Niemedyczne forum zdrowia
06-12-2019, 21:13 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Radiobiosłone --> www.radiobioslone.pl
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2] 3   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Jak łagodnie urodzić dziecko  (Przeczytany 45064 razy)
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 336

« Odpowiedz #20 : 27-11-2012, 22:40 »

W pierwszym przypadku praktycznie nikt się mną nie interesował, poza badaniem tuż po przybyciu do szpitala i przebiciem błony by odeszły mi wody na około godzinę przed.
Przebicie pęcherza (w zależności od okoliczności) jest indukcją bądź stymulacją porodu. Z samej definicji wynika, że nie jest to naturalny, fizjologiczny poród. Jest to też czynność,która niesie z sobą ryzyko i konsekwencje.

Jeżeli ktoś potrzebuje zgłębić bardziej kwestie lęków pierwotnych bądź egzystencjalnych, relacji rodzinnych, ich wpływu na poród oraz możliwości pracy nad nimi proszę o kontakt na pw.
Powyższe potwierdzają nie tylko pierwotne kultury, ale również badania nałukowe. Jednak jest to wiedza, którą nie każdy chce i potrafi przyjąć.
Tutaj wolałabym się skupić na fizycznym aspekcie narodzin oraz fizjologii porodu i na takie pytania chętnie odpowiem.
« Ostatnia zmiana: 29-11-2012, 13:39 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
RENETI
« Odpowiedz #21 : 29-11-2012, 03:42 »

Cytat
Bo jeśli kiedyś będzie dane mi rodzić dziecko, mam to zamiar robić z dala od szpitala i kalekarzy.

Czego Ci szczerze życzę. Jednak nie zawsze się uda. Też bardzo chciałam rodzić naturalnie. Niestety akcja porodowa trwała 2 doby, 2 doby skurczy na 95 % co 15 minut a rozwarcie nie postępowało. Byłam wykończona, zgodziłam się na podanie oksytocyny. Potem okazało się, że to przypadłość często występująca u kobiet w mojej rodzinie. Mimo wszystko, dobrze jest mieć zapewniony dojazd do szpitala w krótkim czasie. Moja koleżanka np.rodziła naturalnie w szpitalu. Tuż przed wyjściem dziecka na świat, okazało się, że akcja serca u dziecka ustała i natychmiast trzeba było robić cesarkę, żeby uratować dziecko. Była to kwestia minut.
« Ostatnia zmiana: 29-11-2012, 13:38 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 336

« Odpowiedz #22 : 04-12-2012, 02:42 »

Dziewczyny nie wypisujcie tu przypadków całego świata. Akcja serca ustała? Dlaczego?
Może nagła zmiana pozycji na niekorzystną - ucisk dolnej części kręgosłupa na dziecko?
Przebicie pęcherza płodowego wiążące się z wypływem wód płodowych pod zbyt dużym ciśnieniem?
Może stres i w jego skutek przedłużająca się akcja porodowa, która w innych warunkach mogłaby zakończyć się dużo bardziej pomyślnie?
Może wskutek przyjmowania leków, suplementów w ciąży przedwcześnie zestarzało się łożysko?
A może koleżanka wzięła znieczulenie, które powoduje, że nie odczuwamy zmian w naszym ciele i nie możemy z nim współgrać?
Może podawane podczas porodu leki w tym oksytocyna?
Jest wiele powodów ustania akcji serca dziecka w czasie porodu. Większość niestety wynika z niepotrzebnej ingerencji medycznej lub braku świadomości kobiety.

Czy można zabezpieczyć się przed procedurami medycznymi w szpitalu? Według mnie nie.
W czasie porodu, czyli czynności, za którą odpowiada nasza stara kora mózgowa, nie jesteśmy w stanie analizować (zresztą to zakłóca przebieg porodu) i zgadzamy się na interwencje medyczne. Głównie dlatego, że lekarze i wiele położnych sami nie mają świadomości jak powinien wyglądać fizjologiczny poród i przedstawiają nam swoje zdanie w sposób nie znoszący sprzeciwu. Nie dając żadnej innej alternatywy.
Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że nawet podczas porodu domowego przybycie umówionej położnej często wstrzymuje akcje porodową. Wystarczy, że położna (jeżeli jest mądrą kobietą) wyjdzie do innego pomieszczenia lub na spacer i wszystko wraca na właściwe tory.

