Niemedyczne forum zdrowia
18-11-2019, 21:22 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Ramówka Radiabiosłone --> kliknij
 
   Strona główna   Pomoc Regulamin Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Kaszel i inne problemy  (Przeczytany 2563 razy)
Inga
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 2007
Wiadomości: 5

« : 02-04-2019, 06:55 »

Metody prozdrowotne opisane w książkach i na forum Bioslone stosuję od lat. To forum było dla mnie wsparciem  w trudnych chwilach. Już od dziecka często chorowałam, byłam często przeziębiona i oczywiście leczona. Po dwudziestym roku życia zaczęłam chorować praktycznie bez gorączek tzn. jeszcze zdarzały się, ale rzadko w stosunku do częstości przeziębień. Z biegiem lat czułam się chronicznie przeziębiona. Również od dziecka było mi zawsze zimno. Opryszczka na twarzy pojawiała się często po przeziębieniu, zmęczeniu, osłabieniu. Pojawiły się wzdęcia a później zgagi. Plamy na ciele. Ciagłe zmęczenie, brak energii, mgła umysłowa. Z biegiem lat wszystkie te objawy się nasilały. Piasek w nerkach, parcie na pęcherz. Problemy natury psychicznej, ciagłe spięcie,  trudności w zaaklimatyzowaniu się w nowym środowisku, problemy z wyrażaniem swoich poglądów,  mętlik w głowie. Brak koncentracji, problem z  zapamiętywaniem,  lęki, niepokój, częste wizyty w toalecie w sytuacjach stresowych. Swędzenie podniebienia i gardła. Suchy, uciążliwy, napadowy, bardzo męczący kaszel. Każdy głębszy wdech podrażniał mnie wywołując kaszel oraz każda infekcja, przeziębienie nasilało go. Wówczas napady kaszlu były nie do opanowania, najgorsze te nocne, powodowały ból głowy, rozsadzanie czaszki,  przepona stawała się twarda jak płyta betonowa, jakby żywcem odrywana od żeber. Mięśnie pleców i karku stawały się napięte, jeden wielki przykurcz, latami miałam wrażenie, że noszę plecak z kamieniami, który przytłacza mnie do ziemi.  Nie miałam już siły ani kaszleć, ani znosić tego bólu. Z czasem moj oddech stał się płytki. Obniżona temperatura ciała ok.35,5°C-35,8°C. Czułam się dosłownie jak stary grzyb a w tej chwili widzę typowe objawy ogólnoustrojowej kandydozy. Grzybicę prawdopodobnie odziedziczyłam. To nie było życie, to była wegetacja.   
Moja przygoda z MO rozpoczęła się w 2007 roku katarem gigantem i kichaniem. Woda lała się ze mnie ciurkiem parę lat, która z czasem zaczęła przekształcać się w coraz gęstszą wydzielinę o białawym zabarwieniu. Również kaszel, który dotychczas był suchy przekształcił się w wodnisty trwający również lata. Każde przeziębienie skutkowało jeszcze większym nasileniem tych już bardzo uciążliwych objawów. Było  mi ciągle bardzo zimno. Ból podbrzusza pojawiał się nagle, nic go nie zapowiadało, ulgę przynosiło natychmiastowe wygrzanie termoforem. Z czasem bóle pojawiały się coraz rzadziej i trwały coraz krócej. Wtedy zaczęły się pojawiać takie same bóle gdzieś w okolicy jelita grubego, które również z czasem trwały  coraz krócej i pojawiały się coraz rzadziej. Nasiliły się skurcze mięśni i pojawił się bardzo nieprzyjemny skurcz jakby opasający całą klatkę piersiową, zapierający dech. Uczucie ciężkości, jakiegoś stanu zapalnego w górnej części pleców i następujące po tym uczucie  strucia. Myślałam, że już odlatuję , nie jeden zresztą raz. Biały nalot na języku i bardzo nieprzyjemny smak w ustach. Uogólnione bóle mięsni i stawów.  Praktycznie większość objawów opisanych przez Mistrza tylko trwających nie parę dni czy tygodni tylko lata, co świadczy o stanie w jakim znajdował się mój organizm. Czułam się, można by powiedzieć ciągle przeziębiona.
MO piję z przerwami gdy bardzo  źle się czuję. Stosowałam dietę prozdrowotną,  parokrotnie zioła na oczyszczenie  dróg oddechowych, zioła na oczyszczenie dróg moczowych, prawoślaz, zakraplanie nosa, magnez, koktajl błonnikowy, dobrze na mnie działa GBG, staram się odżywieć zgodnie z ZZO co nie oznacza, że nie popełniałam błędów.
Efekty. Ustąpił wreszcie kaszel, po przeszło 25 latach mogę oddychać pełną piersią i czuję taką lekkość na płucach. Wewnątrz czuję się świaża , nawilżona. Nie jestem ciągle tak bardzo nieprzytomna, no może lekko przymulona. Znikły plamy na plecach, karku i klatce piersiowej. Lepiej sypiam. Poprawił się stan mojej cery, nie jest już tak bardzo ściągnięta i przesuszona. Nie tracę czasu u lekarzy, pieniędzy w aptekach, wyrzuciłam wszystkie lekarstwa.
Odczuwam nadal bóle stawów i mięśni, brak energii, zmęczenie. Na języku ciągle jest nalot i bardzo nieprzyjemny smak w ustach, co jest zapewne związane z dalszym oczyszczaniem, chociaż od dłuższego czasu odczuwam jakby zastój, brak dalszej poprawy, co może być  związane z nerwicą, której nie umiem się pozbyć. W oczodołach ciągle czuję piasek a w zatokach klajster. Twarzoczaszka wymaga jeszcze oczyszczenia. W ostatnim okresie pojawiły się szumy w uszach.
Nie czuję się absolutnie zdrowa, ale o niebo lepiej niż przed rozpoczęciem picia MO i stosowania metod prozdrowotnych.
Mój przypadek świadczy o tym, jak bardzo trudno, jeżeli w ogóle można odzyskać zdrowie, które się całe życie traciło.
Dziękuję Mistrzowi  za wiedzę w tak przystępny i logiczny sposób przekazywaną oraz wszystkim forumowiczom z których doświadczenia korzystałam.

