Niemedyczne forum zdrowia
18-01-2021, 20:58 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Radiobiosłone --> www.radiobioslone.pl
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1] 2 3   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Jak łagodnie urodzić dziecko  (Przeczytany 50298 razy)
Amelia
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 588

« : 24-11-2012, 17:48 »

Drogie dziewczyny. Jestem już w ósmym miesiącu ciąży i powoli przygotowuję się do porodu. Ciąża w moim przypadku to nie bajka. Najtrudniejsze były początki, teraz przybyło mi sił i uznałam, że może będę w stanie rodzić siłami natury. Pierwszego porodu nie wspominam dobrze, bo skończyło się cc.
Mam prośbę do już szczęsliwych mam, aby podzieliły się swoimi doświadczeniami z porodu. Co może złagodzić ból porodowy? Jak urodzić łagodnie, bez nadmiernego stresu przy całej tej medycznej "otoczce", której nie zawsze da się uniknąć.
« Ostatnia zmiana: 24-11-2012, 18:33 wysłane przez Amelia » Zapisane
RENETI
« Odpowiedz #1 : 25-11-2012, 05:32 »

Amelio. Polecam Ci zapoznanie się ze stroną fundacji "Rodzić po ludzku". Tudzież, o ile masz taką możliwość, uczestnictwo w prowadzonych przez nich kursach dla przyszłych mam.

Jak urodzić łagodnie, bez stresu. Niestety, chyba się nie da. Jest to trudne zadanie, wymagające wg mnie najwyższej mobilizacji, skupienia i gotowości do "walki"  i chęci zwycięstwa. To jest po prostu istotą porodu. Pamiętam, że na swój pierwszy poród poszłam pełna optymizmu, co to takiego, w końcu tyle kobiet przede mną rodziło. Ból zaskoczył mnie bardzo. Ból na granicy ludzkiej wytrzymałości. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam podobnego bólu. Pamiętam, że wtedy pomyślałam sobie, to jest właśnie życie, prawdziwe życie. Pamiętam też, przy drugim porodzie, w finale, jak bałam się przeć, bo tak straszny był ból. Musiałam pokonać własny strach i własny ból i przeć wiedząc, że ból będzie się nasilał, ale, że pomoże to dziecku przyjść na świat. Według mnie, tak się nastaw: będzie ciężko, ale jestem silna i pokonam to, zwyciężę! Jak się poddam, będzie cesarka. Niezbędne jest, według mnie, takie właśnie nastawienie: będę walczyć i zwyciężę.
Z mojego doświadczenia, bardzo pomocne w łagodzeniu bólu jest siedzenie w wannie z ciepłą wodą bądź pod prysznicem, ruszanie się. Także oddech, trzeba głęboko oddychać w czasie skurczy, i w ogóle kiedy ból nasila się. Trzeba to robić świadomie, bo instynktownie będziesz wtedy wstrzymywać oddech. Hamujący jest stres. Jeżeli stresuje Cię obecność personelu, zdecyduj się na opłacenie indywidualnej sali.

Jeśli chodzi o cesarkę to sprzyjającymi czynnikami do cesarki są (oprócz oczywiście powodów patologicznych, ale wtedy - siła wyższa), następujące czynniki:
- wzięcie oksytocyny, bardzo zwiększa ból, moja siostra, która przechodziła jeden poród bez oksytocyny a drugi z oksytocyną, ocenia, że jest to około 10 razy silniejszy ból
- zdecydowanie się na znieczulenie zewnątrzoponowe, zwiększa ryzyko cesarki o około 30 % ze względu na zaburzenie fizjologii porodu.
Ja też jestem w ciąży, trzymam kciuki, na pewno się uda.


« Ostatnia zmiana: 26-11-2012, 12:55 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 335

« Odpowiedz #2 : 25-11-2012, 23:50 »

Zburzę ten mit. Poród nie musi boleć. Poród to nie maraton i nie walka. Fundacji "Rodzić po ludzku" nie polecam.
Pozycje wertykalne tak, intuicję, osobę która zajmie się formalnościami, aby nie wybijać Cię z pracy starej kory mózgowej.
Poród to czas kiedy funkcje nowej kory mózgowej są niezauważalne. Pozostaje instynkt, intuicja i wszystko to, co zapisało się w starej korze mózgowej kiedy same przychodziłyśmy na świat. Należy się temu oddać i pójść za tym. Aby urodzić radośnie, potrzeba wyzbyć się leków, zharmonizować ciało na wszystkich poziomach, nie tylko fizycznym. Najlepiej powrócić do własnych narodzin, by nie przenieść własnych odczuć zapisanych w starej korze mózgowej na nasze rodzące się dziecko.
Jeżeli nastawiasz się na ból - otrzymasz ból, jeżeli nie przepracujesz lęków - uaktywnią się one. Nie wystarczy powiedzieć, trzeba głębokiej pracy, silnych odczuć, aby móc przyjąć narodziny w pełnym spektrum. Wraz z wytwarzaniem oksytocyny wytwarza się wiele innych hormonów w tym endorfiny, które łagodzą ból. W pewnych warunkach dochodzi do przekroczenia progu, w którym zamiast bólu odczuwasz rozkosz. Wiem, że dla wielu z Was jest to coś nierealnego. Piszecie wówczas, "było dobrze, ale nie nazwałabym tego rozkoszą". I macie rację, ponieważ aby doświadczyć ekstazy podczas porodu potrzeba pełnej harmonii. To jest możliwe, ale wymaga zdjęcia wszystkich blokad, również tych będących w sferze naszych instynktownych zachowań, (stara kora mózgowa) oraz pełnego otwarcia i stworzenia warunków pełnej intymności. Gdzie nasze instynktowne zachowania nie zostaną stłumione, bo gdy włączy się nowa kora mózgowa, staniesz w sytuacji jakby ktoś wyłączył zasilanie. Zdezorientowana, jak zwierze które ucieka przed drapieżnikiem. Aby to zrobić wstrzymuje akcję porodową, a jeżeli nie ma już tej możliwości dochodzi do (koktajlu hormonów) wyrzutu płodu (wówczas ssak chowa swe maleństwo i ucieka). Natura dobrze to zaplanowała, człowiek tylko wciąż próbuje jej przeszkadzać.