Też bardzo chciałam rodzić naturalnie. Niestety akcja porodowa trwała 2 doby, 2 doby skurczy na 95 % co 15 minut a rozwarcie nie postępowało. Byłam wykończona, zgodziłam się na podanie oksytocyny. Potem okazało się, że to przypadłość często występująca u kobiet w mojej rodzinie.

To raczej brak podstawowej wiedzy na temat fizjologii porodu, przeniesione lęki lub po prostu fatalna dieta wpływająca źle na pracę hormonów.
« Ostatnia zmiana: 08-12-2012, 16:07 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
Agella
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 01.01.2011
Wiadomości: 2

« Odpowiedz #23 : 04-12-2012, 19:20 »

Kwiatuszku, byłabym zainteresowana tymi lękami pierwotnymi itd., mającymi wpływ na poród. Proszę o kontakt.
« Ostatnia zmiana: 11-12-2012, 13:54 wysłane przez Agnieszka » Zapisane
RENETI
« Odpowiedz #24 : 08-12-2012, 04:50 »

Cytat
Cytat od: Reneti  29-11-2012, 03:42
Też bardzo chciałam rodzić naturalnie. Niestety akcja porodowa trwała 2 doby, 2 doby skurczy na 95 % co 15 minut a rozwarcie nie postępowało. Byłam wykończona, zgodziłam się na podanie oksytocyny. Potem okazało się, że to przypadłość często występująca u kobiet w mojej rodzinie.

To raczej brak podstawowej wiedzy na temat fizjologii porodu, przeniesione lęki lub po prostu fatalna dieta wpływająca źle na pracę hormonów.

Kwiatuszku, bardzo autorytatywnie wypowiadasz się, lecz dietę miałam bardzo dobrą, wiedzę na temat fizjologii porodu naturalnego również. Dbałam również o ciało, chodziłam na basen i ćwiczyłam jogę. Ogólnie byłam w bardzo dobrej kondycji fizycznej. Oczywiście jeśli to nie jest przyczyną, można jeszcze zwalić winę na lęki. Oczywiście, że bałam się w jakiś umiarkowany sposób, ale raczej byłam bardzo pozytywnie nastawiona do swojego pierwszego porodu.

Chcę tylko zaznaczyć, że warto jest, wybierając miejsce do rodzenia, zastanowić się, czy będzie możliwa szybka interwencja lekarska, która, niestety, czasem jest konieczna.
Bo nie chodzi o to, żeby usprawiedliwić, dlaczego poród nie wyszedł, ale żeby ocalić życie w razie konieczności. Czasem są to kwestie minut. I nie są to jakieś wydumane wyizolowane przypadki. W moim otoczeniu takich interwencyjnych cesarek było niestety sporo.

Co do lęku, stres może wywołać sam ból i nie zawsze da się to opanować.
A w ogóle chciałam się Ciebie zapytać, czy położna lub doula, odbierając poród domowy, ponosi jakąś odpowiedzialność, w razie np śmierci lub kalectwa dziecka lub mamy? Jak to wygląda od strony prawnej w Polsce? Czy może jest tak, że decydując się na poród domowy, tym samym rodzice ponoszą jedyną odpowiedzialność za prawidłowy przebieg porodu?
« Ostatnia zmiana: 08-12-2012, 16:10 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane
Solan
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 27
MO: 1.08.2008
Wiedza:
Skąd: Wrocław
Wiadomości: 235

« Odpowiedz #25 : 08-12-2012, 17:01 »

czy położna lub doula, odbierając poród domowy, ponosi jakąś odpowiedzialność, w razie np. śmierci lub kalectwa dziecka lub mamy? Jak to wygląda od strony prawnej w Polsce? Czy może jest tak, że decydując się na poród domowy, tym samym rodzice ponoszą jedyną odpowiedzialność za prawidłowy przebieg porodu?
A czy w szpitalu lekarz albo położna ponoszą za to odpowiedzialność? Bardzo rzadko chyba.
Spójrz, ile jest obecnie niepełnosprawnych dzieci z porażeniem mózgowym. Część z nich mogłoby to ominąć, gdyby nie błędy podczas porodu, przez które doszło do niedotlenienia. Myślisz, że któryś z dochtorów przyzna się, że okaleczył matce dziecko? W większości przypadków się wywinie, a rodzicom dziecka nawet nie przyjdzie do głowy, że wina leży po jego stronie.
Zapisane

