Niemedyczne forum zdrowia
22-09-2019, 19:07 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Sklep Biosłone --> wejdź
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2] 3   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: O czym warto pamiętać - przypominalnia  (Przeczytany 29724 razy)
K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #20 : 07-11-2012, 18:20 »

Mistrz napisał:

Charakterystyczny przebieg choroby infekcyjnej to: zakażenie, okres inkubacji, wystąpienie i nasilenie objawów, kryzys, ustępowanie objawów. W takim przebiegu nie stosujemy żadnych leków ani niczego innego. Gdy objawy nie ustępują samoistnie, np. suchy kaszel trwa zbyt długo, to należy rozważyć możliwość zastosowania leków, ale nie blokujących kaszel, lecz wspomagających organizm w wydaleniu go wraz z zawartymi w nim toksynami. Do bezpiecznych leków polecanych w takich przypadkach należą: syrop z cebuli, wodny macerat korzenia prawoślazu.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #21 : 09-11-2012, 11:35 »

Mistrz napisał:
O wegetarianizmie.

Ten temat jest szkodliwy, szczególnie dla nastolatków, u których najpierw wzbudza się obrzydzenie do jedzenia mięsa i poczucie winy za zabijanie zwierząt, a następnie werbuje do sekt. Na mnie akurat takie chwyty nie działają, więc zareagowałem tak późno, ale na szczęście Biedrona uświadomiła mi powagę sytuacji. Ale co tam. Przynajmniej wiemy, jakich chwytów niektórzy się chwytają, by osiągnąć swój cel. Wiem też, jakie problemy mają rodzice, których dzieci dały się nabrać na te chwyty poniżej pasa. A twierdzenie, że wegetarianie są zdrowi, to zwyczajne oszustwo. Oszukują samych siebie i innych.

To prawda! Niszczenie zdrowia swoim własnym dzieciom jest jakimś zwyrodnieniem! W imię czego? Gdyby odrzucić "zabijanie biednych zwierzątek" i zupełnie obcą nam kulturę Hindusów, to wegetarianie nie mają żadnych argumentów, prócz własnej próżności.

To nie jest żadne pustosłowie, lecz po prostu fakty. Otóż człowiek jest największym i najskuteczniejszym drapieżnikiem ze wszystkich. Gdziekolwiek by się nie pojawił, zaraz znikały wszystkie zwierzęta łowne. I to jest jedyny powód hodowli zwierząt rzeźnych.

Nie chodzi o to, jaka jest moja generalizacja, ale jakie są fakty, a faktu, że człowiek od zarania swoich dziejów zabijał zwierzęta – nie da się podważyć, no bo niby jak? Można się oczywiście spierać, czy zabijał je dla pozyskania pożywienia, czy też ot tak sobie, dla przyjemności, bo mięsem się brzydził; jako roślinożerca. Zamiast argumentów posługuje się Pani wpływem na zwykłe ludzkie odruchy behawioralne:  
Cytat
Cytat:
"Czy wzbudza w Panu apetyt zapach i widok martwego lub żywego zwierzęcia z piórami, kopytami, sierścią?"
Nie wzbudza, ale też apetytu mojego nie wzbudza, gdy ktoś przy obiedzie mlaska, siorbie, beka, smarka, dłubie w nosie, puszcza bąki, wsadza mi palec do zupy, pluje do sałatki, z ust cieknie mu ślina, z głowy sypie mu się łupież i na dodatek śmierdzą mu skarpetki. No i jaki z tego wniosek?

To wege nie poszczają bąków? Mogłem się domyślić - to takie obrzydliwe, jak jedzenie mięsa...

Jednym słowem, wegetarianizm jest dobrym sposobem pozyskania wygodnego dla władzy społeczeństwa niewolników, niezdolnych do samodzielnego myślenia, powolnych wszelkim sugestiom. I ten fakt powinni mieć na względzie rodzice, uprawiający swoje dzieci według wzorców zaczerpniętych z kraju, gdzie większość społeczeństwa to niewolnicy z urodzenia w niższej kaście.

Pani widać nie rozumie fizjologii trawienia, które nie ma nic wspólnego z gniciem. Owszem, u osób mających problemy z wydzielaniem soków trawiennych i perystaltyką jelit mięso rzeczywiście będzie gniło w ich przewodzie pokarmowym. Ale to nie jest wina mięsa, lecz trapiącej ich choroby. Pani zaś, w sposób typowy dla badaczy współczesnej medycyny – myli skutek z przyczyną.

Kiedy jeszcze zajmowałem się bioenergoterapią, pacjentów wegetarian potrafiłem rozpoznać na węch po charakterystycznym mysim zapachu skóry. Podobnie można rozpoznać osoby zjadające nadmierne ilości mięsa. Jak widać - skrajność nie służy zdrowiu ani estetyce. Każda skrajność! Skrajności nazwane są ekstremą. Jak Pani myśli - dlaczego?