Wiele na ten temat znajdziecie tu:
http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=23665.0

Dziewczyny, można urodzić bez stresu, bez bólu w pełnej harmonii. Fakt trzeba się przygotować, a tak naprawdę nauczyć się żyć w tej harmonii. Odczuwając sygnały płynące z naszego ciała. Nie bać się. Pójść za nimi i krok po kroku przyjmować to co się wydarza, tańczyć, korzystać z wody, używać głosu, otworzyć się w pełni na to co się dzieje, otworzyć się ... To jest to czego uczę docierające do mnie dziewczyny, którym towarzyszę przy narodzinach. Wszystko jest w Tobie ... Ty wiesz co robić, pójdź za tym, pójdź za tym tańcem, w który wprowadza Cię ciało.

 
- wzięcie oksytocyny, bardzo zwiększa ból
- zdecydowanie się na znieczulenie zewnątrzoponowe, zwiększa ryzyko cesarki o około 30 % ze względu na zaburzenie fizjologii porodu.
Oczywiście, że sztuczne podanie oksytocyny zwiększa ból, ponieważ wraz z nią nie wytwarza się cała reszta hormonów, które wytwarzane są podczas porodu nie stymulowanego i nie indukowanego. 
Znieczulenie nie tylko zwiększa ryzyko cesarki,, odbiera nam wspaniałą możliwość podążania za sygnałami płynącymi z naszego ciała.

Pomocny jest masaż dolnej części kręgosłupa, aromaterapia, czasami piłka, drabinki, zaufana osoba, która potrafi wesprzeć choćby spojrzeniem, która cichą obecnością da znać, że wszystko jest w porządku. Ta cicha obecność wystarczy. Kobieta wie co robić. To wyrozumiałe cieple spojrzenie czasami jest potrzebne by dodać pewności, ale nic nie zastąpi odczucia płynącego z wewnątrz.
Każdy poród jest inny, raz krople wody będą dla nas ukojeniem innym razem niepokojem. Jedyny sposób to otwarcie się i przyjęcie ze spokojem tego co będzie się działo, zaufanie sobie i swemu ciału.
 
Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
RENETI
« Odpowiedz #3 : 26-11-2012, 06:45 »

Kwiatuszku, pozwolisz, że zapytam, w ilu przeżytych przez siebie porodach, doświadczyłaś tej ekstazy i harmonii oraz rozkoszy?
Muszę powiedzieć, że obserwowałam moją kotkę, która nie ma przecież zaburzonego kontaktu ze swoja "starą korą" jak piszesz i wyraźnie widziałam, że poród sprawia jej cierpienie a nie rozkosz.

To wszystko co piszesz, trąci mi pięknymi teoriami rodem wprost z New Age'u. Te wszystkie określenia"
- nauczyć się żyć w harmonii ( kto z nas w niej żyje? - czysta utopia)
- jeśli nastawisz się na ból - otrzymasz ból (poród po prostu boli choćbyśmy nie wiem jak zaprzeczali, ja np w ogóle nie nastawiałam się na ból)
- zharmonizować ciało na wszystkich poziomach ( tak sobie po prostu biorę i harmonizuję?)
- to wymaga zdjęcia wszystkich blokad, (gdyby to było takie proste to wszyscy byśmy sobie po prostu wzięli i zdjęli blokady i świat byłby piękny)

Powiem tak, prawidłowo, podkreślę, prawidłowo przebiegający poród może być piękny i radosny pomimo towarzyszącego mu bólu. Gotowość do walki z bólem i ograniczeniami własnego ciała, nie poddawanie się jest nieodzowna, poród to bardzo ciężki wysiłek fizyczny wymagający pelnej mobilizacji.