Zapisane
Yuppie
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 34
MO: 15.04.2016
Wiedza:
Skąd: Mazowieckie
Wiadomości: 199

« Odpowiedz #1 : 02-04-2019, 13:32 »

Fajnie, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami w drodze do zdrowia, a przebrnęłaś chyba przez pierwsze większe zmiany w ciele. Jeśli masz możliwość polecam masaż, w którymś z gabinetów. Pomoże to w pozbyciu się bóli i przyspieszy porządki - może nawet doczekasz się gorączki. Na pewno wiesz, że trochę pracy jeszcze przed Tobą. Nie rezygnowałabym na Twoim miejscu z picia MO i parówki, jeśli nadal odczuwasz dolegliwości twarzoczaszki, a także rozważyłabym włączenie olejków na zatoki. U mnie bardzo ładnie spełniły swoją rolę. Poczytaj o niacynie, może rozważysz jej włączenie? Pij melisę. Wspieraj się nadal magnezem i może dołącz chlorek oraz powerdrinki, domyślam się, że organizm jest osłabiony. Nade wszystko pilnuj jedzenia, ruszysz z martwego punktu. Moglabyś też wspomnieć o tym, jak się odżywiasz, na którym etapie jesteś, czy coś Cię uczula itd.? Życzę powodzenia, dawaj znać jak idzie, ew. pytaj.
« Ostatnia zmiana: 02-04-2019, 18:41 wysłane przez Mistrz » Zapisane

''A we mnie samym wilki dwa,
Oblicze dobra, oblicze zła
Walczą ze sobą nieustannie
Wygrywa ten którego karmię.''
Inga
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 2007
Wiadomości: 5

« Odpowiedz #2 : 04-04-2019, 08:07 »

