikatnie pobolewa; dziwne, bo teraz z lewej strony

Dolne drogi oddechowe:
(i tu proszę o delikatne wsparcie, o ile zauważycie coś wymagającego działania lub zaprzestania jakiegoś działania)
- krtań / tchawica boli, ból oceniam na średni
- silny kaszel, chwilami bardzo silny, mocne odkrztuszanie wydzieliny, która z białej zrobiła się szaro-zielona, wstrętna, gęsta i śmierdząca
- wydzieliny jest dużo
- charczy w oskrzelach i czuć to bardzo wyraźnie
- przy kaszleniu nasila się ból krtani/tchawicy i pojawia chwilowy ból w klatce w okolicy mostka
- zaznaczam: jestem byłym palaczem (jakieś 17 lat ciemnogrodu), od 2 lat nie palę; od rzucenia fajek chorowałem dwa razy, jak opisywałem (grypa + angina)
- jakieś sugestie?

Inne dziwności:
- mikstura z kukurydzianym
- szybszy przyrost masy mięśniowej
- raz po raz lekkie pobolewanie głowy, czego od kilku lat nie doświadczyłem; jednego dnia silniejsze bóle czaszki, ale bez painkillerów (nadal zasada NoMeds)
- piję regularnie mieszankę na drogi moczowe, ale zmiany są ciut ciut niewielkie; nadal często oddaję mocz
- zauważyłem, bądź uświadomiłem sobie, że "bardziej" wypadają mi włosy - i chyba to jest zmiana na bardziej, bo z brody też, czego wcześniej nie było; wypadają tylko niesiwe; ale też bez przesady - może 2 razy więcej niż przedtem (parędziesiąt włosów w wannie po kąpieli)
- po roku czasu od ostatniej naprawy zębów pojawiły się 2 mikro i 1 ultramały ubytek, które mam obserwować i przyjść na kontrolę z 6 miesięcy -> wdrożyłem skorupki jaj - > ależ to jest ohydne - liczę na to, że się przyzwyczaję:)
- dotychczas nie miałem problemów ze wzrokiem, nie przemęczam się z patrzeniem w monitor, nigdy mnie oczy nie bolą (chyba, że po długiej jeździe autem przy ogólnym mocnym zmęczeniu), a od kilku dni odczuwam delikatne, nie wiem jak to nazwać, lekki dyskomfort podczas patrzenia na małe literki/cyferki, szczególnie jak np. 00000. Muszę się dobrze przypatrzeć, aby dostrzec ile tam jest tych sztuk; będę to obserwował:)
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #69 : 03-02-2016, 20:12 »

Zaczyna się! 37 stopni C, zimno jak szlag (21 stopni C otoczenie), 3 warstwy szmat na sobie i lecę pod kołdrę.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #70 : 04-02-2016, 09:09 »

Dziś obudziłem się zdrowszy:). Wydzielina się rozrzedziła - dwa kaszlnięcia wielka zielona ... wyleciała jak pocisk. Nie wiem jak się temperatura zachowywała w nocy, ale nie mogło być tragicznie - spałem normalnie. Do snu ruszyłem 4 tom. I żałuję. Żałuję, że nie zacząłem od czwartego.

Panie Józefie, jest pan całkowicie innym człowiekiem, niż pana forumowa "kreacja". Takie moje subiektywne odczucie po przeczytaniu wstępu. W sensie jak najbardziej pozytywnym.

Choć pan pisze, że jest to nieprawdopodobne, dla mnie i pewnie dla wielu ludzi jest to jak "certyfikat wiarygodności".

Ale przechodzę do mojej osoby:
- wczoraj nie było obiadu; czułem, że coś nadchodzi; nie miałem siły nic pichcić - rosół wczorajszy piłem
- na kolację "mega jajko" na szynce i KB na 1/2 gruszki +wsad + 2 łychy śmietany; i już dokończyłem śmietanę, bo mi było mało
- rano zero wiatru (nie było obiadu i surówek); czytałem radę dla pewnej forumowiczki, że za dużo warzyw też niezdrowo i u mnie chyba jest coś z tym na rzeczy
- robię kilka surówek, a te moje głąby nie chcą ich jeść - codziennie są 3 czy 4 różne i sam je muszę później szamać
- jak nie zrobię lub zrobię za mało, to jestem egoistą, jak zrobię za dużo, to wiadomo
- muszę jakieś optimum znaleźć, bo wyrzucanie jedzenia nie wchodzi w rachubę