Już widać, że ta dyskusja do niczego nie wiedzie. Ale skoro jest – warto ją sprowadzić do jakiejś konkluzji. Otóż ja przeciwko wegetarianom nie mam nic, tak samo jak przeciwko rudym, łysym czy niskim albo wysokim. Każdy jest kowalem swojego losu i tak być powinno. Daleki jestem od uszczęśliwiania ludzi na siłę. Nie twierdzę, że każdy musi być zdrowy – to kwestia wyboru. Jeśli ktoś uważa, że nie ma sensu dbać o własne zdrowie, bo w razie choroby jest lekarz, który go wyleczy, to ja to rozumiem – jego wybór. Niemniej jednak to forum jest poświęcone zdrowiu jako alternatywie dla chorób. Ludzie tu zaglądający oczekują porad, jak uniknąć chorób, lekarstw i lekarzy, a ja im tych porad udzielam, zgodnie z  wiedzą (potwierdzoną dyplomem mistrza w zawodzie bioenergoterapeuty) oraz długoletnią praktyką. Ot tyle! O nic innego tu nie chodzi. Wniosek stąd, że jeśli komuś taka opcja nie odpowiada – nie loguje się tutaj, ani nawet nie zagląda.

Miałem kiedyś jako pacjentów młode małżeństwo. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest to dobrana para, ale któregoś dnia młoda żona na wizytę przyjechała bardzo odmieniona – twarz osowiała, w oczach wyraźny brak chęci do życia. Okazało się, że mąż zaczął bawić się w wegetarianizm. I problemem nie było to, że musiała gotować dwa różne posiłki, ale że mąż na siłę robił z niej wegetariankę. A stosował podobne jak Pani paskudne chwyty polegające na obrzydzaniu. Otóż gdy ona jadła jakiś pokarm mięsny, ten wypowiadał słowa w stylu:
Cytat
Cytat:
"A pamiętasz, jakie ładne ryjki miały te prosiaczki, które Ci się tak podobały, gdy byliśmy u kuzyna na wsi? Kiedy to było? Pół roku temu? Zadzwoń do kuzyna, czy ostatnio nie sprzedał tych świnek do rzeźni, bo może jesz którąś z nich..."

Nie mając innego wyjścia – przestała jeść mięso. Ale cały czas chodziła głodna, wewnętrznie rozdygotana, wiecznie zmęczona. Nic, tylko by spała albo osowiała patrzyła w sufit. Znajomi i rodzina zainteresowali się tą sprawą i wymogli na mężu, by przestał żonie narzucać swoją dietę. Ale to nic nie pomogło. Otóż powtarzane jak mantra obrzydzenie tak głęboko wryło się w podświadomość kobiety, że widok mięsa przyprawiał ją o mdłości. Na dodatek zaszła w ciążę, co też miało swój wpływ. Mało tego – nabrała obrzydzenia także do męża. Teraz są już po rozwodzie, dziewczyna samotnie wychowuje córeczkę, ale  wciąż nie może dojść do siebie i mięsa nadal nie je. Natomiast były mąż, gdy po rozwodzie nie miał mu kto przygotowywać posiłków wegetariańskich, z powrotem wrócił do jedzenia mięsa. Podobnych historii mógłbym opowiedzieć wiele – o młodzieży, której obrzydzono mięso, i problemach ich rodziców, którzy muszą  patrzeć, jak ich dzieci ze zdrowych, pełnych życia, zmieniają się w roztrzęsione mimozy.

Ja nie zaglądam nikomu do talerza. Niech każdy je, jak uważa i jak mu służy. Byle tylko mnie i moim gościom nie obrzydzał jedzenia puszczaniem bąków. A Pani właśnie to robi – korzysta z gościny na moim forum i puszcza bąki. Mało tego – wchodzi Pani do innych działów i wychodzi na to, że chce zasmrodzić całe forum. Czy tak się godzi?

Warto też uświadomić sobie, dlaczego w Hinduizmie nie je się mięsa. Otóż bierze się to z wiary w reinkarnację, czyli wędrówkę dusz w drodze do raju, zwanego nirwaną. W tej wędrówce dusze przechodzą z jednej istoty żywej na drugą – z człowieka na świnię, następnie osła, szczura i znów na człowieka. Dlatego życie musi być jedynie przejściowym cierpieniem, zaś szczęście jest możliwe jedynie po osiągnięciu niezrozumiałego dla nas stanu nirwany, zresztą rozmaicie interpretowanego w licznych odłamach Hinduizmu. Takie nastawienie do życia doczesnego sprawia całkowity brak zainteresowania własnym zdrowiem, nad które promowane jest cierpienie jako jedyna droga do raju. W tej sytuacji w krajach objętych Hinduizmem nikogo nie dziwią rozmaite skrajności, np. chodzenie nago, by niechcący nie przydusić jakiegoś stworzonka fałdami ubrania; omiatanie sobie drogi, by bosą stopą nie nadepnąć na jakiegoś „krewniaka”; trzymanie ręki w górze aż uschnie, jeśli przez nieuwagę ta ręka popełniła mord na jakiejś liszce; albo zaszycie sobie ust... już nie pamiętam w jakim celu. Ot, i mamy cały paradygmat wegetarianizmu - fanatyzm religijny.