Piszemy "naprawdę", a nie "na prawdę"!
RENETI
« Odpowiedz #26 : 09-12-2012, 05:03 »

Tak, zdaję sobie sprawę z niedoskonałości systemu lecznictwa szpitalnego, ale jednak, mimo wszystko, jest to uregulowane prawnie, lekarze, przynajmniej teoretycznie ponoszą odpowiedzialność za swoją pracę. Można dochodzić swoich praw. Być może właśnie z tego powodu robi się u nas tyle cesarek. Nie mam jednak takiej wiedzy, czy przy porodach domowych doula taką odpowiedzialność, w świetle prawa, ponosi.
Zapisane
Zosia_
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: nie stosuję ze względu na reakcje
Wiedza:
Wiadomości: 1.049

« Odpowiedz #27 : 09-12-2012, 15:45 »

Prawnie uregulowane jest to w ten sposób, że najważniejsze są procedury. Ważniejsze niż zdrowie i życie pacjenta. Jeśli procedury zostały zachowane, to wszystko jest w porządku i nieważne, że pacjent zmarł czy został okaleczony. Same procedury zmieniają się dość często. Nie mają już wiele wspólnego ani ze zdrowym rozsądkiem ani poszanowaniem praw natury czy wyrządzaniem jak najmniejszych szkód podczas leczenia. Teraz priorytetem jest sam proces medyczny i tylko on musi być zgodny z wytycznymi. To, czy pacjent przeżyje i w jakim stanie, to jest kwestia znacznie mniej istotna. Jedyna odpowiedzialność, jaką ponosi personel medyczny, to odpowiedzialność za zachowanie procedur.
« Ostatnia zmiana: 10-12-2012, 21:36 wysłane przez Agnieszka » Zapisane
RENETI
« Odpowiedz #28 : 11-12-2012, 01:57 »

Cytat
Prawnie uregulowane jest to w ten sposób, że najważniejsze są procedury. Ważniejsze niż zdrowie i życie pacjenta.

Nie generalizowałabym. Generalizowanie jest niebezpieczną rzeczą.
Zdarzają się zarówno lekarze z powołania jak i cyniczni karierowicze czy pożyteczni idioci. Osobiście spotkałam się z każdym z tych przypadków. To jest życie po prostu. Takie postawy odnajdziesz w każdym zawodzie, gdyż sprawa dotyczy kondycji moralnej człowieka.

Nadal nie uzyskałam odpowiedzi, jak prawnie uregulowany jest zawód douli w zakresie jej odpowiedzialności za matkę i dziecko. Jeżeli nie jest, to mamy taką samą sytuację jak w przypadku lekarzy, jeśli prawdą jest to, co piszesz. A nawet gorszą, gdyż w ogóle nie można nawet próbować dochodzić swoich praw. W końcu sama zdecydowałaś się na poród domowy czyż nie?
« Ostatnia zmiana: 11-12-2012, 13:56 wysłane przez Agnieszka » Zapisane
Zosia_
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: nie stosuję ze względu na reakcje
Wiedza:
Wiadomości: 1.049

« Odpowiedz #29 : 11-12-2012, 10:07 »

Nie generalizowałabym. Generalizowanie jest niebezpieczną rzeczą.
Zdarzają się zarówno lekarze z powołania jak i cyniczni karierowicze czy pożyteczni idioci. Osobiście spotkałam się z każdym z tych przypadków. To jest życie po prostu. Takie postawy odnajdziesz w każdym zawodzie,gdyż sprawa dotyczy kondycji moralnej człowieka.

Nic nie pisałam o lekarzach. Pisałam o stanie prawnym i procedurach w szpitalach. Wszyscy lekarze pracujący w systemie muszą się do tych procedur stosować. Jeśli nie chcą, muszą zmienić pracę. Bez wzgledu na to czy są uczciwi czy cyniczni.
« Ostatnia zmiana: 11-12-2012, 13:57 wysłane przez Agnieszka » Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 336

« Odpowiedz #30 : 11-12-2012, 10:40 »