Inne:
- znów boli staw skokowy, lewy, jakby promieniujący od kostki w górę ból, który pojawia się przy ruchu (każdym ruchu stopy, nawet w powietrzu)
- odpuściłem MO i mieszankę na moczowy
- odpuszczę też dziś kropelki
- organizm wiedział co się szykuje, zostawił zakwasy po zeszłym tygodniu na później - nadal są, a normalnie uciekają po 1 dniu
- to samo miałem przy anginie w grudniu - stanąłem na ostrym drewnianym klocku i zrobił się mega siniak; chwilę później toksyny napłynęły do migdałów; siniak zniknął 2-3 dni po "wyzdrowieniu"
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Shadow
*


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31
MO: 23.02.2015
Wiedza:
Skąd: Wrocław/Radomsko
Wiadomości: 559

« Odpowiedz #71 : 04-02-2016, 17:06 »

Surówki jak zalejesz olejem i wstawisz do lodówki to przetrwają tam trochę. Nie musisz się nimi nadmiernie wypełniać tego samego dnia tylko dlatego, aby się nie zmarnowały. Zjedz tyle na ile masz ochotę a reszta do lodówki.

MO w trakcie infekcji powinieneś sobie odpuścić. Tym bardziej, jeśli masz ostre reakcje i gorączkę.

Powodzenia życzę, bo widzę, że organizm ostro się u Ciebie wziął do pracy. Za jakiś czas będziesz się czuł jak nowy smile
Zapisane
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #72 : 04-02-2016, 22:40 »

Cześć, dziękuję za wiadomość, nie oczekiwałem jej. Tym bardziej cieszy!
Surówki zjadam, bo nadal brakuje mi sporo kilogramów i mam na nie ochotę. I nie tylko na nie. Jednak przewyższają wagowo ilość mięsa i dlatego muszę powojować w tym temacie. Gdyby inni w domu mi pomogli, to nie byłoby problemu. Ale twierdzą, że im nie smakują. Muszę po prostu robić mniej.

MO odpuszczam. Robię tylko dla maluszka. No i inne działania też odpuszczam. Nie przeszkadzam.

Co do aktualnego stanu:
- przez pół dnia czułem się dobrze, później zaczęło robić się gorzej
- teraz 37 (maks jaki dziś widziałem to 37,2) i jest to taki stan "ani w tę, ani we w tę" (przynajmniej tak to odbieram, nie żebym chciał bardziej lub szybciej:))
- w ciągu dnia kaszel średni, ilość wydzieliny średnia - da się żyć, nic uporczywego
- kataru rano nie było, za to pojawił się w ciągu dnia
- nos podrażniony od chusteczek i ręczników
- ochota na jedzenie mniejsza, mięso średnio wchodzi, a KB jak zawsze
- rano i wieczorem duża jajecznica, na obiad rosół w płynie, sałata w śmietanie
- cały dzień zero przelewów, burków, nic; cisza grobowa aż ...
- wszamałem pół tej niby-kalarepy, o której pisałem w innym poście, i się zaczęło - od lekkich przelewów, po większe aż do bączków bezzapachowych
- czy to możliwe, że to tak szybko (parę godzin) zachodzi?
- jestem głupkiem, ponieważ moje założenie jest "nie marnotraw" i robię to, co robię, choć zdaję sobie sprawę, że wtedy muszę więcej więcej więcej innych substancji dostarczyć, aby zneutralizować
- muszę to w głowie przepracować
- i to jest ten punkt, na który chciałem wam zwrócić uwagę: to jest taki paradoks - mam na myśli "niedosyt z nadmiaru"; tego nie można po prostu przeczytać, zrozumieć i wdrożyć
- to trzeba zidentyfikować, trzeba być świadomym, obserwować swoje zachowanie, a to nie jest proste, jak nas na robocików wychowano
- piszę o tym, ponieważ często zarzucacie "nowym", że jak nie potrafią zrozumieć, to niech spadają
- jeżeli choroby nie są chorobami, to robo-ludzie są chorobą - jedną wielką chorobą
- i to z tej choroby się tu leczymy, tylko tego się tu uczymy - bycia ludźmi a nie robotami
- wszystko inne przychodzi jako efekt uboczny
- dlatego wspomniałem o 4 tomie dziś rano
- mózg i ego są bardzo subtelne, grają z nami tak długo, aż ich nie zdemaskujemy
- dlatego przychylam się teorii (podobno potwierdzonej badaniami prowadzonymi na przestrzeni tysięcy lat) prosto z dalekiego wschodu, że 90% chorób pochodzi z głowy/mózgu/ego
- jeżeli faktycznie tak jest, w wiele różnych źródeł na to wskazuje, to ten twór zwany cywilizacją, jest wielkim uporczywym i brzydkim pryszczem
- i nic nie wskazuje na to, że to szybko pojmiemy i zaczniemy żyć nie jak zwierzęta w klatkach, a jak bogowie (do czego nasze cudowne ciała zostały stworzone)