I już chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że człowiek jest istotą wszystkożerną, ale w skrajnych przypadkach potrafi przeżyć tylko na mięsie, albo roślinach, a także "o chlebie i o wodzie"... tylko po co? I tym retorycznym pytaniem zamykam temat.
http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=3810.0
« Ostatnia zmiana: 09-11-2012, 19:04 wysłane przez Klara27 » Zapisane

Opiotr
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 24.05.2012
Wiedza:
Wiadomości: 504

« Odpowiedz #22 : 09-11-2012, 16:38 »

Ciekawy cały wątek o 'wege' fajnie poczytać dla nowych, jak ja, forumowiczów.
Zapisane

"Czerwone mięso Ci nie zaszkodzi. Na pewno zaszkodzi Ci niebiesko-zielone" - Tommy Smothers
K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #23 : 12-11-2012, 19:11 »

Mistrz napisał:

Fakty mówią, że w Polsce pod uprawy ekologiczne nadaje się 1% gleby (zrekultywowanej), zaś sprzedaż produktów ekologicznych wynosi 10% - mimo że powinno być akurat odwrotnie, gdyż produkcja bez intensywnego nawożenia siłą rzeczy musi być niższa. Bierze się to stąd, że także sklepy „eko” to normalna działalność gospodarcza mająca przynosić zyski. Jeśli w takim sklepie brakuje jakiegoś produktu eko, a zainteresowanie na taki produkt jest, to przedsiębiorca po prostu taki produkt kupuje na giełdzie i sprzedaje jako eko, ze stosownym certyfikatem. Toteż mamy jedną szansę na dziesięć, że przepłacając za produkt eko... kupujemy produkt eko.

A w ogóle to nowomodzie na produkty naturalne jest totalnym nieporozumieniem. W naszych czasach są one tak samo naturalne, jak cukier w kostkach, suplementu diety, flora bateryjna w kapsułkach, mleko w kartonach, maślanka z mleka w proszku, a także margaryna – też z produktów pochodzenia naturalnego. Musimy się pogodzić, że żywność w XXI wieku jest jaka jest, czyli zawiera substancje uszkadzające delikatny nabłonek jelitowy prowadząc do powstawania w nim nadżerek. I z tego należy wyciągnąć wnioski, zamiast uganiać się za jakąś nie wiadomo jak zdrową żywnością, której... nie ma! Kierujmy się raczej zdrowym rozsądkiem, ugruntowanym solidną wiedzą,  niż sloganami i zgrabnie podaną papką informacyjną, wzmocnioną jakimś certyfikatem.

Zdrowy rozsądek i solidna wiedza każą mi kupować żywność albo u jej producentów, których znam osobiście, albo w normalnym sklepie, i unikać stoisk i sklepów z tzw. zdrową żywnością, bo po co ktoś ma ze mnie robić idiotę wciskając mi produkt, który mógłbym kupić gdzie indziej dużo taniej? Po to, by łudzić się, że kupując w takim sklepie - kupuję zdrową żywność? Założę się, że gdyby w tej chwili wszyscy Polacy chcieli kupować żywność ekologiczną... to by jej z pewnością nie zabrakło.
My nie jesteśmy wyznawcami jakiejś sekty, by w jej ramach nawoływać do zawrócenia historii i powstrzymania postępu technologicznego w produkcji żywności. Nam chodzi o to, jak żyć w tych realiach, w których żyjemy. I tyle!
« Ostatnia zmiana: 12-11-2012, 19:13 wysłane przez Klara27 » Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #24 : 21-11-2012, 21:12 »

Mistrz napisał:

Toksyny dzielą się na rozpuszczalne w wodzie i nierozpuszczalne w wodzie (tylko w tłuszczach), w związku z czym istnieją osobne szlaki ich wydalania. I tak toksyny rozpuszczalne w tłuszczach wydalane są drogą żółciową, a także przez gruczoły śluzowe śluzówki i gruczoły łojowe skóry, natomiast głównym szlakiem wydalniczym toksyn rozpuszczalnych w wodzie jest układ moczowy, gruczoły surowicze śluzówki i gruczoły potowe skóry, a także łzy.
Istotne znaczenie w wydalaniu toksyn mają także płuca, przez które wydalany jest dwutlenek węgla oraz inne toksyny lotne.
W pęcherzyku żółciowym występuje proces zagęszczania żółci poprzez jej odwodnienie. Jeśli w wyniku nieprawidłowego funkcjonowania wątroby do żółci przedostaną się toksyny rozpuszczalne w wodzie (na przykład węglan wapnia) to po odwodnieniu wytrącają się w pęcherzyku żółciowym twarde ziarenka zapoczątkowujące tworzenie się złogów, zwanych kamieniami żółciowymi. Z czasem kamienie żółciowe mogą osiągnąć rozmiary kilku centymetrów.
Żółć w pęcherzyku magazynowana jest po to, by mogła być użyta do strawienia tłuszczu, który pojawia się w dwunastnicy. Wówczas skurcz pęcherzyka wywołuje wyrzucenie żółci, a w przypadku wypełnienia pęcherzyka kamieniami żółciowymi w tym momencie pojawia się ból, zwany kolką wątrobową.
Lekarze i dietetycy widząc, że ataki kolki wątrobowej występują bezpośrednio spożyciu tłuszczu; myląc skutek z przyczyną, nakazują chorym dietę beztłuszczową. Jasne, że będąc na takiej diecie chory czuje się lepiej, ponieważ nie odczuwa kamieni zalegających w jego pęcherzyku żółciowym, ale czy ma to coś wspólnego z leczeniem? Czy maskowanie objawów toczącej nasz organizm choroby wiedzie ku zdrowiu? Wprost przeciwnie – dieta nie tylko nie wyeliminuje przyczyny choroby, ale nawet przyspieszy proces tworzenia się kamieni wskutek zalegania w pęcherzyku dużych ilości żółci, którą wątroba wciąż wytwarza. Jedyny plus dla chorego będzie taki, że doczeka nieuniknionej operacji... w błogiej nieświadomości.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #25 : 22-11-2012, 14:56 »