Cytat
Prawnie uregulowane jest to w ten sposób, że najważniejsze są procedury. Ważniejsze niż zdrowie i życie pacjenta.
To prawda. Choć myślę, że w rzeczywistości bardziej chodzi o zdrowie i życie zastraszonego przez obowiązujące procedury lekarza, co odbija się na pacjentach.
W kwestii porodów domowych położna lub lekarz musi wypisać papiery w związku z czym odpowiada prawnie. Dokumenty te są konieczne w celu zarejestrowania dziecka w Urzędzie.
Uważam jednak, że odpowiedzialność za poród spoczywa na Rodzicach. Nie dlatego, że można kogoś sądzić i dochodzić swojego. Najlepszym sędzią jest życie. Jakość porodu jest jakością życia. Wpływa na życie Dziecka i Jego Rodziców. Dziecko zawsze może tak jak moja Pierwsza córka zapytać: mamo czemu nie urodziłam się w domu i gdzie moje łożysko? My musimy mieć dość siły by naprawić wyrządzone krzywdy.
Pozostaje tylko pytanie, czy starczy nam sił na naprawianie wyrządzonych krzywd, jeżeli będziemy mieć np. endometriozę (w skutek cc lub nacięcia krocza), kłopoty seksualne, zaburzoną więź z dzieckiem, kłopoty zdrowotne malca (kręcz, wzmożone napięcie mięśniowe, krwiak poporodowy i inne komplikacje (w tym od szpitalne zakażenia bakteryjne), których moglibyśmy uniknąć, a które są wynikiem nadmiernej ingerencji medycznej). W związku z tym czy warto?
Cytat
Oczywiście, że bałam się w jakiś umiarkowany sposób, ale raczej byłam bardzo pozytywnie nastawiona do swojego pierwszego porodu.
Oczywiście mówimy o lęku, który poznałaś. Który uaktywnia się w wyniku instynktownych działań, za które odpowiada stara kora mózgowa? Wobec tego z jakich technik korzystałaś w celu przepracowania tych lęków?
Cytat
W moim otoczeniu takich interwencyjnych cesarek było niestety sporo.
Rozumiem że mówimy o cesarkach, gdy poród odbywał się w szpitalu? Jeżeli tak to trudno porównywać i oceniać ryzyko głównie dlatego, że porody szpitalne rzadko bywają w pełni fizjologiczne i naturalne.
Cytat
Co do lęku, stres może wywołać sam ból i nie zawsze da się to opanować
Dlatego należy stworzyć takie warunki, aby się nie stresować. Dla jednych stresujący będzie poród w szpitalu dla innych w domu. Bez znajomości prawdziwej przyczyny lęku na nic zdadzą się wywody. Zarówno ból jak i lęk można oswoić, zaś rozkosz trzeba umieć przyjąć. Ból tak naprawdę pojawia się jako sygnał wskazujący na potrzebę zmiany pytanie: czy potrafimy go odczytać i właściwie z pomocą ciała na niego odpowiedzieć?
Cytat
czy położna lub doula, odbierając poród domowy, ponosi jakąś odpowiedzialność, w razie np śmierci lub kalectwa dziecka lub mamy? Jak to wygląda od strony prawnej w Polsce? Czy może jest tak, że decydując się na poród domowy, tym samym rodzice ponoszą jedyną odpowiedzialność za prawidłowy przebieg porodu?
W Polsce raczej mamy odwrotny problem. Jest wielu Rodziców, którzy chcieliby ponosić odpowiedzialność za poród i móc o nim decydować. Niestety zgodnie z polskim prawem, aby zarejestrować dziecko jak już wspomniałam dokumenty musi wypisać położna lub lekarz oficjalnie będący przy porodzie. Dlatego jest tak mało położnych i lekarzy chcących wziąć przy obecnym stanie prawa odpowiedzialność za narodziny (nie chodzi o niechęć do zabrania odpowiedzialności, a raczej o realia). W porodzie domowym to Rodzice muszą chcieć wziąć na siebie odpowiedzialność. Głownie dlatego, że zawsze istnieje ryzyko, że poród przebiegnie tak sprawnie i bezboleśnie, że gdy dadzą znać położnej ona zwyczajnie nie zdąży dojechać. Do tego po prostu potrzeba dojrzałości i umiejętności wzięcia zdrowia swojego i swojego dziecka w swoje ręce.