Ale klimat na koniec dnia załapałem. Ufff.
Idę pod kocyk się wypocić troszkę.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Udana
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 56
MO: 01.01.2014
Wiedza:
Skąd: Wrocław
Wiadomości: 1.237

« Odpowiedz #73 : 05-02-2016, 08:48 »

Cytat
piszę o tym, ponieważ często zarzucacie "nowym", że jak nie potrafią zrozumieć, to niech spadają
Tak, w przypadku kiedy "nowy", nie chce zdobywać wiedzy, czytać, obserwować siebie, wyciagać wniosków i uczyć się, a tylko woła "ratunku". W Twoim wypadku jest nadzieja, bo czytasz, myślisz, obserwujesz. Trochę korekt i jest nadzieja, że zaskoczysz. smile
Zapisane

Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku...
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #74 : 05-02-2016, 21:09 »

Cześć. Widzisz, to nie chodzi o zaskoczenie, tylko wyeliminowanie utartych ścieżek w mózgu.
Przynajmniej w moim przypadku. Bo co tu tak na prawdę rozumieć?
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #75 : 05-02-2016, 21:39 »

Raport:
Dziś dzień spędziłem niepoprawnie, byłem zmuszony podróżować autem. 7 godzin za kółkiem. Niestety siła wyższa - kwestia sądowa.

Układ pokarmowy:
- ok, dał radę z 2 posiłkami i bez KB
- jutro pewnie będę nadrabiał

Naprawa:
- rano jak dnia poprzedniego - bardzo dobrze
- w ciągu dnia kaszlenia  mniej; kasłanie lżejsze, mniej bolesne i mniejsza ilość wydzieliny
- od 17/18 do teraz lekki ból głowy
- aktualnie 37,3 C, za chwilę herbata i spadam do łóżka
- stan ogólny lepszy niż dzień wcześniej - mimo wysiłku
- humor się poprawił podczas czynności:), a to zawsze ma dobry wpływ na człowieka
- teraz 2 dni leniuchowania mnie czekają, więc będzie walka

Ciekawostka:
- innym razem, teraz nie dam rady - przyklejam karteczkę, aby nie zapomnieć
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #76 : 06-02-2016, 02:25 »

Nie mogę spać, drugą noc z rzędu. To sobie powklepuję coś.
Temperatura pod kocykiem skoczyła do prawie 39 - z chwili na chwilę poczułem jak rośnie. Na koc poszła kołdra, bo zaczęło telepać.

Pół godziny później było 38,5 i mniej zimno. Teraz troszkę powyżej 38.
Leżałem, leżałem, ból głowy przeszedł, poczułem przypływ mocy, sen nie przyszedł.

Bardzo dziwne - niby jest wojna, a ja nie jestem zmęczony. Tak samo jak poprzednie dwa razy.
Ale dzięki temu słyszę, że maluch pokasłuje przez sen. Jakąś wysypkę dostał 2 dni temu, swędzącą. Przy kąpieli i zmianie pieluch strasznie się drapie, drapie aż do czerwoności. Zacznę smarować olejem i poobserwuję.