Mistrz napisał:

Wybacz sobie i innym. Zauważmy, że w owym procesie wybaczania musimy zacząć od siebie. I nie chodzi bynajmniej o to, iż żywienie do siebie pretensji to grzech. Chodzi o coś bardzie praktycznego. Jeśli nie zdołamy przebaczyć sobie - popełnionych błędów czy niewykorzystanych szans, to po prostu dodajemy kolejną toksynę do swojego organizmu, a przecież istotą zdrowia jest nie tylko umiejętność wydalania toksyn, ale także usunięcia przyczyny ich wnikania. Jeśli już uporamy się z sobą, to w następnej kolejności musimy wybaczyć także innym. I znów nie dlatego, że tak wypada, że to grzech, ale ze zwykłego pragmatyzmu. Trzeba sobie bowiem zdać sprawę, że osoba, której nienawidzimy, nic z tego sobie nie robi, nam zaś pozostają produkty przemiany materii wydalane w procesie związanym z somatycznym odczuciem negatywnych myśli. Droga na skróty poprzez zastosowanie licznych pseudotechnik na własnej osobowości wiedzie ku notorycznej pracy nad sobą, czyli leczeniu własnej psychiki, a przecież nie o to nam chodzi. Toteż metod stymulowania własnej osobowości nie polecam.

Przebaczamy dla samego siebie, a nie jakichś wydumanych względów moralnych, czy innych. Ale wnioski rzecz jasna należy wyciągnąć, i to prawidłowe! Kochać bliźniego nie musimy, bo jest to uczucie skrajne, z którego łatwo popaść w nienawiść. Wystarczy, jak będziemy dobrym człowiekiem kierującym się zasadą: Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.  
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #26 : 26-11-2012, 20:52 »

Mistrz napisał:

Warto pamiętać, że organizm nadmiar toksyn składający się na toksemię usuwa na rozmaite sposoby, m.in. poprzez wyropienie, a także w postaci wyprysków skórnych. Często ropa wchodzi w skład gruczołów śluzowych (gęsta wydzielina) i surowiczych (wodnista wydzielina).
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #27 : 27-11-2012, 18:20 »

Mistrz napisał:

Z mojej praktyki wynika, że tego typu bóle mają podłoże zwyrodnieniowe w obrębie nerwów. Z reguły jest tak, że organizm w rejonie nerwów odkłada toksyny, które na początku wywołują lekki stan zapalny i lekkie pobolewanie. Z upływem czasu miejsca owe ulegają zwapnieniu i stan zapalny mija. Doświadczony masażysta z łatwością wyczuwa pod palcami takie miejsca, gdyż tworzą one wzdłuż nerwów coś na kształt twardych koralików, potocznie przez masażystów zwanych oponami twardymi będącymi ewidentnym objawem zmian zwyrodnieniowych, bowiem w zdrowych tkankach takie zmiany nie występują. Opony twarde nerwów obwodowych mają rzeczywiście kształt koralików, bowiem są jakby nanizane na nerw, któremu wewnątrz pozostawiają niewielki przelot. Ich istnienie jest przyczyną utraty władzy w rękach oraz sztywności i drętwienia w rękach, np. palcach, a także w rejonie pleców i szyi. W przypadku przeziębienia występuje w nich ból spowodowany tym, że nerwy otoczone koralikami nie mają po prostu miejsca na napuchnięcie, gdyż napotykają na mechaniczny opór opon twardych.

Jednym z objawów zdrowienia jest usuwanie opon twardych nerwów obwodowych, co częstokroć wiąże się się z występowaniem zapaleń i bólów w tych rejonach. Niemniej jednak jest to zjawisko pozytywne, gdyż chroni nas przed wystąpieniem tzw. niedołężności starczej, która ma podłoże patologiczne, i nie jest - jak wmawiają nam to lekarze - naturalnym procesem, na który rzekomo jesteśmy skazani.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #28 : 28-11-2012, 11:10 »

Mistrz napisał:

No i dopadła mnie pierwsza od trzech lat grypa, a już sądziłem, że mam je z głowy. A jednak. Już w piątek wieczorem poczułem się jakoś nieswojo. Grypa? - pomyślałem - chyba nie, bo przecież mój organizm jest już oczyszczony...
Ale w sobotę rano nie było już wątpliwości - łamanie w kościach, lekki stan podgorączkowy, wodnisty katar, ogólne rozbicie niepozwalające na skupienie uwagi wskazywały wyraźnie na inkubację wirusów grypy. Zgodnie z zaleceniami, przestałem jeść, co zresztą nie sprawiło mi żadnych trudności, ponieważ nie miałem na jedzenie najmniejszej ochoty. Wieczorem pojawił się wodnisty, upierdliwy katar, który trwał 4 godziny, po czym minął.
W niedzielę rano pojawił się ropny katar zatykający na przemian to jedną dziurkę, to drugą. Ponieważ odzwyczaiłem się już od kataru, to było to dla mnie bardzo wkurzające. Całą niedzielę przeleżałem w łóżku pod kołdrą nakryty dodatkowo kocem, by zwiększyć temperaturę ciała. Wieczorem dostałem 39 stopni gorączki, co jak dla mnie jest bardzo wysoką temperaturą, bowiem nigdy nie miałem większej. Ciało miałem rozpalone, wprost wydawało mi się, że bucha od niego gorąco. Nie jest to sytuacja wygodna - leżeć tak i pocić się, ale chorowanie jest jeszcze mniej wygodne, więc postanowiłem wytrwać. Około północy pojawił się kaszel z wydalaniem gęstej, białej wydzieliny, co wskazywało wyraźnie na zawartość w niej fragmentów leukocytów, czyli że kryzys chorobowy mam już za sobą.
I rzeczywiście - dzisiaj, tj. w poniedziałek rano, jest już w zasadzie po chorobie. Temperatura 36,6 stopnie, żadnego kataru, trochę osłabienia, ale za to wilczy apetyt.

Dodano

Swoją drogą, to dziwne, że organizm na zachorowanie wybiera akurat tę porę roku z dokładnością niemalże zegarka. Trzy lata temu także zachorowałem na grypę niemalże dokładnie w tym terminie, i też był to piątek. Widać tak powinno być, by organizm po pierwsze dobrze przygotował się do nadchodzących ciężkich dni zimowych, a po drugie by na chorobę wypadł weekend. Nieodgadnione są te prawa natury...

Cytat
Filip dochodzi do siebie po herbacie malinowo-lipowo-rumiankowej

Wcale nie jest to takie dobre. Tego typu wspomagacze zdrowienia mają to do siebie, że grypa, owszem przechodzi szybciej, ale za to powtarza się kilka razy, aż do wiosny. Nie ma to, jak organizm sam zadecyduje o przebiegu choroby i po prostu się na nią uodporni.
« Ostatnia zmiana: 30-12-2012, 18:29 wysłane przez K'lara » Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #29 : 30-11-2012, 19:20 »

Mistrz napisał:

Wiadomym jest, że organizm martwiczej materii pozbywa się poprzez wyropienie. Ten proces był już wyczerpująco opisywany na forum. W przypadku miejscowego stanu zapalnego usunięcie ropy następuje albo w postaci ewakuacji na zewnątrz, albo wskutek jej wchłonięcia. W tym drugim przypadku ropa składająca się z martwych ciał bakterii oraz krwinek białych musi być przerobiona w wątrobie, jeśli to jest możliwe, albo usunięta jakimś innym sposobem, np. przez gruczoły śluzowe śluzówki, gruczoły łojowe skóry, wysypki skórne. W niektórych przypadkach, gdy jest w nadmiernej ilości, ropa może gromadzić się także w organizmie w postaci torbieli. Toteż poganianie organizmu w celu szybszego oczyszczania grozi tym, że toksyny miast być wydalone, są jedynie przesunięte w inne miejsce. Z takim przypadkiem mamy do czynienie np. w przypadku częstych angin, które intensywnie "leczone" (tj. skutecznie blokowane) mogą spowodować zapalenie mięśnia sercowego.
Zapisane

Trubadur
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: IV 2012 - VI 2013
NIA: 27.03.2013
Wiedza:
Wiadomości: 891

« Odpowiedz #30 : 04-12-2012, 18:38 »

"Każdy przepis jest jakimś ogólnym założeniem i nie ma sensu trzymać się go sztywno. Nie zaszkodzi w niewielkim zakresie poeksperymentować, by dobrać go do indywidualnego przypadku. Do tego zawsze namawiam. Kiedy jeszcze przyjmowałem pacjentów, na początku dawałem i jakiś przepis, a następnie, po wywiadzie, coś tam korygowałem, by uzyskać oczekiwane rezultaty. Przecież wszyscy nie jesteśmy tacy sami".
http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=2842.msg20931#msg20931
Zapisane
K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #31 : 04-12-2012, 20:09 »

Mistrz napisał:

Globalne ocieplenie
Należy w tym miejscu wyjaśnić, czym jest zawarty w powietrzu tlen. Otóż jest on produktem przemiany materii roślin, czyli ich wydaliną. Innymi słowy: tlen znajduje się w atmosferze tylko dlatego, że wydaliły go tam rośliny. Jako ich wydalina, tlen jest dla roślin trujący, a zatem to właśnie tlen ogranicza ilość roślinności na naszym globie. W erze paleozoiku, gdy jeszcze na Ziemi nie było tlenu, niewielki dziś rośliny, jak skrzyp czy paprocie osiągały rozmiary drzew. W miarę wzrostu roślinności, i związanego z tym wzrostu tlenu w powietrzu, wielkość roślin została zredukowana do rozmiarów obecnych. Proste "badania" w szklarniach np. produkcji pomidorów czy sałaty dowodzą "niezbicie", że w miarę wzrostu ilości dwutlenku węgla w powietrzu, przy jednoczesnym zmniejszeniu tlenu - rośliny rosną bujniej. Tak oto roślinność Ziemi po prostu nie dopuści do wzrostu stężenia w powietrzu dwutlenku węgla, gdyż natychmiast przerobi go na tlen. W ten sposób przeszło 500 milionów lat temu ustabilizowała się homeostaza pomiędzy masą roślinną porastającą nasz planetę a ilością w powietrzu tych dwóch gazów (tlenu - 20,9% i dwutlenku węgla - 0,0333) i tak jest do dzisiaj. I te proporcje są niezwykle stabilne - ani drgną. Ale to nie przeszkadza tzw. naukowcom straszyć ludzkość fałszywymi danymi. Ale taka właśnie jest współczesna nauka - bez manipulacji danymi nie potrafi niczego odkryć, czy wynaleźć. Więc pojęcie totalnego ocieplenia powinno się, zgodnie z prawdą nazwać: totalnym kłamstwem.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #32 : 05-12-2012, 16:32 »

Mistrz napisał:

Organizm, gdy tylko ma ku temu okazję, sam zaczyna usuwać trapiące go choroby, ale siłą rzeczy musi to potrwać jakiś czas. Ja rozumiem, że chciałoby się ów proces przyspieszyć, ale czy warto sterować organizmem, jakbyśmy lepiej od niego wiedzieli, jak się to robi? Największe niebezpieczeństwo upatruję w stymulowaniu szybkości oczyszczania, bowiem z tym procesem jest związane nadmierne obciążenie układów wydalniczych mogące doprowadzić do trwałego uszkodzenia ważnych narządów wydalniczych. I co wtedy? Jednocześnie wzmacniać narządy wydalnicze? Takie działanie jest typowe dla medycyny – dla mnie jest nie do przyjęcia. Uważam bowiem, że organizm powinien przeprowadzać proces oczyszczania wg własnych potrzeb i możliwości, a nie naszych zachcianek!

A w ogóle po co powodować szybkie oczyszczanie? Po to, by szybko wyzdrowieć i przestać o zdrowie dbać? To rozumiem. Nie pochwalam, ale rozumiem. Natomiast tym, którzy idee Mikstury oczyszczającej traktują poważnie i wychodzą z założenia, że o zdrowie należy dbać systematycznie – od początku życia do końca – tym radzę z oczyszczaniem organizmu nie spieszyć się. Co nagle, to po diable. Zdając się na mądrość organizmu zwiększamy swoje szanse na gruntowny remont, a nie szybką prowizorkę.

Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #33 : 07-12-2012, 11:14 »

Mistrz napisał:

Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że zdrowienie nie tylko nie znaczy ustąpienie objawów chorobowych, jak to ma miejsce w medycynie, ale wręcz wywołanie, czy wzmożenie tychże objawów.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #34 : 07-12-2012, 19:44 »

Mistrz napisał:
 
Do nirwany droga jest daleka...
Co do tych, co to wiedzą, czego nie wiedzą, to nie tak. Oni po prostu wiedzą, co wiedzą, nic ponadto! A tyle, to wie każdy. I każdy może powiedzieć: wiem to, to i tamto; wyliczyć wszystko, co wie. Ale jeśli nie chce bazować tylko na tym, czego się do tej pory dowiedział (albo go "nauczono"), i dalej pogłębia swą wiedzę, to w pewnym momencie nie jest w stanie wyliczyć wszystkiego, co już wie, bo wie bardzo dużo. Wtedy wydaje mu się, że łatwiej będzie wyliczyć, czego jeszcze nie wie (bo chciałby wiedzieć wszystko). I wtedy ze zdziwieniem odkrywa, że tak naprawdę, to nic nie wie. Jak widzimy, do takiej nirwany droga jest daleka. Trzeba zatem dużo wiedzieć, by dojść do wniosku, że nasz organizm wie po tysiąckroć więcej także od tych, którzy posiedli całą wiedzę dostępną człowiekowi. Toteż próby manipulowania tym najdoskonalszym tworem w znanym nam świecie są nie tylko szkodliwe, ale także świadczą o elementarnym braku zwykłej ludzkiej przyzwoitości, bo o skromności - nie ma co mówić.