Ja wiem jedno, że nie ma piękniejszej w życiu sytuacji niż dłonie mamy lub taty witające Ich własne Dziecko. Są pozycje, przy których mama może wziąć w swe dłonie rodzącego się Maleństwo i jest to doświadczenie, które nie sposób opisać. 
Cytat
A w ogóle chciałam się Ciebie zapytać, czy położna lub doula, odbierając poród domowy, ponosi jakąś odpowiedzialność, w razie np śmierci lub kalectwa dziecka lub mamy?
Przede wszystkim samo pojęcie "odbieranie porodu" jest nie właściwe. Jeżeli chcemy, aby ktoś "odebrał" nam tą najważniejszą w życiu chwilę, to zdecydowanie zostaje szpital. W domu można przyjąć poród lub towarzyszyć przy porodzie. Ale nikt nie będzie "odbierał" porodu ani dziecka.
Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
Live
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 11 kwietnia 2012, syn 7 lat MO od 11 kwietnia 2012
Skąd: Warszawa
Wiadomości: 270

WWW
« Odpowiedz #31 : 11-12-2012, 23:05 »

Kwiatuszku, dziękuję za wszystko co tu piszesz. Szkoda że nie znalazłam Cię kiedy sama rodziłam. Chociaż może to był nie ten czas, nie ta ja - jeszcze nie gotowa?
Planowałam poród w domu. Nie miałam wsparcia mojego partnera bo rozstaliśmy się przed porodem. Przy porodzie miała mi towarzyszyć przyjaciółka oraz byłam umówiona z położną przyjmującą porody domowe. Miałam też wariant awaryjny - kobietę która uważała siebie za doulę i zgodziła się wesprzeć mnie gdybym tego potrzebowała.
W dniu porodu skurcze miałam już od rana, ale załatwiałam z nimi różne sprawy, jeździłam po mieście. Czas przed porodem w ogóle był u mnie czasem załatwiania różnych spraw, wręcz spieszeniem się by domknąć je przed porodem oraz zwyczajnej pracy fizycznej w której sama brałam udział - przy remoncie mojego mieszkania...
Po południu zadzwoniłam do położnej czując, przypuszczając że to może być początek porodu. Usłyszałam, że niestety nie będzie mogła do mnie przyjechać ponieważ inna z kobiet z którymi byłą umówiona zadzwoniła do niej tego dnia przede mną, że też zaczyna rodzić, i pojedzie do niej. Była pierwsza.
Poprosiłam więc "doulę" o pomoc. Piszę w cudzysłowie, bo ta pani w niczym kompletnie mi nie pomogła. Gdy przyjechała usiadła w fotelu i tak już została. Nie mogę nawet powiedzieć że nie przeszkadzała, bo jej wyraz twarzy i zwyczajnie obojętność kiedy potrzebowałam pomocy budziły we mnie jakieś rozdarcie. Koleżanka niestety nie miała pojęcia o rodzeniu i choć próbowała coś robić też nie zdołała mi pomóc.
Ja mimo że zajmuję się pracą z ciałem, jak się okazało byłam zupełnie nieprzygotowana. Życiowe kwestie - relacji z partnerem, relacji z moją matką, z własną kobiecością, dużo było nierozwiązanych spraw. Teraz wydaje mi się, że temu pierwotnemu mózgowi nie pozwalałam w pełni dojść do głosu, bo częścią siebie starałam się sprawować kontrolę od zewnątrz - zabrakło mi osoby ktora wzięłaby to na siebie, zadbała o sytuację i nie czułam się dość bezpieczna.
W którymś momencie gdy ból był przeogromny, całkowicie przerastał moje wyobrażenie, i trwał już kilka godzin, nie mogąc właściwie prawie mówić wybełkotałam jakąś prośbę o pomoc. Pani "doula" stwierdziła że możemy się ewentualnie pomodlić bo to czasem pomaga. W końcu - chciałam się dowiedzieć co się dzieje, w jakim jestem miejscu, sama tego nie wiedziałam - zadzwoniła do "mojej" położnej. Był środek nocy, położna spała. Słyszałam jak "doula" protekcjonalnym głosem mówi o mnie, że "a, ona taka niedoświadczona, pewnie jeszcze z tydzień tak będzie rodzić". To było okropne. W końcu sama starając się zadbać o siebie poprosiłam o wezwanie karetki. Przyjechali młodzi panowie, aroganccy. Przepędziłam ich. Ale taksówką pojechałam do szpitala. Tylko z koleżankabpo "doula" obrażona z powodu mojej decyzji odmowiła dalszego udziału.
W szpitalu oczywiście przede wszystkim procedury: opłata za salę - bo chciałam żeby koleżanka została ze mną, podpisy i badania. A że napisałam im że w sprawie jakichkolwiek interwencji mają mnie w trakcie pytać o zgodę i nie wyrażam jej teraz z góry, to zanim pozwolili mi iść do sali przychodziło do mnie po kolei kilka różnym osób nakłaniając do zmiany decyzji. To były rzeczy najważniejsze.
Na sali była wanna. Jednak woda nie pomagała mi. Byłam totalnie wyczerpana fizycznie. Zanim zjawiła się położna minęło sporo czasu. Stwierdziła, że muszą mi dać kroplówkę na wzmocnienie, bo inaczej nie dam rady, tak jestem słaba. Teraz nie wiem, czy nie była to czasem oksytocyna, ktorą podali mi bez pytania?
No a potem położna kazała mi leżeć na plecach. Gdy chciałam inaczej odpowiedziała, ze albo będę jej słuchać i dostanę jej pomoc, albo mogę sobie przyjąć pozycję po swojemu ale rodzić będę bez jej pomocy. Oczywiście cały poród był i bólem i walką. Tytaniczną walką, siłowaniem się. Teraz myślę nawet, że moze taki sposób rodzenia był jakoś potrzebny czy właściwy dla mojego synka: kształtował jego charakret, taki a nie inny. Nie wiem.
W każdym razie kilkakrotnie słyszałam od tej położnej to samo: albo robię to co ona mi mówi albo radzę sobie sama. Ostatni raz, kiedy już moje dziecko się urodziło i leżało na moim brzuchu a ja wciąż nie pozwalałam odciąć pępowiny (wiedziałam, że jezeli nie można pozostawić jej, dobrze jest pozwolić jej być jak najdłużej, zdaje się choć przez pierwszą godzinę), powiedziała mi, że mam albo wypisać się natychmiast ze szpitala i zabrac dziecko do domu, albo pozwolić ją przeciąć, powiedziała dosłownie: Jak się wejdzie między wrony trzeba krakać tak jak one.
To była trudna decyzja, ale byłam skrajnie wykończona a w domu z dzieckiem zostałabym sama. Zostałam w szpitalu, pępowinę odcięli, na szczepienia się nie zgodziłam.