Myślę, że najgorsze mam już za sobą, ale zdaję sobie sprawę z tego, że czeka mnie jeszcze długa droga do zdrowia. Kiedyś uważałam, że największy mój problem to kaszel i jak się go pozbędę to będzie już w miarę dobrze, będę mogła jakoś żyć. Niestety, kaszel był tylko najbardziej widocznym a może raczej słyszalnym objawem patologi, jakim był mój organizm, jak czubek góry lodowej. Usunęłam czubek a teraz mój organizm, któremu przestałam przeszkadzać i stworzyłam warunki do prawidłowego funkcjonowania,  dzięki wprowadzeniu zasad zdrowego odżywiania i MO, zaczął usuwać to co tkwi najgłębiej, zalega latami.
Toksemia organizmu, zatrucie lekarstwami, metabolity grzyba, pewne zdarzenia w życiu doprowadziły do tego, że moje nerwy wysiadły, co pociągło za sobą pewnego rodzaju zastój tzn. ja się oczyszczam nadal, tylko nie widzę dalszych, pozytywnych efektów (zapewne mój organizm potrzebuje czasu) i odezwały się znów lekkie problemy z żołądkiem. Dlatego wróciłam do MO na bazie oleju z oliwek. Już dawno temu przeszłam wszystkie etapy DP. Moje pożywienie to mięso, jajka, warzywa, owoce, orzechy, migdały, suszone owoce, czasami czekolada 70%, kiszonki (kapusta, zakwas buraczany), zupy, nie zawsze, ale często na wywarze z kości, czasami ryba. Czasami mam ochotę na masło, pasztet itp. wtedy używam jako takiej podkładki chrupki ryżowej czy kukurydzienej. Po kaszach, jaglanej czy ryżowej, ziemniakach ,ogólnie węglowodanach, nie czuję tej lekkości na żołądku jak po zjedzeniu mięsa z surówką. W domu odżywiam się bezglutenowo, ale poza domem jest ciężko tak się odżywiać. Dlatego od czasu do czasu gluten pojawia się w moim życiu. Nie jem dużo, a najlepiej czuję się na czczo, czekam na arbuzy. Gdy zjem coś, zwłaszcza obiad jestem słaba, no cóż, trawienie zwłaszcza przy braku egergii to harówka.
Mistrz pisał, że jak ma się objawy oczyszczania to nie wprowadza się innych metod, jest to święta prawda, o czym się sama przekonałam, dlatego z powerdrinkiem (który  bardzo mi smakuje), koktajlem cytrynowym czy też ssianiem oleju muszę być ostrożna, działają na mnie bardzo oczyszczająco i po paru dniach stosowaniu czuję się źle, pojawia się uczucie strucia.
Melisę piłam przez cały ubiegły rok z ziołami na oczyszczenie dróg moczowych, ale nasz rację, przecież mogą ją pić na co dzień. Chlorek magnezu używam do moczenia stóp.
Na masaż z chęcią bym się wybrała, ale nie mieszkam w Polsce. Na gorączkę czekam od lat, tylko już nikomu o tym nie mówię.
Poczytałam o niacynie, uważasz, że powinnam się wspomagać tabletkami?  Bo w moim pożywieniu chyba się znajduje. 
Czy mogłabyś napisać coś więcej o olejkach na zatoki, czy chodzi o eteryczne? Czy masz na myśli obmywanie twarzy wodą z olejkiem z mięty?

Zapisane
Yuppie
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiek: 34
MO: 15.04.2016
Wiedza:
Skąd: Mazowieckie
Wiadomości: 199

« Odpowiedz #3 : 04-04-2019, 09:39 »

Po tak długim okresie oczyszczania i stosowania magnezu, myślę, że mogłabyś spróbować stosowania niacyny - pomoże w nerwicy. Jeśli chodzi o olejki jest to kombinacja różnych, właśnie eterycznych, do smarowania, a działanie zbliżone mają do antybiotyku - oczyszczają i zarazem działają przeciwóblowo. Mięty także możesz spróbować oraz kąpieli w soli Epsom, jako uzupełnienie. Jeśli będziesz źle tolerować którykolwiek, po prostu odstawisz na później. I stanowczo odstaw gluten, poza domem możesz przygotowywać sobie dania w pudełkach.
« Ostatnia zmiana: 04-04-2019, 09:54 wysłane przez Yuppie » Zapisane

''A we mnie samym wilki dwa,
Oblicze dobra, oblicze zła
Walczą ze sobą nieustannie
Wygrywa ten którego karmię.''
Skorupion
*


Offline Offline

MO: nie stosuję
Wiadomości: 302

« Odpowiedz #4 : 04-04-2019, 09:39 »

Cytat
Myślę, że najgorsze mam już za sobą, ale zdaję sobie sprawę z tego, że czeka mnie jeszcze długa droga do zdrowia.
Żebyś tylko zdążyła przed śmiercią. Zdaje się w wątku Kfiatki, która notabene godnie zamilkła, pisałem, że oczyszcza się już jedną trzecią swojego życia.