Podsumuje więc pytaniem: ile przeżyłaś własnych takich rozkosznych porodów?
« Ostatnia zmiana: 26-11-2012, 14:28 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 335

« Odpowiedz #4 : 26-11-2012, 11:03 »

Urodziłam Trójkę Dzieci. Pracując nad sobą, pierwszą córeczkę urodziłam bez bólu, w euforii. Wówczas stwierdziłam, że skoro możliwe jest nie czuć bólu na pewno prawdziwe jest to, o czym mówią niektórzy i można urodzić w ekstazie. Ponad rok pracy ze sztuką i energią spowodował, że dotarłam do własnych narodzin, przepracowałam wszystko co było do przepracowania. Moja druga córka przyszła na świat w pełnym ekstazy tańcu (bez bólu). Rodziłam w domu bez asysty lekarza czy położnej. Tylko z mężem i starszą córką. Z tego porodu mam też film. Jest to głębokie doświadczenie, które wymaga absolutnej harmonii i pełnego zaufania do swego ciała. Trzecia córeczka urodziła się rok temu również bez asysty położnej i lekarza. Byliśmy sami, choć byłam przeciwnikiem porodów do wody, Córka wypłynęła. Wodę dyktowało ciało, z tym odczuciem się nie dyskutuje, za nim się podąża. Ostatni poród w przeciwieństwie do poprzednich trwał dwa dni, ale nie było tam bólu, o którym piszesz. Były spacery na świeżym powietrzu, lekkość i głębokie odczuwanie. Pozwalające zrozumieć to o czym piszesz. Ilekroć pozwolimy sobie na wybicie ze starej kory mózgowej włączy się ból. Jest on sygnałem, że coś trzeba zmienić np. pozycję bo dziecko potrzebuje się obrócić lub zatoczyć koło biodrami, bo wówczas przyjdzie mu to łatwiej, albo wejść w siebie i zwyczajnie dać się ponieść tym falom, przepływom i odpływom. Przy trzecim porodzie szybko znikomy ból rozkoszą został zastąpiony. Bardzo chciałam zrozumieć, umieć wesprzeć kobiety, którym towarzyszę przy narodzinach. Teraz w pełni rozumiem ten proces i wiem, że aby doświadczyć rozkoszy potrzeba pracy nie tylko z ciałem fizycznym. Poród dokonuje się na innym poziomie naszej egzystencji. W ciele manifestuje się całe nasze życie. Poród naszego dziecka zaczyna się w momencie poczęcia, a nawet dużo wcześniej w momencie naszych własnych narodzin. Tylko umiejętność oddania się, nie sprawowanie kontroli, pozwala w pełni otworzyć się na narodziny.
Na szczęście nie jestem czworonogiem i mogę pracować nad sobą zarówno w sferze świadomej jak i podświadomej.
Przygotowuję pary do porodu, niektórym towarzyszę przy narodzinach. Poród to wydarzenie w naszym życiu którego nie można zaplanować, to wydarzenie na które należy się otworzyć.
Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
Gloria
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: luty 2012
Wiedza:
Wiadomości: 388

« Odpowiedz #5 : 26-11-2012, 11:28 »

A można się jakoś przygotować do cc, żeby było to jak najmniej niekorzystne dla dziecka? (jeśli wiadomo, że trzeba mieć cc)
Zapisane

takie mam konie narowiste, jakie sam wybrałem...
Audrey
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: nie stosuję tymczasowo
Wiadomości: 13

« Odpowiedz #6 : 26-11-2012, 12:24 »

I jak "zrekompensować" dziecku poród przez cc. Moja córcia urodziła się przez cc. Była owinięta pępowiną, więc jakby nie było innego wyjścia.
Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 335

« Odpowiedz #7 : 26-11-2012, 14:15 »

Cytat
A można się jakoś przygotować do cc, żeby było to jak najmniej niekorzystne dla dziecka? (jeśli wiadomo, że trzeba mieć cc)
Jeśli wiadomo, że trzeba mieć cesarkę. Tu wyprowadzę wszystkich z błędu. Proszę poczytać:
http://forum.bioslone.pl/index.php?topic=24524.0

W tym wątku pojawił się temat cięcia cesarskiego i jego wskazań. Cesarka nie jest czymś co można zaplanować ponieważ bezwzględne wskazania do niej występują nagle i jest ich niewiele.

Glorio to co pisałaś w wątku dotyczącym zdrowia córeczki:
Cytat
b. PORÓD - cesarskie cięcie (za duża w stosunku do moich możliwości); 57 cm; 3365g; urodzona 2 tygodnie po terminie
absolutnie nie jest wskazaniem do cesarskiego cięcia!