Mam koleżankę, która miesiąc przede mną urodziła w domu doświadczając ekstazy a nie bólu. I inną, która mimo że też zajmuje się pracą z ciałem musiała zdecydować się na cesarkę (podobno nie udało się inaczej). Jeszcze inną, która rodząc w tym samym szpitalu co ja, mimo pośladkowego ułożenia dziecka, urodziła naturalnie. Różnie jest.
« Ostatnia zmiana: 22-04-2013, 19:09 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane
RENETI
« Odpowiedz #32 : 19-12-2012, 03:40 »

Cytat
A w ogóle chciałam się Ciebie zapytać, czy położna lub doula, odbierając poród domowy, ponosi jakąś odpowiedzialność, w razie np śmierci lub kalectwa dziecka lub mamy?
Przede wszystkim samo pojęcie "odbieranie porodu" jest nie właściwe. Jeżeli chcemy, aby ktoś "odebrał" nam tą najważniejszą w życiu chwilę, to zdecydowanie zostaje szpital. W domu można przyjąć poród lub towarzyszyć przy porodzie. Ale nikt nie będzie "odbierał" porodu ani dziecka.

Czyli jak rozumiem, nie ponosi żadnej odpowiedzialności za przyjęcie dziecka.
« Ostatnia zmiana: 19-12-2012, 03:45 wysłane przez Reneti » Zapisane
RENETI
« Odpowiedz #33 : 19-12-2012, 03:46 »

Ile kosztuje pomoc douli w "pracy nad ciałem" oraz przygotowanie do porodu i asysta przy porodzie? Chodzi mi o całość kosztów dla jednej ciąży.
Zapisane
Bitwoman
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 37
MO: 12.12.2012, aktualnie przerwa
Wiadomości: 192

« Odpowiedz #34 : 19-12-2012, 12:03 »