Cytat
co pociągło za sobą pewnego rodzaju zastój tzn. ja się oczyszczam nadal, tylko nie widzę dalszych, pozytywnych efektów
Taaa, na pewno.



Cytat
Jeśli chodzi o olejki jest to kombinacja różnych, właśnie eterycznych, do smarowania, a działanie zbliżone mają do antybiotyku - oczyszczają i zarazem działają przeciwóblowo.
Czasami przeciwbólowo, znacznie częściej na początku nasilają dolegliwości.
Zapisane
Mistrz
*


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: 05.03.2000 – 2070
Skąd: Hogwart
Wiadomości: 10.557

WWW
« Odpowiedz #5 : 04-04-2019, 12:53 »

Często przyczyną braku postępu w zdrowieniu jest niedrożna "kanalizacja" odprowadzająca toksyny odfiltrowane w wątrobie, w związku z czym ze wszech miar zalecane jest przeprowadzenie kuracji oczyszczającej owe przewody miksturą zwaną wątrobianką.
Zapisane

Jeśli nie wiesz nic, dasz sobie wmówić wszystko
Skorupion
*


Offline Offline

MO: nie stosuję
Wiadomości: 302

« Odpowiedz #6 : 04-04-2019, 13:07 »

To możliwe. Szczególnie widać u kleszczobiorców, u których wystąpił zastój żółci, mają ciężkie herxy i więcej dziwnych objawów.
Piotrusiu nie wyjeżdżaj przypadkiem znowu z zamkniętym obiegiem żółci.
Zapisane
Inga
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 2007
Wiadomości: 5

« Odpowiedz #7 : 05-04-2019, 16:44 »

Olejki pojedyńczo dotychczas stosowałam do kapieli i inhalacji Poszukam  zestawów.
Wypróbuję niacynę i wątrobiankę. Dziękuję za wskazówki. Jak będą efekty, dam znać.
Zapisane
Darko
***


Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
MO: stosuję
Wiadomości: 202

« Odpowiedz #8 : 08-04-2019, 07:55 »

To by tłumaczyło dlaczego po opiciu się i wymiotowaniu żółcią, na drugi , trzeci dzień czułem się fantastycznie, lekko. Bóle woreczka żółciowego tak duże, że nie mogłem się ruszyć ani głęboko odetchnąć.

20-22 lata temu mieliśmy psa co przynosił kleszcze. Mnie ugryzł 20 lat temu. Ugryzł w sam pępek, ale  się nie wgryzł. Widocznie miejsce mu nie odpowiadało. Brzuch mnie zaczął od razu swędzieć.
Zapisane
Inga
***


Offline Offline

Płeć: Kobieta
MO: 2007
Wiadomości: 5

« Odpowiedz #9 : 15-06-2019, 14:47 »

Po latach stosowania zasad opisanych na tym forum,  nie mając żadnych objawów ze strony wątroby, wydawało mi się, że wątroba i drogi żółciowe są w porządku. Sugestia mistrza o niedrożnosci mnie zaskoczyła, ale uznałam, że warto wypróbować polecaną metodę. Uznałam, że jeżeli faktycznie tak jest, to udrożnienie przewodów żółciowych  spowoduje  nie tylko lepsze wydalanie toksyn i możliwość wprowadzenia innych metod oczyszczania ( powerdrinki, ssanie oleju ), ale również lepsze wchłanianie tluszczów i być może wreszcie pojawi sie energia.
Trochę to trwało zanim zdobyłam składniki na wątrobiankę. W 1 tygodniu piłam ½ zalecanej dawki aby zobaczyć jak zareaguje mój organizm. Poza lekką niestrawnością nie zauważyłam żadnych negatywnych objawów dlatego w nastepnych wprowadziłam całą dawkę. Po przeszło miesiącu stosowania mogę stwierdzić, że rewolucji nie było, ale jakby coś drgnęło, zaczęły lepiej oczyszczać się zatoki i oczodoły. Może zadziałała synegria z inhalacjami, które zaczełam regularniej przeprowadzać, chociaż po samych inhalacjach nie zauważyłam tego efektu. Do inhalacji oprócz szałwi, prawoślazu zaczęłam stosować różne olejki naprzemiennie. Działania niacyny dotychczas nie zauważyłam. Ńa razie stosuję dalej i mam nadzieję, że życie potwierdzi  teorię.
Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines
Design by jpacs29 | Mapa strony
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!