Kłopoty zdrowotne Twojej córki wynikają z tej błędnej decyzji. Również podwyższone CRP po porodzie jest jej wynikiem. Pamiętajmy, że to dziecko daje sygnał do porodu wówczas, gdy jego płuca są dojrzałe. W każdej innej sytuacji zwiększa się ryzyko chorób dolnych dróg oddechowych, które pogłębiają się z powodu braku pełnego kontaktu z matką po porodzie. Dziecko powinno zostać położne na brzuchu i z pomocą węchu dopełznąć do piersi. Wówczas dochodzi do "pełnego sklejenia się" nawiązania wiązi.
Dzieciom z cc potrzeba kojącego dotyku, melodyjnych słów i odpowiedniej dla dziecka terapii.
Pracując tylko z ciałem fizycznym nie nawiąże z mamą więzi. To tak jak wyschnięty klej, musi pojawić się czynnik, który umożliwi ponowne sklejenie się. To bywa trudne. Inaczej dziecko żyje tak jak przywitał je świat. W sytuacji, którą odbiera jako zagrożenie, osłabiona grasica nie kontroluje limfocytów, dochodzi do infekcji, duszności. Dziecko odtwarza wówczas program narzucony mu przy narodzinach.
Może warto zwrócić na to uwagę nim podejmie się decyzje o cięciu cesarskim.

I jak "zrekompensować" dziecku poród przez cc. Moja córcia urodziła się przez cc. Była owinięta pępowiną, więc jakby nie było innego wyjścia.
Owinięcie pępowiną nie jest bezwzględnym wskazaniem do cięcia cesarskiego, rozumiem, że była to sytuacja ratująca życie.
Dwoje z Trójki moich Dzieci miało owiniętą pępowinę wokół szyi, (jedno trzymało ją rączką włożoną między szyję a pępowinę). Gdy dziecko rodzi się owinięte pępowiną wystarczy wsunąć palec między szyję, a pępowinę, gdy dziecko wystawi główkę i delikatnie przełożyć pępowinę przez głowę dziecka.

Jak można zrekompensować dziecku poród przez cc?
W jakim wieku jest dziecko?

Jest wiele sposobów: dobrze wykonany masaż shantala, zabawa stymulująca do pracy obie półkule mózgowe (chodzi o ilość połączeń nerwowych między półkulami), ćwiczenia naprzemienne już w okresie niemowlęcym (oczywiście jako element zabawy), praca z dzieckiem przez sztukę, pozwalająca na uwolnienie napięć i emocji. Dbanie o to, by dziecko czworakowało, technik jest wiele, jednak sposób pracy z dzieckiem musi być pełen miłości, bo to czynnik którego najbardziej brakuje dzieciom podczas cięcia cesarskiego.
Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
Whena
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 41
MO: 01.10.2009
Wiedza:
Skąd: Łódź
Wiadomości: 1.254

« Odpowiedz #8 : 26-11-2012, 14:21 »

Cytat
To wszystko co piszesz, trąci mi pięknymi teoriami rodem wprost z New Age'u. Te wszystkie określenia"
- nauczyć się żyć w harmonii ( kto z nas w niej żyje? - czysta utopia)
- jeśli nastawisz się na ból - otrzymasz ból (poród po prostu boli choćbyśmy nie wiem jak zaprzeczali, ja np w ogóle nie nastawiałam się na ból)
- zharmonizować ciało na wszystkich poziomach ( tak sobie po prostu biorę i harmonizuję?)
- to wymaga zdjęcia wszystkich blokad, (gdyby to było takie proste to wszyscy byśmy sobie po prostu wzięli i zdjęli blokady i świat byłby piękny)

Kwiatuszku ten fragment postu Reneti świadczy o tym, że twoje słowa są dla przeważającej większości kobiet kompletna abstrakcja i nie rozumieją tego o czym piszesz. Może jakbyś znalazła czas to napisałabyś coś więcej na ten temat aby przybliżyć kobietom te abstrakcyjne pojęcia jak "żyć w harmonii", "harmonizować ciało na wszystkich poziomach", "zdjąć wszystkie blokady" itd. Myślę, że sporo osób to czyta i nie ma pojęcia o co chodzi.
Dla wielu kobiet poród to coś strasznego i nierozerwalnie związanego z bólem. Na pewno zdajesz sobie z tego sprawę. Wynika to zapewne z tego co same przeżyły, a te które jeszcze nie rodziły słyszały to od swoich mam lub koleżanek - jak to strasznie było. Ja osobiście nie słyszałam nigdy od żadnej kobiety, aby było przyjemnie (poza Tobą). Zdarzyło mi się usłyszeć, że nie było tak źle, od koleżanki, której poród trwał niespełna 5h w szpitalu w tym roku i nie miała żadnych znieczuleń, ale jak to sama powiedziała - dobrze jej poszło.
Tak więc czekamy na więcej smile
P.S. Przynajmniej ja chciałabym wiedzieć jak się przygotować i co zrobić aby poród był pięknym przeżyciem, a nie traumą, bólem i walką. No i jak się go nie bać smile
Zapisane
Lu6
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: luty 2010
Skąd: śląsk
Wiadomości: 116

« Odpowiedz #9 : 26-11-2012, 15:42 »

Ja miałam bardzo łagodny i szybki poród, ale nie jestem w stanie nazwać go euforią. Oczywiście jak miałam swoje szczęście już na brzuchu, kiedy już go całowałam i obejmowałam czułam niewątpliwie euforię.
Ale wcześniej, mimo, że bolało mocno tylko przez chwilę, po prostu podążałam za tym czego chce organizm. To jest tak jakby coś co jest nami, ale to nie my, dyktowało warunki msn-wink Nie wiem jak to określić.
Wszystko co myślałam, że będę stosować jak będzie bardzo bolało, wzięło w łeb.
Miało być masowanie kręgosłupa, "wieszanie" się na mężu (towarzyszył mi przy porodzie), piłka, worek sako...itp... itd...
Masowanie mnie denerwowało, o wieszaniu, piłce i worku nie myślałam, czułam, że mnie przerastają... potrzebowałam chodzić, chodzić, chodzić i zginać się w pół jak bolało. Ale każda kobieta czuje inaczej i każda instynktownie wie co robić i jaką przyjąć pozycję jak ją boli.