Ciekawostka:
- matka do mnie dziś dzwoniła - znowu jesteś chory (te migdałki zaczęły mi się jak byłem u niej)
- jadę do niej na tydzień
- masz nie przyjeżdżać; jak ostatnio byłeś, to wszystkich pozarażałeś, wydałam 300,00 plnów na leki
- a ja nie wydałem ani złotówki - po co tym złodziejom życia płaciłaś
- nie wiem, czy mnie do kwarantanny nie wsadzą, jak przyjadę:)
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #77 : 06-02-2016, 10:03 »

Nie spałem prawie całą noc. Może z 2 godzinki. W nocy 38,6. Rano 36,2 + spocony jak szczur. Humor dobry. Lekki ból głowy, ale taki typowy dla niewyspania.

Uporczywy kaszel, jednak prawie zerowa ilość wydzieliny. Katar średni, początkowo wodnisty, przeźroczysty, teraz troszkę bardziej gęsty i zielonkawy. Łatwy do wydmuchania.

Kaszel masakryczny - takie napady łapią, a ropy ledwo co wychodzi. I powtarzają się co chwilę.
Słychać chrobotanie w klatce.

Czyżby to już wszystko? Tylko tyle? Nabijam się. Choć w porównaniu do cięcia podniebienia w okolicy migdałków, to był to pryszcz. Dodam, że jestem świadom, iż cięcie było z głupoty.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #78 : 06-02-2016, 20:22 »

Co mi leży na sercu:

UWAGA! Poniższy tekst nie jest przeznaczony dla elementu zwanego motłochem.

Zapoznawszy się z podstawami założeń Biosłone byłem w wielkiej euforii. Jak pisałem wcześniej, nie trafiłem na was szukając pomocy. Poszukiwałem info o Rockefellerach/Rothschildach. Wtedy myślałem, że mam zdrowie we własnych rękach. Jeszcze.

Ale nie to mi leży na sercu – to tylko taka mała dygresja.

Mój zachwyt ostudził kontakt z przedstawicielami / fanami ruchu Biosłone na forum. W pale mi się nie mieściło, że tak piękną ideę i wizję wszechzdrowia reprezentują tacy „brzydcy” ludzie, bez współczucia i uczucia. Jak można podstawowe normy kulturowe nazywać zbędnym badziewiem i ganić tych, którzy je stosują. Jak można? – pytałem sam siebie. Zdecydowałem jednak po cichu przyswoić sobie wiedzę i nie wychylać łba z nory. Jak to się skończyło wiadomo – cięciem paszczy itd.

To też nie o to chodzi.

Wykłócałem się o to też na forum z userem o nicku Scorpioon (chyba taka pisownie, nie chce mi się szperać teraz). Później co prawda przyznałem mu rację, ale w głębi moje podejście było takie samo. Przyznałem rację wbrew swoim przekonaniom - pod wpływem impulsu.

Przed chwilą przyznałem mu rację wewnętrznie. Przed chwilą pojąłem, że współczucie współczuciem, ale motłochu nie wyleczysz. Do dziś myślałem, że można dotrzeć do tego światełka, które jest w każdym z nas. Że można tam dotrzeć, że można sercem „uderzyć” w serce i poruszyć to coś. I znów się myliłem.

Motłoch dał się tysiące lat temu zmanipulować. Od wieków imbecyle wycierają motłochem rzygowiny. Dziś nikt (motłoch) nie czuje już tego smrodu. Ludzie myślą, że … Motłoch lubi niewolę zwaną demokracja. Lubią ciągać za sobą kajdany. Motłoch nienawidzi wolności. Teraz rozumiem wasze podejście. Nie potrafię tego lepiej ubrać w słowa. Moje pojęcie jest takie piękne, a słowa niestety tak płytkie.

Szkoda sobie zawracać głowę motłochem. Jeszcze parę dni temu byłem sercem z userem nieukiem i walczyłem o sens a nie o formę. Jeszcze dziś w nocy myślałem, że w ostatnim poście mogłem trochę przesadzić z tą czarną dupą i chciałem zagrzać ją do walki czymś pozytywnym. Teraz widzę, że jej stanowisko i post obrażonej księżniczki to efekt bycia elementem motłochu. Tylko motłoch się obraża.

Zasady kultury są dla motłochu, który nie znosi prawdy. Który prawdy się boi i nią brzydzi. Wymyślił więc normy, które zabraniają być prawdziwym i szczerym. Prawdziwym ludziom normy nie są potrzebne. Są barierą, bo blokują szczerość.

