Niemedyczne forum zdrowia
21-10-2019, 15:33 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Sklep Biosłone --> wejdź
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Co to może być?  (Przeczytany 6086 razy)
Martuszkakh
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 15/03/2008
Skąd: Wielka Brytania
Wiadomości: 22

« : 15-02-2013, 04:01 »

Mój synek, ponad 5 lat, od 5-ciu dni cierpi na bóle brzucha. W nocy się nasilają, jednak i w ciągu dnia są. Przez pierwsze 4 dni miał temperaturę najpierw ponad 39 stopni, potem wahała się miedzy 37 i 38, teraz waha się między normalną a stanem podgorączkowym. Bóle są ostre i przemijające. Poza dietą, a na początku nawet ogólnie brakiem jedzenia (brak apetytu), od czasu do czasu jedynie ryż lub pieczywo ryżowe, lipa z miodem, woda - nie podawałam nic, żadnych leków również. Zaznaczę tutaj, że syn pije okropnie mało, nawet gdy jego temperatura przekraczała 39. Namawiałam go mocno, ale za nic nie chciał. Dopiero jak mu temperatura zaczęła spadać zaczął popijać troszkę - dosłownie tyle co kot napłakał. Nie ma siły, by go zmusić do wypicia więcej. Dodam też, że strasznie mnie dziwi, że on się w ogóle nie poci. To już drugi raz, gdy ma tak wysoką temperaturę i nic, ale to kompletnie nic nie jest nawet odrobinę wilgotne...

Jego bóle nie były tak ostre na początku, gdy miał tak wysoką temperaturę, natomiast wraz ze spadkiem temperatury jakby się nasilają. Są przemijające i powracające, są ostre, budzi się w nocy z okropnymi wrzaskami, jakby go ze skóry obdzierali, rzuca się niemiłosiernie, i mówi, a raczej wrzeszczy przez sen. Dużo płacze. Dziś te bóle od momentu zaśnięcia pojawiały się tak często i z taką mocą, ze postanowiłam podać mu lek przeciwbólowy - to co akurat w domu mam Nurofen. Nie mam pojęcia co to może być, co się z nim dzieje. Do tej pory sądziłam, że może zaczyna się jakaś infekcja (siostra, u której aktualnie mieszkam, mocno się rozłożyła, straciła głos całkiem) i sądziłam, że przeszło na niego. Tym bardziej, że ma powiększone migdałki, ten prawy to aż styka się ze środkowym.
Powiększone migdałki to on ma od około 2.5 roku życia. Nigdy nie leczyłam tego farmakologicznie czekając aż organizm sam się oczyści. Ale u niego oczyszczanie jest chyba mocno zaburzone i organizm sobie za bardzo nie radzi, kiedyś dodawałam mu do koktajli tabletkę detoxu (jak tu ktoś na forum pisał, że zastosował w stosunku do swojego dziecka i rezultaty były zadowalające). U mojego syna nic się nie działo. Teraz już nie stosuję detoxu.