Z listy wszystkich tych czynników, które miały pomóc... niezawodna stała się obecność męża. Nie musiał masować, przytulać, podawać wody... Wiedziałam, że jest obok, że przeżywa to ze mną i to dawało mi absolutną pewność, że wszystko będzie dobrze. Czułam się po prostu bezpiecznie.

To co Kwiatuszek pisała:

(...)  zaufana osoba, która potrafi wesprzeć choćby spojrzeniem, która cichą obecnością da znać, że wszystko jest w porządku. Ta cicha obecność wystarczy. Kobieta wie co robić. To wyrozumiałe cieple spojrzenie czasami jest potrzebne by dodać pewności, ale nic nie zastąpi odczucia płynącego z wewnątrz.

u mnie dokładnie w ten sposób "zadziałało".

Ale ból czułam i to jest pewne. Choć w porównaniu do opowieści koleżanek, które rodziły kilka miesięcy przede mną, wydaje mnie się, że miałam lżej. Dlatego na samą myśl o drugim porodzie (kiedyś w przyszłości) boję się, że już tak szybko i w miarę bezboleśnie nie będzie.

Tak więc czekamy na więcej smile
P.S. Przynajmniej ja chciałabym wiedzieć jak się przygotować i co zrobić aby poród był pięknym przeżyciem, a nie traumą, bólem i walką. No i jak się go nie bać smile


Dlatego ja również chętnie poczytam bardziej wnikliwie o tym o czym pisze Kwiatuszek.
Zapisane

Lussi

"Jeśli będziesz myślał tak jak teraz, to będziesz miał to, co masz. Jeżeli zmienisz swoje myślenie, zmienisz to, co masz" Nikodem Marszałek
RENETI
« Odpowiedz #10 : 26-11-2012, 16:02 »

Cytat
Ponad rok pracy ze sztuką i energią spowodował, że dotarłam do własnych narodzin, przepracowałam wszystko co było do przepracowania. Moja druga córka przyszła na świat w pełnym ekstazy tańcu (bez bólu)(...) aby doświadczyć rozkoszy potrzeba pracy nie tylko z ciałem fizycznym. Tylko umiejętność oddania się, nie sprawowanie kontroli, pozwala w pełni otworzyć się na narodziny.

Muszę przyznać, że to brzmi niepokojąco. Pytanie z jakimi "energiami" właściwie pracowałaś, czy masz tego świadomość, skoro jak piszesz, nie sprawowałaś nad tym wszystkim kontroli?
Co mogło się stać w czasie tańca w ekstazie? Skąd masz pewność, że owe "energie" to były dobre "energie". Bo czym a może kim właściwie jest owa enigmatyczna "energia" o której piszesz?
Jeżeli nie pracy z ciałem fizycznym to jakim jeszcze? - astralnym?

Wszystko to pachnie mi New Age'm na kilometr i szczerze mówiąc, wolę się z owymi tajemniczymi siłami i energiami pozostającymi bez kontroli mojego umysłu nie wchodzić w kontakt. Nawet za cenę bóli porodowych.

Poród nie był dla mnie traumą, oceniam go w kategorii ludzkiego doświadczenia, byłam szczęśliwa rodząc dzieci. Zgadzam się, że nasza cywilizacja utrudnia nam poród i łatwiej byłoby nam rodzić bez tego całego balastu, o tym zresztą mówiono i w "Rodzić po ludzku". Zauważmy też, że nasze ciała i nasz sposób życia jest inny niż prymitywnych plemion, mamy zazwyczaj gorszą kondycję fizyczną i więcej wad budowy utrudniających prawidłowy poród fizjologiczny.
Prawdą jest co piszesz, że tylko umiejętność oddania się, nie sprawowanie kontroli, pozwala w pełni otworzyć się na narodziny. Nie tylko na narodziny, również np na seks. Jest to jednak, obawiam się, nie do wyuczenia, po prostu ma się to albo nie.
« Ostatnia zmiana: 26-11-2012, 16:07 wysłane przez Reneti » Zapisane
Amelia
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 588

« Odpowiedz #11 : 26-11-2012, 18:27 »

Przyłączam się do prośby Wheny
Cytat
Może jakbyś znalazła czas to napisałabyś coś więcej na ten temat aby przybliżyć kobietom te abstrakcyjne pojęcia jak "żyć w harmonii", "harmonizować ciało na wszystkich poziomach", "zdjąć wszystkie blokady" itd. Myślę, że sporo osób to czyta i nie ma pojęcia o co chodzi.