« Ostatnia zmiana: 07-12-2012, 20:09 wysłane przez Agnieszka » Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #35 : 12-12-2012, 20:05 »

Mistrz napisał:

Nigdy nie należy lekceważyć sygnałów płynących z organizmu, i jeśli mamy ochotę zdrzemnąć się po południu - najlepiej to zrobić, bo najzdrowiej. I nie jest ważne, czy jest to efektem przemęczenia, niedospania, czy też przebiegającego w organizmie procesu zapalnego, że chce nam się spać. Tak czy siak - wyjdzie nam to na dobre.
Ale są też przypadki, że czyjś organizm przestawi sobie porę snów i wówczas poobiednia drzemka wpływa na kłopoty z zaśnięciem. Wtedy należy z niej zrezygnować, bo najlepsza porą na sen jest rzecz jasna noc.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #36 : 14-12-2012, 18:16 »

Mistrz napisał:

Bać się, to trochę za mało. Skoro organizm zdecydował się na ewakuację wydzieliny, to z pewnością mógłby sobie poradzić, ale osłabieniem daje wyraźny znak, że na ten czas coś trzeba by zmienić, by mu pomóc. Ciekawe, o co mu chodzi?
Mnie przychodzą do głowy dwa warianty:
1. Położyć się do łóżka.
2. Wziąć leki i po krzyku. Co tam głupi organizm będzie nami rządził, jak my nie mamy czasu na jakieś tam leżenie w łóżku...
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #37 : 18-12-2012, 20:26 »

Mistrz napisał:

Żeby sprawę uporządkować, należy sposób odżywiania podzielić na zasady zdrowego odżywiania i dietę. Zasady zdrowego odżywiania za podstawę biorą klimat, a nawet mikroklimat w rejonie, w którym żyjemy, tradycje kulinarne tego rejonu, podstawową wiedzę o funkcjonowaniu organizmu oraz zdrowy rozsądek.

Diety stosujemy wówczas, gdy nasz organizm, ze względu na trapiące nas choroby albo uprzedzenia, nie jest w stanie uporać się z żywnością serwowaną wg zasad zdrowego odżywiania. Dieta może być także sposobem na życie – manierą. Warto zauważyć, że obecnie diet-manier namnożyło się tyle, iż funkcjonują niemalże jako religie, ze swoistą walką wyznawców: czyj bóg jest prawdziwy...

Zasady zdrowego odżywiania są oparte na tradycji kulinarnej danego regionu właśnie. Inne są w dni upalne, a inne w zimie; inne w strefach umiarkowanych, a inne w tropikach. To chyba logiczne.
Zapisane

K'lara
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1.01.2010
Wiedza:
Skąd: Kraków
Wiadomości: 2.264

« Odpowiedz #38 : 22-12-2012, 20:32 »

Mistrz powiedział:

CZARNA RZEPA
Czarną rzepę podawano razem z czosnkiem i cebulą robotnikom budującym egipskie piramidy, co uwiecznia napis na piramidzie Cheopsa. Czarna rzepa jesienią i zimą zawiera najwięcej pożytecznych substancji. Czarna rzepa ma bardzo dużo potasu, wapnia, magnezu, fluoru, żelaza, cynku, manganu. Jest poza tym źródłem witaminy z grupy B oraz witaminy C i A. Nie bez znaczenia pozostają aktywne enzymy, fitincydy (substancje bakteriobójcze) i białka. Od dawna czarną rzepą leczono niestrawności, schorzenia wątroby i woreczka żółciowego. Z wyciągu czarnej rzepy produkuje się znany i ceniony lek raphacholin (od łacińskiej nazwy rzodkwi – raphanus). Poleca się ją również przy wzdęciach. W medycynie ludowej stosowano ją powszechnie w kuracjach leczących anemię. Zasłynęła także jako skuteczny środek przeciwbólowy i przeciwzapalny. Polecana jest w bólach reumatycznych, nerwobólach i bólach gośćcowych. Są takie schorzenia, przy których należy zrezygnować z leczenia czarną rzepą. Są to: silna niewydolność serca, nerek, nadkwaśność żołądka i nieżyt jelita cienkiego. Czarna rzepa działa wzmacniająco na włosy. Powinni jej używać ci wszyscy, których włosy tracą "blask" i wyglądają na zmęczone. Wystarczy utrzeć na tarce kilka rzodkwi i wycisnąć sok przez gazę. Sok wcieramy w skórę głowy na 3 godziny przed myciem głowy. Tak postępujemy co drugi-trzeci dzień przez miesiąc.
Zapisane

Trubadur
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: IV 2012 - VI 2013
NIA: 27.03.2013
Wiedza:
Wiadomości: 891

« Odpowiedz #39 : 31-01-2013, 00:41 »

"Dla mnie też zabrzmiało optymistycznie to, co Pan napisał, bowiem wielu to narwańcy (niestety), którzy chcieliby wyleczyć się z dnia na dzień. Abstrahując, że jest to niemożliwe, ja wolę obserwować, jak organizm sam systematycznie usuwa widoczne objawy choroby – czy to grzybicy, czy innej. Wtedy wiem, że z taką samą systematycznością rozprawia się on z innymi objawami, o których nie wiemy. To właśnie jest hipokratesowska szkoła – usuwanie przyczyny chorób, a objawy świadczą jedynie, że wszystko jest w porządku.

Ponieważ ludzie dotknięci grzybicą mają kłopoty z kojarzeniem, spróbuję złożyć Panu do kupy dwa elementy – regenerację komórek organizmu oraz wydolność systemu odpornościowego. Jest rzeczą oczywistą, że zdrowa komórka jest w stanie oprzeć się atakowi grzyba, ale nie sama. Jeśli w sukurs nie przyjdzie jej system odpornościowy organizmu – padnie ofiara ataku enzymatycznego grzyba.