Nie wiesz czy podążasz w dobrym kierunku? Wątpisz w prawidłowość wyborów? Żaden mistrz ci nie powie czy droga jest dobra.
Do tego zadania wykorzystaj motłoch. Tylko do tego się nadaje. Motłoch tylko w tym zakresie nigdy cię nie okłamie. W tym zawsze będzie szczery. Da ci jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, a jak jesteś w stanie pojąć odpowiedź, to na ustach pojawi się uśmiech a w sercu żal i współczucie.

Bo to jest jedyne, co możemy dla nich zrobić. Bo jeżeli ktoś chce być szmatą do zmywania pomyj, to nikt inny nie może tego zmienić. Jeżeli ktoś na pytanie „Chcesz być panem czy sługą?” za każdym razem odpowiada, że woli klęczeć i błagać, to zostaje tylko współczucie, nie ma pomocy. Każda pomoc jest bezsensowna. Faktycznie szkoda czasu.

Strasznie nad tym ubolewam. Jest mi przykro jak nigdy dotąd w życiu. Zawsze wierzyłem, że jako jednostki mamy troszkę więcej mocy niż wpływ na samych siebie. Człowiek patrzy na tych dobroczyńców, wybawicieli, zbawców, a to wszystko fasady. Fałszywe wstrętne ryje schowane za ładnymi uśmiechniętymi maskami.

Prawdziwych wybawicieli motłoch spalił na stosie lub ukrzyżował. A dziś uprzywilejowana sekta motłochu wyciera sobie nimi swoje wstrętne mordy.

Dziś motłoch do mnie przemówił. Nie pierwszy raz. Jednak pierwszy raz słowa poruszyły moją duszę.

A słowa te brzmiały:

Ten pan Słowiński (czy jakoś tak) to syn szatana. Naturalny stan człowieka to zdrowie. On wam mówi, że trzeba chorować, a szatan się cieszy. Ty miesiąc po jednej chorobie znów jesteś chory. To jest zdrowie? Nie, to jest patologia. Zaraziłeś dziecko, ono też teraz zdycha. Nie będziesz mu żadnej mikstury dawał, jakie złogi ty chcesz u malucha likwidować. On się nie zdążył zanieczyścić.

Modlił się będę za motłoch codziennie i współczucie okazywał. Pewnie będę cierpiał, że pomóc nie zdołałem, choćby mojemu motłochowi.

P.S. przepraszam za słownictwo, ale inaczej tego nazwać się nie da.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Pkamil
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 12/2014 --->
Wiedza:
Skąd: Polska
Wiadomości: 79

« Odpowiedz #79 : 07-02-2016, 10:28 »

Wczorajszy dzień był wspaniały - był zapowiedzią tego, co jest właśnie teraz. Zero charczenia w klatce, w nocy mogłem też oddychać przez nos. Delikatny kaszel, ale "zero" wydzieliny. Pewnie zostały jakieś resztki. Nie było żadnej "gorączki" ani stanu przed.

Jednak mimo tego, że podczas "choroby" miałem słabszy apetyt i jadłem mniej i do tego monotonnie, to wczoraj dopadła mnie orkiestra, jakiej chyba nigdy w życiu nie przeżyłem. Bulgotanie, pukanie, stukanie, świsty, tyki. Po prawej, po lewej, na dole i u góry. Wszystkie instrumenty.

Nadal jestem na "ubogiej" diecie. Przestałem jeść kaszę gryczaną i jaglaną, bo wrzuciłem banana do KB i jabłko + gruszka w ciągu dnia. Warzywa tylko z listy dostępnych dla DP1. Zero wyjątków czy odstępstw.

Orkiestra zaczynała wczoraj grać jak jej się chciało - 5 minut po wypiciu herbaty, o 5 nad ranem bez powodu.

Dziś rano stolec pierwszy raz od ponad tygodnia rozwodniony.

Jedyna zmiana to to, że nie spałem dobrze 3 noc z rzędu. Bo faktycznie mały kaszle i jest ciepły. Wczoraj w ciągu dnia 38 a w nocy chyba więcej. Więc nawet jakbym chciał zasnąć, to by się nie udało.

A rozstroje przy nieregularnym spaniu miewałem w przeszłości - choć nie wiem, czy to normalne czy patologiczne.
Zapisane

„Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa” - Krishnamurti
Strony: 1 2 3 [4] 5 6   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!