Dla wielu kobiet poród to coś strasznego i nierozerwalnie związanego z bólem.
Znalezienie harmonii ciała i ducha możliwe jest tylko, gdy mamy dobry kontakt ze sobą samą. Niektórym to zajmuje całe życie, szukają tej harmonii, najczęściej na zewnątrz.
Poród może być egzaminem zaufania sobie samej oraz dojrzałości emocjonalnej. W niektórych kobietach jest za wiele blokad i lękow, aby łagodnie przeżyć poród i dlatego często decydują się na cc, stymulację oksytocyną i inne ingerencje, np. cięcie krocza. Jak możemy sobie poradzić w takiej sytuacji?
Zapisane
Beaton
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 06.02.2014
Wiadomości: 57

« Odpowiedz #12 : 26-11-2012, 23:02 »

Dwa razy rodziłam. Pierwszy poród był stosunkowo łatwy. Wiadomo, nie obeszło się bez bólu, ale w porównaniu do tego, czego się osłuchałam przed porodem nie było tak źle. Najważniejsze i chyba jedyne co przydało mi się z rad wcześniej rodzących było to, aby słuchać położnej (pod warunkiem, że jest ona dobra), oraz by nauczyć się prawidłowo przeć. Nie można wstrzymywać powietrza w górze, ale skierować go ku dołowi. Warto wcześniej delikatnie to poćwiczyć. Pierwszą córeczkę urodziłam szybko, akcja porodowa trwała 15minut. Druga, to była bajka, przy drugim parciu wyszła na świat smile
Przed porodem warto też poćwiczyć mięśnie Kegla. A nie jakieś tam sztuki i energie
Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 335

« Odpowiedz #13 : 27-11-2012, 00:04 »

Dwójka moich dzieci przyszła na świat bez parcia. W pozycji wertykalnej, gdzie działa siła grawitacji, kręgosłup odgina się do tyłu, macica pracuje wówczas nie potrzeba parcia. Przy prawidłowym przepływie hormonów w ciele dochodzi do samoistnego porodu lub wyrzutu płodu. Parcie zostało wymuszone w wyniku zmedykalizowania naturalnego procesu jakim są narodziny i nie zawsze jest potrzebne. Bezwzględnie potrzebne jest, gdy kobieta siedzi lub leży, bo wówczas musi wykonać pracę, by unieść dziecko nad doginającą je kość ogonową i wypchnąć. To nie jest konieczne, gdy kręgosłup samoistnie odgina się do tyłu i gdy dziecko nie przekracza, powiedzmy umownie 4 kg (ale to kwestia odczucia). Po prostu w naturalnym nie kontrolowanym porodzie, gdzie kobieta zdaje się na siebie wie jaką pozycję przybrać. Wie również, czy potrzebuje przeć, czy nie.

Energia której się tak obawiacie nie jest niczym innym jak przepływem miłości, która daje nam możliwość zaufać sobie.

Dziewczyny, jeżeli dojrzejecie do porodów domowych, to jestem do dyspozycji. Poród szpitalny nie daje nam pełnej intymności w związku, z czym nie daje możliwości przeżycia porodu w sposób o jakim pisze. Samo badanie na izbie przyjęć przez obcą osobę wybija nas z tego wewnętrznego głosu zwanego inaczej instynktem.
Porównywanie porodu domowego ze szpitalnym jest nie właściwe. To są inne światy. Inne odczucia. To są inaczej pracujące hormony! Z perspektywy szpitala przyznaję Wam rację nie możliwe jest urodzić w fali orgazmów. Z perspektywy domu, w którym każdy kąt, każdy zapach pobudza nasze zmysły dając poczucie bezpieczeństwa, domu, w którym partnerzy czują się w pełni swobodnie, domu w którym dysponujemy tak wieloma naturalnymi środkami zaradczymi choćby w kwestii bólu, mamy zupełnie inne możliwości.  Nawet w domu zdarza się, że przybycie położnej blokuje narodziny. Wówczas położna lub osoba towarzysząca powinna to wyczuć i odsunąć się w bezpieczną odległość, dać przestrzeń kobiecie. Nie badać, najlepiej udać się na spacer lub przyjechać tuż po narodzinach.
Poród to jedyne wydarzenie w naszym życiu, którego nie da się zaplanować. To wydarzenie, które trzeba umieć przyjąć.  To wydarzenie, za które odpowiada stara kora mózgowa, więc jeżeli coś w niej pozostaje nieprzepracowane to daje o sobie znać przy porodzie. Każde działanie zmuszające nas do aktywowania wówczas nowej kory mózgowej zaburza ten instynktowny proces jakim są naturalne narodziny.
Przygotowanie się do nich wymaga wyciszenia, zatrzymania w pędzie codziennego życia. Nawet naukowcy, lekarze zauważyli wpływ otaczającego świata, emocji na narodziny i zwykli mawiać o duchowości narodzin. Możemy się tego wypierać lub możemy to przepracować dając sobie szansę na pełny przepływ hormonów w naszym ciele.