Tak, żeby z grubsza naświetlić cały obraz naszego stylu żywienia i podejścia do zdrowia opiszę, co stosowałam. Przez pierwszy rok życia Bogusz żywił się standardowo, przy czym do drugiego roku życia w ogóle nie dawałam mu słodyczy. Gościły u nas: chleb, nabiał, dużo warzyw, owoców, kasze, mięso, do picia dostawał tylko wodę, czasem soki typu Kubuś, poza domem dla własnej wygody - jedzenie ze słoiczków. Gdy miał mniej więcej 2 lata dostała mi się książka 'Zdrowie na własne życzenie' i wtedy wprowadziłam miksturę i koktajle owocowe. Niestety w wieku około 2 lat również zaczęły się pojawiać słodycze najczęściej gdy mieliśmy gości, byliśmy w gościach lub z okazji świąt. Dziecko rozmiłowało się w słodyczach niemiłosiernie, co nie znaczy że mu dawałam na zawołanie, słodycze miał ograniczone tylko do wyjątkowych okazji i basta - do pewnego czasu, ale o tym zaraz. Potem pojawiło się forum i próby wprowadzenia stylu żywienia wg zasad Biosłone. Wówczas jednak pojawiły się również ogromne przeszkody w ograniczaniu słodyczy. Raz że Bogusz miał regularny kontakt z dziećmi mojej siostry, której dzieci dostawały słodycze praktycznie codziennie, no i zaczęły się pojawiać pytania, czy on też może, potem zadania, że on też chce, bo jego kuzynostwo może a on nie. A już kompletny klops z dietą zrobił się, gdy zamieszkała ze mną kuzynka odżywiająca swoją córkę praktycznie słodyczami, a od czasu do czasu normalnym jedzeniem (z pozoru, bo był to najczęściej chleb z czekoladą, naleśniki na słodko, pierogi na słodko, tony lodów i jogurtów, ciastek, batoników itp.) i tu się zaczęły schody. Bogusz też chciał móc jeść słodycze (nie pierogi czy chleb, bo akurat na moje szczęście to go nie rajcuje, ale właśnie ciastka, jogurty i lody). Początkowo nie pozwalałam mu, ale bardzo źle to znosił. Poszłam na ustępstwo (kuzynostwo mieszkało u nas tymczasowo) no i mógł zjeść coś tam, niewiele po obiedzie. Kiedy jego kuzynka dostawała kolejne łakocie on patrzył i ślinka mu leciała, prosił, błagał a ja mu odmawiałam. Przeżywał to do tego stopnia, że budził się w nocy często z wrzaskiem lub płaczem i agresją, że on naprawdę chce to ciastko czy loda... I tak co noc. I pękłam. Pozwoliłam na więcej. Potem kuzynostwo się wyprowadziło i ja przymierzałam się do wprowadzenia diety kompletnie wg zasad Bioslone, ale u mnie to wymaga czasu trochę, co prawda, by przemyśleć jadłospis i zakupy, ale niestety z powodu wielu zawirowań nagłych w zyciu osobistym tego czasu bądź nie znalazłam, bądź psychiczne nie czułam się gotowa, bo nadal istnieją przeszkody:
1) moja mama mieszka ze mną, a ona w życiu nie zrezygnuje z chleba i ciastek - mimo, że syn nie jest aż tak 'chlebowy', to jednak zdarza mu się chcieć zjeść chlebka;
2) poszedł w tym roku do szkoły, do szkoły dawałam mu 'packed lunch' - coś w rodzaju drugiego śniadania, ale lunch wracał z nim do domu, czasem coś tam podjadł, często jednak nie (a że wiem, że nie jest niejadkiem, stwierdziłam, że po prostu wolał w szkole głodować...) i od progu wołał, że głodny. W miedzy czasie zaczęły się zawirowania w życiu osobistym i jako jedno z chwilowych rozwiązań zdecydowałam się posłać go na obiady szkolne. Wraca często do domu z naklejkami za zjedzony cały lunch, ale w menu pokazał mi, że tego i owego nie lubi, ku mojej uciesze zaklejacze typu pizza, nawet o dziwo pewnych deserów.
3) chwilowo mieszkam u siostry i nie mam możliwości gotowania dla nas osobno, względy organizacyjne, mała kuchnia, wiec menu mamy kompromisowe i nie całkiem zgodne z zasadami Biosłone.

To tyle jeśli chodzi o dietę mojego syna.