Toteż nieodzownym elementem układanki zdrowia jest prawidłowo funkcjonujący system odpornościowy. Celowo nie napisałem „silny”, tylko „prawidłowo funkcjonujący”, bo nie o to w tym przypadku chodzi, by przypuścić frontalny atak na wroga. Owszem, jest to możliwe w przypadku drobnych strzępków grzybni, jak tu: http://www.asm.org/Division/c/photo/calb1.jpg albo tu: http://www.howtogetridofstuff.com/images/howtogetridofayeastinfection/candida-albicans.jpg

Jednak gdy ktoś jest zarażony grzybem Candida od urodzenia, i ów grzyb wzrastał wraz z nim, to należy przypuszczać, że tkanki jego organizmu są poprzetykane grzybnią, jak gęstym haftem: http://healthyhighway.com/Images/Candida%20Albicans.JPG W takiej sytuacji przypuszczenie ataku groziłoby po prostu śmiercią, bowiem nagłe pojawienie się tak wielkiej ilości fragmentów zabitego grzyba w krwi osiągnęłoby śmiertelny poziom. Jak widzimy, organizm, zdając sobie sprawę z zagrożenia, postępuje jak odpowiedzialny dowódca, który nie bierze wroga szturmem, w którym jego wojska poniosłyby poważne straty. Woli go otoczyć i wziąć głodem. Dosłownie.

Żeby można było to zrealizować, najpierw należy wroga odciąć od pożywienia. W tym celu należy przede wszystkim zneutralizować enzymy trawienne, którymi grzyb atakuje zdrowe komórki. Do tego niezbędne są niektóre substancje mineralne i witaminy, przede wszystkim wapń oraz witamina B9 (kwas foliowy), a także sprawne układy wydalnicze, dzięki którym owe enzymy zostaną wydalone, nie dopuszczając do zakwaszenia organizmu, gdyż to osłabiłoby system odpornościowy i wrócilibyśmy do punktu wyjścia.

W niektórych przypadkach organizm decyduje się także na otorbienie grzybicy. Widać to na przykład w przepadku grzybicy wyprzeniowej, gdy ustępuje towarzyszący im stan zapalny, wyprzenia bledną, a po jakimś czasie można wycisnąć zeschnięte grudki, wyraźnie otoczone torebką. Grudki i torebka są białe, bowiem składają się z martwych ciał grzybów i drożdżaków Candida albicans (bielnik biały) oraz białych krwinek.

Jest to, uważam, jedyna droga, by pozbyć się grzybicy organizmu. W ciągu wielu lat praktyki próbowałem pozbyć się grzybicy u pacjentów stosując najrozmaitsze środki grzybobójcze. Efekt zawsze był ten sam: najpierw grzyb ustępował, ale potem odrastał, już odporny na zastosowaną metodę. Najwyraźniej powstawały szczepy odporne na środki grzybobójcze, także ziołowe, o czym wspomina autor artykułu z Nexusa, omawianego tutaj: http://mikstura.kei.pl/forum/topics1/1990.htm

Dlatego po wprowadzeniu Mikstury oczyszczającej, przez sześć lat – niemalże z lubością – obserwowałem, jak organizm, bez jakiejkolwiek ingerencji, rozprawił się najpierw z objawami grzybicy, a następnie z innymi przypadłościami, zadając kłam doktrynie medycyny oficjalnej, która traktuje je jako coś normalnego, bo niby mają być stosowne do wieku.

Teraz, patrząc z perspektywy czasu, doszedłem do wniosku, że warto, jeśli kogoś stać, po półrocznym stosowaniu Mikstury oczyszczającej (pod warunkiem ustąpienia objawów oczyszczania wywołanych stosowaniem Mikstury oczyszczającej lub innych metod oczyszczania), wspomóc organizm w procesie zdrowienia poprzez wprowadzenie Detoxu+. Jest to preparat wilkakory, która ma działanie oczyszczające na poziomie komórkowym, czyli wymiata wszelkie zanieczyszczenia w tkankach organizmu, pozostawiając tylko zdrowe komórki, czym w ewidentny sposób wpływa na sprawność systemu odpornościowego. I nie ma przy tym właściwości grzybobójczych, pozwalających grzybowi na nabycie odporności.

Trzeba zaznaczyć, że są przypadki wyniszczonych organizmów, istnych pożywek dla grzybów, gdy konieczne staje się zastosowanie środków grzybobójczych– naturalnych, a także antybiotyków. Jednak gdy organizm jest w stanie powstrzymać ekspansję grzyba, a następnie przystąpić do jego eliminacji, zdanie się wyłącznie na niego jest w zupełności wystarczające, by rozpocząć drogę ku zdrowiu. Cóż, na początku nie jest ona usłana różami, a jeśli już, to najczęściej kolczastymi, ale jest to DROGA KU ZDROWIU. Jeśli dla kogoś ma ono wartość – warto pójść tą drogą.

A kiedy w końcu dojdziemy do celu? – A czy to ważne? Grunt, że wciąż zdrowiejemy – wbrew doktrynie, a może nawet wbrew naturze... A to się liczy!"
http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=2040.msg14359#msg14359
Zapisane
Strony: 1 [2] 3   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!