Kwiatuszku, czytając Twoje posty coraz bardziej dociera do mnie to o czym piszesz.
Dwa razy rodziłam naturalnie w szpitalu.
Za pierwszym razem byłam nieświadoma swoich praw, nieświadoma całego przebiegu i jak się potem okazało na czas największych skurczy przyczepili mnie do aparatu KTG i kazali leżeć, to było niedługo po przebiciu pęcherza, więc miałam tak częste, długie i mocne skurcze, że nawet nie miałam siły krzyczeć.
Poród miałam naturalny, a położne nie pozwoliły mi pójść z mężem pod prysznic. W efekcie największy ból przeżywałam sama w nieodpowiedniej pozycji. Dodatkowo położne robiły mi masaż szyjki, co wywoływało większy ból niż same skurcze.
W czasie drugiego porodu miałam ze sobą aparat Tens, mąż był ze mną pod prysznicem (mimo krzyku położnej), cały czas chodziłam, prawie w ogóle nie siedziałam i nie leżałam, gdy położna kazała mi się położyć po podaniu czopka ja za chwilę wstałam. Czułam że ruch pozwala mi łagodniej przejść przez skurcze. Gdy zaczęły się parte robiłam przysiady. Położna musiała nakłaniać mnie, żebym się położyła, bo obawiała się że urodzę na stojąco, a mnie właśnie taka pozycja najbardziej odpowiadała. Czułam się źle przez to, że musiałam leżeć. Drugi poród miałam wywoływany, stąd też skurcze parte zrobiły się rzadkie i bardzo krótkie. Chcieli podać mi oksytocynę. Nie zgodziłam się. Wiedziałam co to oznacza z pierwszego porodu. Nie wiedziałam jednak, że to już końcówka i w tym przypadku mogłoby mi to pomóc. W efekcie czułam o wiele większy ból.
« Ostatnia zmiana: 22-04-2013, 19:00 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane

"Być człowiekiem oznacza mieć wątpliwości i mimo to iść dalej swoją drogą." Coelho
Renata, mama Kamili (5) i Daniela (3,5)
Poszukująca
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 35
MO: 15.02.2011-z przerwami, 04-07.2012; 01.01.2013, ostateczna rezygnacja ze względu na ciągle pogarszający się stan zdrowia
Wiedza:
Skąd: Ruda Śląska
Wiadomości: 546

« Odpowiedz #35 : 19-12-2012, 13:37 »

Coraz częściej zaczynam czuć wściekłość na położne za to, że są tak bezduszne, mimo że same są kobietami. Procedury procedurami, ale wszystko się da jeśli się chce, przecież przy ich często sporym doświadczeniu wiedziałyby kiedy mogą sobie i na co pozwolić, żeby było rodzącej jak najlżej. Czy one naprawdę nie wiedzą jakie pozycje są najlepsze czy świadomie utrudniają życie kobietom, a sobie przy okazji? Ja przy drugim porodzie nawet usłyszałam komplement od pani dochtór, która męczyła mnie godzinę na izbie przyjęć, wykonując wszystkie jakże niezbędne badania: "pięknie się pani rozluźnia między skurczami" i zatrzepotała rzęsami, wypisując dalej niezwykle ważne papierki, a asystująca jej stażystka na znak uznania wymownie przeżuła gumę (zresztą robiła to zawsze kiedy ją widziałam przez cały pobyt w szpitalu). One chyba chciały, żebym urodziła na stojąco, bo po wyjściu od nich zajęło to jeszcze 20 minut.
« Ostatnia zmiana: 19-12-2012, 22:13 wysłane przez Agata » Zapisane

Poszukująca
Lilly
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 43
MO: 01.07.2011+ DP+KB
NIA: 28.03.2013
Skąd: Poznań
Wiadomości: 196

« Odpowiedz #36 : 19-12-2012, 15:06 »

A mnie przy drugim porodzie magister położna kazała za wcześnie przeć, chyba przez to, że byłam ostatnia w nocy. Ja nie miałam skurczów partych i musiałam przeć, bo mi kazała. Efekt był taki, że szyjkę macicy ciężko było zszyć, bo cała była porozrywana.
« Ostatnia zmiana: 22-04-2013, 18:44 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane
RENETI
« Odpowiedz #37 : 19-12-2012, 16:46 »

Cytat
Coraz częściej zaczynam czuć wściekłość na położne za to, że są tak bezduszne, mimo że same są kobietami. Procedury procedurami, ale wszystko się da jeśli się chce, przecież przy ich często sporym doświadczeniu wiedziałyby kiedy mogą sobie i na co pozwolić, żeby było rodzącej jak najlżej.