Z leków:
- po porodzie otrzymał wit. K,
- potem w pierwszym roku życia antybiotyk, może raz lub dwa,
- i ku mojej rozpaczy siostra zapobiegawczo zaczęła podawać antybiotyk moim dzieciom niedawno, po tym jak mój syn prawdopodobnie przeszedł szkarlatynę (nie będę komentować lekarskiej diagnozy, bo szkoda mi czasu i nerwów), ale siostra gdy usłyszała, ze syn jest chory na szkarlatynę, i że ja nie leczę antybiotykiem (było to na krotko przed przeprowadzką do niej, a ja już nie miałam odwrotu i musiałam opuścić mieszkanie) powiedziała kategorycznie, że jeśli moje dzieci się poważnie rozchorują, gdy będziemy mieszkać u niej to albo mam sobie znaleźć inne miejsce do mieszkania, albo będę leczyć dzieci jak lekarz zaleci. Pech chciał, że również na krótko przed moją przeprowadzką do niej przyjechała z dziećmi do mnie i zaraz gdy wrócili do domu jej córka rozchorowała się na szkarlatynę - więc siostra poszperała w internecie i znalazła informację, na podstawie której stwierdziła, ze mój syn jest nosicielem. A ze zaraz potem moje dzieci z moją mamą przeprowadziłam do jej domu, sama jeszcze załatwiając sprawy związane z przeprowadzką w innej mieścinie i nie nocując w domu siostry dowiedziałam się, ze zaserwowała antybiotyki profilaktycznie moim dzieciom, już nie wspomnę, ze synowi, który przechodził niby tę szkarlatynę, ale i córci, która raczej je nie przechodziła! Brak slow i tego też nie skomentuje.

Ale się rozpisałam, piszę jednak o tym incydencie, bo syn nie dostawał antybiotyków przez ładne trzy lata i może ten antybiotyk rozstroił mu przewód pokarmowy.

No i jeszcze z problemów zdrowotnych od urodzenia po dziś dzień:
- od urodzenia bardzo często podkrążone oczy, często zaczerwienione i swędzące
- spanie z otwartą buzią
- od około 1 r. ż. - problemy z siusiakiem, zbierała się ropka i strasznie mu tam pod skórką puchło, ale ropa sama schodziła - z tym byliśmy u urologa, który przeprowadził zabieg ściągania skórki, teraz wydaje mi się, że syn ma stulejkę, bo skóra zrosła mu się tak, że nie da się jej ściagnać i dbać o higienę pod spodem, do tego końcówka siusiaka jest permanentnie zaczerwieniona już od dobrych dwóch lat. Syna często to swędzi i drażni, na to stosowałam głównie alocit, ale również canesten, który wcale sprawy nie polepszył ani o troszkę
- często swędzi go odbyt, ale robaków jako takich w stolcu nie zauważyłam, u lekarza z tym też nie byłam
- od około 2,5 r. ż., powiększone migdałki, chrapanie, notorycznie zatkany nos, dużo żółtej i zielonej wydzieliny mu spłynęło, swędzący nos
- od około 3 - 3.5 r. ż. notorycznie opuchnięte śluzówki nosa przez co niemożliwe oddychanie nosem tylko ustami; bardzo rzadko, ale zdarza się, że może oddychać normalnie
- zaczęły się pojawiać dziwne bliżej mi nieokreślone bóle w nogach, najczęściej w stopach, lub w okolicach łydek lub pod kolanami - Bogusz aż wyje z bólu, najczęściej wówczas nie może chodzić, i trzyma nogi podkurczone. Myślałam, że to skurcze i podawałam magnez, ale to chyba nie było to i poszłam do lekarza. Dostaliśmy skierowanie do kogoś w rodzaju ortopedy no i niby ma jakąś wadę, złe stawia stopy i mięśnie inaczej mu pracują, ciężar ciała się inaczej rozkłada. Dostał wkładki ortopedyczne do butów i jakoś te bóle minęły.
- od urodzenia często budzi się w nocy z płaczem, wrzaskiem a czasem agresją, kopiąc i rzucając się
- w pierwszych latach życia jak chorował, to temperaturę podwyższoną miał tylko w przypadku trzydniówki przy 'zwykłych' przeziębieniach temperatura poniżej normy (np. 35.5 stopnia), raz może gdy był chory w wieku 4 lat to miał temperaturę ok. 38, i w tym roku to już po raz drugi temperatura podskoczyła do powyżej 39 stopni
- ogólnie do 5 roku życia mało chorował
- 5.5 rzekoma szkarlatyna, no i to co teraz przechodzi: bóle brzucha i strasznie powiększone migdałki (bardziej niż normalnie)