Dwa razy rodziłam. Pierwszy poród był stosunkowo łatwy. Wiadomo, nie obeszło się bez bólu, ale w porównaniu do tego, czego się osłuchałam przed porodem nie było tak źle. Najważniejsze i chyba jedyne co przydało mi się z rad wcześniej rodzących było to, aby słuchać położnej (pod warunkiem, że jest ona dobra), oraz by nauczyć się prawidłowo przeć. Nie można wstrzymywać powietrza w górze, ale skierować go ku dołowi. Warto wcześniej delikatnie to poćwiczyć. Pierwszą córeczkę urodziłam szybko, akcja porodowa trwała 15minut. Druga, to była bajka, przy drugim parciu wyszła na świat smile
Przed porodem warto też poćwiczyć mięśnie Kegla. A nie jakieś tam sztuki i energie
Gratuluję, jak wnioskuję z opisu trafiłaś do szpitala w ostatnim momencie wówczas faktycznie zdarza się dobrze urodzić. To też jest sposób. Lekarze i położne mają wówczas zbyt mało czasu na zbędne ingerencje.
Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
Poszukująca
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 36
MO: 15.02.2011-z przerwami, 04-07.2012; 01.01.2013, ostateczna rezygnacja ze względu na ciągle pogarszający się stan zdrowia
Wiedza:
Skąd: Ruda Śląska
Wiadomości: 546

« Odpowiedz #14 : 27-11-2012, 11:02 »

Kiedy pierwszy raz czytałam wypowiedzi Kwiatuszka też zrodził się we mnie bunt. Nie mogłam tego pojąć, jednak pociągnęło mnie to. Tak mam, że boje się porodu dopóki nie nadejdzie. Potem jest spokój. Pierwszy poród był trudny o czym pisałam w swoich wątkach. I tu przyczyną mógł być właśnie brak poczucia bezpieczeństwa, chciałam być z mężem od początku, niestety zamiast tego była osoba wprowadzająca panikę i prawie zmusiła do wyjazdu do szpitala. Tam od razu męczące badania w pozycji leżącej. Tym razem chciałam się przygotować, czytałam, ale brakło mi czasu na jakieś ćwiczenia z racji zajęć przy starszym synku, zdałam się na intuicję. Pierwsze skurcze przyszły rano, słabe, nieregularne, jednak częste. Popołudniu byłam jeszcze w odwiedzinach, gdzie skorzystałam z wanny, jednak szybko uznałam, że to nie dla mnie. Najlepiej czułam się klęcząc przy łóżku lub worku sako, który mam w domu. Słuchałam ulubionej muzyki, mąż był blisko. Czułam ból jednak potrafiłam z nim współpracować, relaksowałam się między skurczami (przy pierwszym porodzie w ogóle nie czułam, żeby były przerwy...), kiedy od 2 godzin skurcze były co 3-4minuty zebraliśmy się do szpitala, no i siedzenie w aucie już było ciężkie, na izbie męczyli mnie godzinę, jakaś stażystka, żując gumę nie bardzo umiała mnie zbadać, potem USG. Ale jeszcze dawałam radę. Na porodówce od razu klęknęłam przy worku, jednak położna kazała na łózko. Chciałam z niego zejść, uciec, nie pozwoliła, mogłam się odwrócić na kolana i zrobiłam to, ale za chwilę znów kazała się położyć, kiedy zaczęła mnie badać nastąpił taki skok bólu, że przestałam nad sobą panować, nie umiałam przeć, krzyczałam, opamiętałam się jednak i wszystko dobrze się skończyło, dobrze na warunki szpitalne... Szpital reklamował się, że można rodzić w pozycji wertykalnej, bzdura. Na porodówce byłam 20min, a dla mnie była to wieczność w porównaniu z całym dniem, który na spokojnie spędziłam w domu. Zgadzam się z Kwiatuszkiem teraz już całkowicie. Tyle, że do takiego porodu w domu trzeba dojrzeć, ja niestety nie dojrzałam, ale i tak byłam szczęśliwa z takiego przebiegu. Dla mnie to już dużo. A niezałatwione sprawy? Jakoś dziwnie w w okolicach każdej ciąży i porodu narasta napięcie między mną, a moją rodzicielką. Mamy sobie jeszcze wiele do wyjaśnienia co w nas siedzi i dręczy.
Zapisane

Poszukująca
Beaton
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 06.02.2014
Wiadomości: 57

« Odpowiedz #15 : 27-11-2012, 13:15 »

Ja również muszę przyznać, że ostatnia wypowiedź Kwiatuszka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Odkąd trafiłam na to forum, również zastanawiałam się nad porodem w domu. Przeraża mnie szpital, te wszystkie badania mojego maleństwa i opieka nad nim, nie wspominając mało higienicznej przestrzeni. Mimo, że córeczkę miałam praktycznie cały czas przy sobie, to kiedy znikała na chwilę np podczas badania słuchu, ja odczuwałam niepokój. Niestety zbyt mało wiem na ten temat, jednak mam zamiar się w niego zagłębić, gdyż planuję mieć w przyszłości jeszcze nie jednego Skarbka.