Nie, położne nie mają żadnej wiedzy, co robić, żeby rodzącej było jak najlżej, a raczej mało które mają taka wiedzę. Uważają, że jedyne co można zrobić, to podać oksytocynę, żeby było szybciej,  środek przeciwbólowy oraz przeć na leżąco w ostatniej fazie w sposób zupełnie sprzeczny z fizjologią porodu. Ogólnie chodzi o to, żeby poród przebiegł szybko i w sposób bezpieczny dla personelu medycznego. Czasami wynika to ze znieczulicy i wygody, a czasami po prostu z niewiedzy.
Zapisane
Kwiatuszek
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 1 lipca 2011
Wiedza:
Wiadomości: 336

« Odpowiedz #38 : 28-12-2012, 18:16 »

Live, Twój poród prawdopodobnie przebiegał tak, a nie inaczej, ponieważ nie dopuszczałaś przejęcia procesu jakim są narodziny przez starą korę mózgową, ciągła analiza, powodowała wzrost adrenaliny. Doule, która Ci towarzyszyła powinnaś natychmiast wyprosić za drzwi i jeżeli była taka potrzeba pozostać sama zapewne skończyłoby się to lepiej. Gdyby faktycznie coś się działo niedobrego z dzieckiem nie bardzo miałoby dla Ciebie znaczenie nastawienie Panów w karetce. Z mojego punktu widzenia to, co było Ci potrzebne, to zewnętrzny spokój i poczucie, że nie musisz nad niczym panować. Że jest ktoś, kto właśnie nastawia Ci wzmacniającą zupę i dba by wszystko było jak należy. Ciepłym, pełnym spokoju spojrzeniem zapewnia Cię, że wszystko jest w porządku. Daje Ci oparcie i intymność. Zaraża spokojem i ufnością. Po prostu towarzyszy Ci, nie oceniając, nie sprawując kontroli. Wierząc, że jako matka, Ty jedyna masz siłę by zakończyć ten proces jakim są narodziny szczęśliwie.
Położna w szpitalu widząc Twój niepokój zwyczajnie nie umiała dać Ci oparcia. Posłużyła się stanowczością traktując Cię w taki, a nie inny sposób chciała opanować ten wewnętrzny chaos. Nie znała innego sposobu. W szpitalu podchodzi się do kobiet przedmiotowo, bo tak jest łatwiej. Bardzo często też podejście położnych do rodzących wynika z własnych nieprzepracowanych traum, z własnych przykrych doświadczeń.
Wg mnie doula czy położna powinna być osobą, która sama ma poukładaną kwestię narodzin, której nie towarzyszą lęki. Osobą, która sama doświadczyła pięknych niepowikłanych porodów. Jeżeli tak nie jest zwyczajnie przenosi swoje lęki, obawy i wynikające z nich podejście na rodzące kobiety, którym towarzyszy.
Niestety w Polsce kryterium na doule nie uwzględnia tego aspektu. Jest to kolejny niczemu nie służący papierek dający możliwość zarabiania pieniędzy. Niewiele ma to wspólnego z faktycznymi predyspozycjami osoby do towarzyszenia przy porodzie. Doulami często są dziewczyny, które przeżyły traumy przy własnych porodach, nie posiadające doświadczenia i wiedzy w zakresie fizjologii porodu. Do tego prawnie nie mają żadnych możliwości działania.
Zaś kobiety mogące coś w tej kwestii  zdziałać traktuje się zwyczajnie jako zagrożenie dla istniejących instytucji działających "na rzecz tzw. dobrych narodzin".
« Ostatnia zmiana: 22-04-2013, 18:43 wysłane przez Nieboraczek » Zapisane

Gdy brakuje łatwych rozwiązań, przychodzą rozwiązania właściwe.
Bitwoman
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 37
MO: 12.12.2012, aktualnie przerwa
Wiadomości: 192

« Odpowiedz #39 : 01-01-2013, 11:22 »

Kwiatuszku, czytając Twoje wypowiedzi pojawiła się u mnie pewna myśl - Ty byłabyś świetną doulą czy też położną, choć tą drugą to nie wiem czy chiałabyś być z racji poddania się pewnym regułom szpitalnym.
Zapisane

"Być człowiekiem oznacza mieć wątpliwości i mimo to iść dalej swoją drogą." Coelho
Renata, mama Kamili (5) i Daniela (3,5)
Strony: 1 [2] 3   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!