To co ja stosowałam by mu ulżyć to:
- mieszanka na drogi oddechowe na migdały i zapchany nos (aktualnie długa przerwa)
- inhalacje solą jodowo-bromową - jw
- alocit wewnętrznie jako mikstura i zewnętrznie do przemywania
- prawoślaz - przy kaszlu
- galaretka z siemienia lnianego - jw
- woda morska - na zatkany nos
- gorąca sól i termofor na brzuch
- przeciwbólowe leki - bardzo rzadko

Jak mu pomóc w tych bólach, bo się wije? W ogóle to muszę powiedzieć, że intuicja jakoś tak spokojnie każe mi to odbierać, ale rozsądek wciąż pyta - a może do lekarza i upewnić się, że to nic poważniejszego? Tym bardziej, że zapomniałam napisać, że zdarzyło się nieco wcześniej, może niecały miesiąc, że przy wypróżnianiu się, pojawiła się krew na papierze toaletowym. Nie wiem, czy się martwić, czy nie, wówczas wiązałam to z zaparciem, ale teraz ma bóle brzucha (nie wypróżniał się od kilku dni, ale też nic nie jadł) i tak się zastanawiam, czy jedno może wiązać się z drugim? Nie znoszę chodzić do lekarzy, bo z mojego doświadczenia to po prostu strata czasu, najczęściej potwierdzają to co ja sobie sama wydedukowałam, a do tego zapisują farmaceutyki, których ja nie stosuje na moich dzieciach ot tak. Proszę o wsparcie, sugestie czy na coś jeszcze zwrócić uwagę, bo po prostu nie chciałabym czegoś przeoczyć...

No i właśnie ledwo co napisałam, że mój syn nawet jak ma ponad 39 stopni to się nie poci, a tu niespodzianka, po 5-ciu dniach, przy temperaturze 35,3 (często się zastanawiam, czy to w ogóle możliwe) ma włosy i piżamkę wilgotną! Nie mam zielonego pojęcia co o tym myśleć?!
« Ostatnia zmiana: 17-02-2017, 21:17 wysłane przez Gloria » Zapisane
Zosia_
*


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: nie stosuję ze względu na reakcje
Wiedza:
Wiadomości: 1.049

« Odpowiedz #1 : 15-02-2013, 16:37 »

Przeczytaj kilka razy to, co opisałaś, a sama będziesz wszystko wiedziała. Pijesz przecież MO od 2008, więc pewnie wiedza nie jest Ci obca.
« Ostatnia zmiana: 17-02-2017, 20:08 wysłane przez Gloria » Zapisane
Martuszkakh
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 15/03/2008
Skąd: Wielka Brytania
Wiadomości: 22

« Odpowiedz #2 : 15-02-2013, 17:56 »

No tak, wiedza nie jest mi obca, wiem, że to może być oczyszczanie, ale trochę mnie to wszystko martwi jednak. Do tej pory nie przechodził aż takich opcji i tak spektakularnie, więc to dla mnie coś nowego i chyba po prostu potrzebuję utwierdzenia. Tak wysoka temperatura to też nowość w naszych doświadczeniach. Dobrze, by ktoś z perspektywy osoby nieuczestniczącej w tych akcjach się ustosunkował, bo mnie może być ciężko spojrzeć na to z dystansu. Nie chciałabym po prostu czegoś może ważnego przeoczyć. Tym bardziej, że poszukując o bólach brzucha na forum jakoś niczego nie mogę specjalnie dopasować i porównać, przypadki innych wydają mi się inne... I do tego to wszystko tak długo trwa...



« Ostatnia zmiana: 17-02-2013, 15:27 wysłane przez Agata » Zapisane
Martuszkakh
***

Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 15/03/2008
Skąd: Wielka Brytania
Wiadomości: 22

« Odpowiedz #3 : 16-02-2013, 19:24 »

No i po bólu. Wczorajsza noc bardzo spokojna, nawet w ciągu dnia nie było źle. Dziś również nic się nie dzieje, poza tym że pojawił się mokry kaszel i jakby migdałki się nieznacznie zmniejszyły. Temperatury też oczywiście już nie ma, czyli chyba wszystko wraca do normy.
 
A tak się rozpisałam w pierwszym poście...  
« Ostatnia zmiana: 17-02-2017, 20:06 wysłane przez Gloria » Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!