Do szpitala zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku trafiłam na 3-4 godziny przed porodem, z lekkimi i nieregularnymi skurczami. W pierwszym przypadku praktycznie nikt się mną nie interesował, poza badaniem tuż po przybyciu do szpitala i przebiciem błony by odeszły mi wody na około godzinę przed. Kiedy zaczęła się akcja porodowa nikt mnie nie nadzorował. Natomiast w drugim przypadku stosunkowo często mnie doglądano.
Zapisane
Karola
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 37
MO: 01.05.2010
Skąd: Warszawa
Wiadomości: 31

« Odpowiedz #16 : 27-11-2012, 15:09 »

Ja pierwszy poród miałam totalnie zmedykalizowany, mimo że wykupiłam opiekę położnej w nadziei na to, że pomoże mi urodzić bez znieczulenia i innych wspomagaczy. Nie udało się: niepotrzebnie chyba weszłam do wanny, z której już nie mogłam wyjść - zaczęły się skurcze krzyżowe, które mnie przerosły, poprosiłam o znieczulenie. Znieczulenie wszystko skomplikowało: akcja stanęła, więc dostałam kilka kroplówek okcytocyny, potem oczywiście kolejną dawkę znieczulenia, bo skurcze po okcytocynie były nie do wytrzymania. Synek miał wahania tętna po tym wszystkim, jakimś cudem go wyparłam, choć nie czułam kompletnie, kiedy mam przeć, więc parłam na komendę. Łozysko wyrwali ze mnie niekompletne, dostałam krwotoku, więc łyżeczkowanie już bez znieczulenia, bo nie było na nie czasu:( Straszna trauma: dla mnie, męża i naszego synka także.

Drugi poród miesiąc temu w Domu Narodzin, tylko z mężem i położną, bez wenflonów, KTG, znieczulenia,  oksytocyny, za to przy świecach, przy drabinkach, druga faza na czworakach (byłam oparta o piłkę) trwała kilka minut. Wreszcie było tak, jak marzyłam przed pierwszym porodem. Bolało bardzo, miałam nawet moment, w którym prosiłam o cesarkę, ale kilkanaście minut później już było po wszystkim.
Mamy z mężem tylko i wyłącznie piękne wspomnienia. Synek nawet nie płakał.
Zapisane
Amelia
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 588

« Odpowiedz #17 : 27-11-2012, 15:31 »

Cytat
Jakoś dziwnie w w okolicach każdej ciąży i porodu narasta napięcie między mną, a moją rodzicielką.
Poszukujaca
Ciekawe spostrzeżenie. U mnie też relacje z rodzicielką się pogarszają. Najgorsze jest straszenie porodem i przedstawianie go w najgorszym swietle. Wszelkie ingerencje w sprawy intymne kobieta ciężarna traktuje jako formę osaczenia, nadmiernej kontroli. Być może ma to związek z przygotowaniem do porodu?
« Ostatnia zmiana: 27-11-2012, 15:34 wysłane przez Amelia » Zapisane
Poszukująca
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 36
MO: 15.02.2011-z przerwami, 04-07.2012; 01.01.2013, ostateczna rezygnacja ze względu na ciągle pogarszający się stan zdrowia
Wiedza:
Skąd: Ruda Śląska
Wiadomości: 546

« Odpowiedz #18 : 27-11-2012, 16:12 »

Wszelkie ingerencje w sprawy intymne kobieta ciężarna traktuje jako formę osaczenia, nadmiernej kontroli.
Dokładnie tak, nadmierna kontrola. Nawet nie chcę myśleć co by było, gdybym wspomniała o domowym porodzie. To mnie przerasta i kosztowało sporo emocji zarówno podczas ciąży, jak i po urodzeniu. Dobre rady, z którymi się nie zgadzasz, a jednocześnie poczucie winy, że tak jest. Fajnie jakby inne dziewczyny wypowiedziały się w tej kwestii. Dobrze, że temat się rozkręca, myślę, że może pomóc niejednej przyszłej mamie.
Amelio teraz może Ci być ciężko szczerze z mamą porozmawiać, wiem, że to może kosztować Cię sporo nerwów, ale spróbuj się przynajmniej od tego odciąć, udawać, że nie słyszysz i wsłuchać w siebie, dla dobra dziecka.
Zapisane

Poszukująca
Lavenda22
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 31
MO: 9.07.2011, z przerwami
Skąd: pomorskie
Wiadomości: 375

« Odpowiedz #19 : 27-11-2012, 20:48 »

Cytat
Dobrze, że temat się rozkręca, myślę, że może pomóc niejednej przyszłej mamie.

Pewnie. Ja póki co o ciąży nie myślę, nie planuję, nie wiem, czy w ogóle zostanę matką. Ale z zapartym tchem czytam Wasze posty, dziewczyny. Bo jeśli kiedyś będzie dane mi rodzić dziecko, mam to zamiar robić z dala od szpitala i kalekarzy.
Zapisane
Strony: [1] 2 3   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!